poniedziałek, 30 września 2013

grzybiarki

Nowa fucha. Zawodowe zbieractwo nam nie grozi, ale pod wpływem córki została zorganizowana wyprawa w polskie lasy. Przekładana kilkakrotnie w końcu doszła do skutku . Łatwo nie było, bo wstać trzeba było wcześnie, miejsce zagrzybione znaleść, nie przejmować się cynicznymi komentarzami , że się potrujemy, że sie nie znamy, że co to za wyprawa z zuzą, że co my tam niby znajdziemy. A jednak przyjechaliśmy z koszem i około 6 kg borowików, podgrzybków i sitaków. Wszystko już oczyszczone, nawleczone i suszone. Ha, takie z nas grzybiarki . Choć my z ZU byłyśmy raczej w tyle, oko miała ciocia Ola, ale ostatecznie przebił ją tata Adam, który odnalazł prawdziwe złoże sitaków. 

5 komentarzy:

  1. Hehe.. no grzybków jakby kot napłakał:) ale ważne, że udało się zebrać cokolwiek:) my znaleźliśmy jeszcze mniej:) a też w tróję byliśmy

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie a gdzie takie grzyby rosły?

    OdpowiedzUsuń
  3. wow ,ale łupy!
    ja chodzę na grzyby popołudniami ,jak mąż działa na działce(co by mnie do roboty nie zagonił) ,ale przede mną grzyby zbiera sąsiadka,więc rewelacji nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodam od siebie że prawdopodobnie (w zaufaniu to mówię ! - tego co ja słyszałam) to właśnie tata A. bał się niedźwiedzi, dzików, lisów i innych leśnych stworów :P dlatego ta wyprawa była tak odkładana.
    PS. Nasze gratulacje z tak obfitych plonów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super ! Też uwielbiamy takie wypady ;-)

    OdpowiedzUsuń