piątek, 1 października 2010

lost




i last. Tak można nazwać nasz ostatni w tym roku wypad na wesele. Bo 4 wesela w życiu półtorarocznego dziecka i jego mamy, która nagle została obdarzona strojeniem nie tylko taty i siebie, ale jeszcze córki to wystarczająca ilość. Owszem wprawę już jakąś tam mamy, ale i tak zawsze czegoś zapomnimy, ale z drugiej strony to zapominamy po to, żeby babcia miała, o czym rozmawiać, bo na weselach trzeba mieć "o kim " rozmawiać. Last bo ostatnie, lost bo się zagubiłam w przemyśleniach o istocie ślubów, ale o tym innym razem. Teraz nastąpi prezentacja czyli damy i tata, który jak to cicha woda, najpierw milczy, a potem...Stuhr w "Wodzireju" mógłby się od niego uczyć;-))






3 komentarze:

  1. Kate świetnie wypadłaś w roli rodzinnej projektantki,wyglądaliście znakomicie!!
    A jeśli chodzi o ADAMA to widziałam na Magdy blogu, że jakiś ZMĘCZONY był...rozumiem, że tymi tańcami ha ha ha :-))

    OdpowiedzUsuń
  2. no to sie ciesze ze ci sie podba, bo babcia, znaczy prababcia zuzy,wyklela mnie z rodziny za czrane rajstopy i czarny kwiatek zuzi;-)))

    OdpowiedzUsuń