poniedziałek, 12 kwietnia 2010

mama dziecka chodzącego

bo właśnie taką się stałam, jakiś czas temu ( będzie miesiąc, no może trzy tygodnie), ale jakoś dokumentacji zapomniałam dołączyć. Wykorzystuję więc chwilę spokoju, co oznacza, że dziecko śpi i dołączam zdjęcie Opuncji sprzed chwili zanim zasnęła. Muszę jeszcze dodać, że fakt chodzenia, który przyznaję był przeze mnie, jak wszystko zresztą, wyczekiwany, uczy mnie pokory i cierpliwości. Jeszcze nigdy chyba nie byłam wystawiona na taka próbę i dochodzę do wniosku, że w byciu mamą, przynajmniej dla mnie, najtrudniejsze jest to, że tak często i tak bardzo trzeba udawać przed sobą i przed innymi, że ma się super humor, tryska energią, siły wystarczyłoby na co najmniej jeszcze dziesiątkę rocznych dzieci. A prawda jest taka, że ma się dosyć jest się zmęczonym, che się krzyczeć, że błagam cię dziecko daj ty mi już święty spokój. bo mam twoja już po prostu nie ma siły wysłuchiwać twoich wrzasków, ani chodzić z tobą non stop od pokoju do pokoju i otwierać wszystkich szafek. Najgorzej oczywiście jest przy obcych, czyli w momentach wyjść publicznych. Kiedy to już całkiem trzeba się kontrolować i cieszyć, że jest się mamą, że paprać się w kupkach i biega cały czas po domu w dresie obsmarkanym, no bo dziecko w coś, w kogoś przecież musi się wycierać. Tak więc mamy dzieci chodzących, chociaż tych młodszych też, a może gdybyśmy przestały w końcu udawać, ż eto jest tak cudownie cały czas, to ojcowie owych dzieci by nas zrozumieli i więcej nam pomogli;-) Bo tak to pewnie sobie myślą, że przecież żyjemy, uśmiechamy się, więc o co w ogóle chodzi....


PS. Oczywiście mama cię kocha, Zuzia!!

3 komentarze:

  1. nie jest tak źle, dużo wytrwałości życzę

    OdpowiedzUsuń
  2. Katarzyno! Bardzo się cieszę, że poruszyłaś kwestię tak istotną- acz trochę drażliwą:) Matki już tak mają: "u nas jest super"! Jak tak czasem idę ulicą i sobie myślę, czy te kobity z wózkami i szerokimi uśmiechami, tak rzeczywiście mają idealnie:) Mam też sąsiadkę, która budzi mnie każdego dnia o 7-ej gniewnym krzykiem: "Mateusz, k...., ubieraj się wreszcie!", po czym pytana o chów rzekomego Mateusza- odpowiada, że git;))) Oczywiście "mały żółw" dla pięknie chodzącej i ledwie-mamę-denerwującej; Zuzanny!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj u nas juz troche lepiej, bo pyza jako maly ignorant lubi bawic sie sama ;)

    OdpowiedzUsuń