poniedziałek, 20 maja 2013

dream team

czyli nasze nowe hobby- rowery. Udało się nam w końcu wynaleźć fotelik, który da się zamocować do mało rodzinnego roweru taty, w związku z czym transport dwóch sztuk stał się możliwy, a tym samym w końcu wyruszyliśmy na rowerową przejażdzkę. Biorąc pod uwagę fakt, że jak na pierwszy raz i przejechanych 30 km to całkiem nieźle nam poszło- zakwasów nie ma, jedyne co odczuwam to ból pośladka- jednego. młodzi też znieśli podróż całkiem dobrze. Anti to aż tak się lansował, że w drodze powrotnej zasnął, co było mało komfortowe zarówno dla niego, jak i dla taty, z którym jechał, bo położył sobie głowę na ręce taty, który kierował rowerem, ale dali radę. Strat jako takich nie było, no nie licząc ucieczki balonów, które najpierw przypadkowo znalazły się przy rowerze mamy, która jest woźnicą Zuzy. Jechały z nami całą drogę, aby dwieście metrów od domu zakosić znak i się urwać. I pony pofrunął hen daleko, ryk był- około 5 minut i przeszło- zdolna matka wymyśliła, że Zuza zrobiła dobry uczynek uwalniając tego pony, który bardzo chciał pofrunąć do swoich przyjaciół. Ma się ten talent do konfabulacji od dzieciństwa.
Przejażdżka zaliczona do udanych, dziękujemy współtowarzyszom i polecamy się na przyszłość.
video

6 komentarzy:

  1. Wow widać, że zadowoleni wszyscy:))!!

    OdpowiedzUsuń
  2. 30 km bez zakwasów. No ładnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Kate, ale masz wypasiony rowerek :-))

    OdpowiedzUsuń
  4. też lubimy takie wycieczki:)

    OdpowiedzUsuń