niedziela, 30 marca 2014

wkoło macieju

niby nic nowego. Niby nic twórczego. Niby nic odkrywczego. Ale muszę to powtórzyć, że dzieci moje to są diabły, które można zabierać tylko do lasu, puszczy, ewentualnie na łąkę oddaloną o kilka kilometrów od terenu zabudowanego. Inaczej człowiek płonie ze wstydu, wychodzi ze skóry, staje obok i nie wie , gdzie się schować, gdy wokół dziury brak.
Jesteś człowieku ubrany, już gotowy do wyjścia, a tu dziecko bierze sobie jakieś ciastko, gumę zjada całym sobą: ustami, rękami, czasami i stopami, i podbiega do ciebie i  w tym wyjściowym momencie obiera się o twoje białe gacie i sweter. Miło!
W aucie przez piętnaście minut jazdy młody krzyczy :babcia pojechała windą! i ty mówisz , że  dobrze, że rozumiesz, że wiesz, że zakodowałaś mówisz cicho, krzyczysz głośno, ale on nic, nie "araguje".
Wchodzisz do sklepu, wiesz, że będzie klęska, bo zawsze jest, no ale gdzieś wyjść trzeba, coś kupić trzeba. I od drzwi dziecko Z. biegnie przed siebie, nie obraca się za tobą, nie obawia się, że ktoś ją porwie, bo przecież jest konik, jest koparka, jest impreza. Potem wchodzi do sklepu, wchodzi na stołek na kółkach dla pani ekspedientki do ściągania ubrań, pani już dymi z uszu, ale przez grzeczność nie może nic powiedzieć. Potem ze stołeczka spada, co było do przewidzenia, chowa się w przymierzalni. Żeby nie było ja byłam w trackie płacenia przy kasie kartą, karta w terminale, więc jak tu biec. Magia!
I tak dzień w dzień od 7, bo wtedy włącza się dziecko A. do około 23, bo wtedy wyłącza się dziecko Z.
Odpadam- serio.

6 komentarzy:

  1. życie:)
    u mnie na szczęście tylko jedna sztuka(Oliśka) taka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To się dobrze składa, że Megi do lasu spada, jak wpadniecie na weekend to będą mogli biegać:) dookoła:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Do 23...????
    Ale to przed czy po zmianie czasu?
    ;))))

    Duzo mysle o tym, co napisalas.
    Moja potomkini jedna, jedyna i tak juz zostanie - tez wampir energetyczny i diabel wcielony.
    Nie slucha. W sklepie powtarzam: nie ruszaj, odloz to. Nie odklada. Rusza... Tylko na smycz ja wziac i kaganiec na mordke, chyba.... Ale nie biore przeciez.

    Tak zazdroszcze innym dzieciom i innym mamom, ktore na blogach wypisuja, jak to nic je nie rusza i na wszystko pozwalaja dzieciom.
    (I zazdrosze tez innym, kiedy widze ich inne dzieci: spokojne, ciche, posluszne.... i dziwie sie: jak to? to takie sa???)

    A ja niestety jestem z tych, ktorym wszystko przeszkadza: ze za glosno, ze za szybko, ze za skocznie...
    A potem czytam te inne blogi i mam wyrztuy sumienia, ze nie pozwalam dziecku byc dzieckiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tak juz przywykłam do "dziczy "zwłaszcza mojej córki, że w rzadkie dni, gdy zachowuje się normalnie, to się martwię, że jest chora i sama ją pobudzam, bo jakoś tak dziwnie mi z jej normalnością.

      Usuń