piątek, 15 stycznia 2016

to ja, to ja i to też ja

to tu, to tam dochodzą do mnie głosy, że ogarnęła was tęsknota. Was tęsknota, a mnie marazm i brak chęci do czynności twórczych plus to dręczące uczucie tego, że wszyscy jesteśmy tacy podobni i że pewnie u wszystkich to samo, że niczym się nie wyróżniam, więc po co to wszystko. No i jeszcze, żeby znaleźć sobie konkretnego, namacalnego winowajcę to pozwolę sobie, i love you so much, zwalić to na ojca dzieci. Bo moja " częstotliwość spadła od kiedy rok temu ojciec dzieci sprawił mi urodzinowy prezent, czyli uzależniający telefon, który fajnie jak był tylko w sferze marzeń, bo od kiedy go mam to internet mnie osacza, a posty wrzucałam za jego pomocą, co było średniej jakości i rzadkiej częstotliwości. Nie chciało mi się odpalać kompa,który zresztą za sprawą "dzieł" ojca dzieci został zdemolowany i wygląda raczej jak wrak i tak też się zachowuje niż jak porządnej klasy laptop. Ale mniejsza o to. Fakty są takie, że są utyskiwania, co mnie trochę łechcze, które spowodowały, że podjęłam mocne postanowienie poprawy.
Nie będę wspominać świat, "sylwestrów" i innych około grudniowych wydarzeń, bo  w tym roku z przyczyn osobisto-pogodowych były nijakie i raczej miernej jakości,głównie ze względu na samopoczucie. Powrót postanowiłam zaakcentować czymś mocnym, a jak wiadomo najmocniejsze, oprócz mnie samej;-) są moje dzieła w ilości sztuk dwóch. Zacznę od dzieła A., żeby zachować jakiś porządek, w tym przypadku opcja alfabetyczna.

Dziecko A. przygotowuje przedszkolny dzień babci w przeciwieństwie do swojej siostry nie jest zainteresowany graniem  roli pierwszych skrzypiec. Nie pozwala mu na to chyba jego zamiłowanie do przestrzegania zasad pojmowanych według swojego uznania oraz nieustającego potwierdzania całej rzeczywistości i każdego swojego zdania słowem prawda. "Zjem teraz kolację , prawda? Potem umyję zęby, prawda? i włącys nam bajkę, prawda?" I tak cały czas i co najgorsze na jego "prawda?" nie można powiedzieć " yhmmm" tylko trzeba odpowiedzieć" tak, prawda". Otóż syn niechętnie uczy się wierszyków. Twierdzi, że nie będzie się ich uczył, bo ma kartkę, na której są napisane i  "będzie je cytał", ewentualnie mówi, ale tylko gdy ktoś inny trzyma  kartkę, bo inaczej nie ma to sensu tak twierdzi. A kiedy juz poiwe z łaski raz i poprosi się o jeszcze jedną próbę to wykrzykuje "Dlacego mnie dręcys i zmusas do tego. Nie zmusaj mnie!!!" Poddałam się, trudno niech sobie czyta z kartki, zadaniem przejęła się babcia, która w koło macieju czytała mu te wierszyki. Efekt był, bo na próbie dziecko A. dostało medal za głośne mówienie i zaangażowanie. Babcia odbierała dziecko z przedszkola. Dzwoni i relacjonuje mi całą sytuację: Antek mówi, żę dostał od pani order...
Na co wtrąca się Antek i krzyczy : To nie jest pani order tylko pani Marylka...( tak nazywa się jego wychowawczyni w przedszkolu).

Teraz złotousta. Był dzień wolny. Jak to w dzień wolny, dzieci zazwyczaj wstają ochoczo o tej porze, o której w dni robocze najchętniej przewróciłyby się na drugi bok. Ale dni wolne są dniami od pracy zawodowej, a nie od uroków "matkowania" . A uroki te, jak powszechnie wiadomo, są namiastką  krainy wiecznej szczęśliwości tutaj na łez padole. Ojciec wziął kartkę i pisze "ZAKAZ WSTĘPU DLA DZIECI" zwleka się z łóżka przykleja na drzwiach sypialni i zamyka drzwi, wraca do łóżka. Zza drzwi dochodzi sylabowanie dziecka Z. "Z-A- ZA-K-A-KAZ...." doszła do końca drzwi się otwierają. Ojcie: no co robisz, chyba umiesz czytać? Zuza: Umiem. Ojciec: No to czemu wchodzisz? Zuza: Ignoruję to!!
Cud to jednak cud i nie ma, co się mu przeciwstawiać.

W sklepie szukamy prezentu. Wzbijając się na wyżyny kreatywności  proponuję : Może kupmy zegar, który będzie odmierzał tylko cudowne chwile w życiu !?!? Zuza: Ale to jest ściema!!

Nawet dziecko umie mnie sprowadzić na ziemię;-)

To tyle na powrót, roznieście tę radosna nowinę, że wracam. Też się cieszę, że was widzę. 



3 komentarze: