środa, 20 listopada 2013

drugi level

nawet nie wiem kiedy w tej "bitwie o matkę (idealną)" przeszłam na wyższy level. To znaczy mam pewne przypuszczenia, ale jakiejś konkretnej daty nie mogę wyznaczyć. A co gorsze nastąpiło to stanowczo za szybko.
Sam  drugi poziom jaki jest? No cóż, jak wygląda koń każdy widzi. Tu można by rzec to samo. Bo czego oczekiwać po dwójce rodzeństwa, które chodzi, coś tam gada i dzieli ze sobą pokój. Głośno jest, ale o tym już kiedyś wspominałam. Hałas towarzyszy nam od godziny 6 rano do godziny około 23, bo syn jest ranny ptaszek,a  córka nocny Marek, żeby matka miała radość z dzieci cały dzień i pół nocy ( bo dla mnie noc to 20.30). Rano krzyczą wszyscy, Antek, że wstał, że chce mleko, że chce kupę ( bo mu się zachciało na nocnik robić!!), Zuza, że nie chce wstać, że nie chce czesać włosów, że chce zabrać lalkę, misia, kredki i pół domu, tata, że musi wstać, że mu się nie chce, że mu nie pukać do łazienki, matka krzyczy na wszystkich, żeby nie chceili albo chceili, żeby czekali albo się spieszyli, żeby stali albo szli i ogólnie jest wesoło. Potem w pracy też wszyscy krzyczą, bo przecież w domu im rodzice nie pozwalają krzyczeć, to muszę wydrzeć się gdzie indziej, a  w tym "gdzie indziej" ja oczekuję, żeby oni byli cicho. No niechże pani nie będzie śmieszna!!Potem wracamy do domu i znowu jest krzyk.
I tu wchodzimy na ten drugi level właśnie. Bo brat i siostra muszą się bawić tą samą zabawką jednocześnie, bo z rodzeństwa, które było sobie obojętne, przynajmniej zuza nie wykazywała większego zainteresowania swoim bratem, stali się rodzeństwem, które kocha się nziemiernie. Zuza chce Antka przytulać cały czas, on tego nie chce, więc jest krzyk. Antek chce się bawić z Zuzą albo tym, co Zuza, a ona oczywiście niekoniecznie, więc jest krzyk. W symbiozie potrafią tylko rozwalać. Destrukcja idzie im perfekcyjnie. On wysypuje kredki, ona wysypuje wszystkie klocki, on wysypuje zabawki z jednego kosza, ona  z drugiego. Radości co niemiara!!
Drugi poziom jest fascynujący i pouczający. Z perspektywy czasu analizuję  te tony włosów wydartych z głowy siostry i vice versa, te hektolitry śliny wyplute na siebie nawzajem i dopiero teraz po tylu latach rozumiem swoją mamę i wiem jak było ciężko. I nigdy, ale to przenigdy bym już nie była takim "niedobrym dzieckiem", bo wiem ile ten drugi poziom kosztuje wysiłku. Fizycznego wysiłku, żeby powstrzymać w  matce te wszystkie odruchy wyładowania i rozniesienia w drobny pył całego pokoju zabawek, i w ogóle wszystkiego co stanie na drodze, żeby wyładować "to larmo", co szkodniki robią przebywając ze sobą nawzajem.

6 komentarzy:

  1. Moja druga córcia ma dopiero tydzień ale starsza robi dokładnie to samo co twoja dwójka razem. Aż sie boję co będzie jak ta mała podrośnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja myślałam,że taki dom "wariatów" to tylko u mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam z utęsknieniem na ten poziom bycia matką , bo narazie u nas występuje symbioza ;)

    OdpowiedzUsuń