piątek, 20 kwietnia 2012

docze(S)kanie

moje. Czekałam, czekałam, aż się doczekałam. Pierwszy raz od trzech, no dobra dwóch, pierwszy rok się nie liczy, Zuza wstała i powiedziała, że mam jej uczesać warkoczyki. Nie tylko nie musiałam się biegać, żeby zwyczajnie rozczesać włosy, ale miałam tę niesamowita przyjemność zaplecenia dwóch małych warkoczyków, co prawda byle jak, bo się trochę ruszała, ale zawsze coś. Nie narzekam.
Dziękuję wam koniki Pony;-), bo to dzięki wam, we wczorajszym odcinku, Pony miały pokaz mody i się stroiły, więc i mój prywatny mały Pony zechciał łaskawie dziś rano uczesać włosy i pozować do zdjęć przed wyjściem do żłobka.


7 komentarzy:

  1. no a gdzie te warkocze???
    nie zrobiłaś fotki!!???

    OdpowiedzUsuń
  2. No zrobiłam nie widzisz?musisz sobie powiększyć:-)one są takie małe,nie można oczekiwać zbyt wiele jak na jeden raz!!

    OdpowiedzUsuń
  3. oj,u nas z czesaniem też jest problem,bo Oliśka na widok szczotki wieje!więc kupiłam taki płyn do rozczesywania włosów o zapachu truskawki i teraz czasem pozwoli się uczesać(w tempie ekspresowym!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no u nas tempo tez było ekspresowe, dlatego warkoczyki nie są zbyt ani wyrafinowane, ani okazałe, ale zawsze coś. Traktuję to jako krok milowy i postęp, który będzie trwał. chociaż z drugiej strony, znając młodą, nie mam złudzeń, że może był to tylko jednostkowy wybryk- mojego Pony.

      Usuń
  4. No pieknie :)
    Zycze zebys codzienie miala okazje doznawac takiej przyjemnosci :)
    Pozdrawiamy serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piekne te warkocze ! U nas z chwila sciecia grzywki skonczyla sie era warkoczykow . Troche za tym tesknie ale czekam az wlosy siegna pasa i znowu bedziemy plec ;)

    OdpowiedzUsuń