na szczęście mamy dziecko, które nadrabia za nas nasze mało imprezowe lenistwo, opieszalstwo i maruderstwo. Bo tata oczywiście nie ma czasu na tańce, bo ciągle pracuje w pocie czołach nad słowem na "d" (którego już ze względów zdrowotnych, na niektórych działa jako czynnik nerwicowy, nie wymieniamy); a mama zamienia się w dość dużym tempie w słonia, a w wypożyczalni wszystkie stroje słoni i hipopotamów już wyszły, także nie ma się za co przebrać;-)
Tak więc wszystkie obowiązki imprezowania zostały scedowane na córkę, która daje radę, nie narzeka i z dużą łatwością co rusz przyjmuje nowe twarze i zamienia się w nowe postaci. Dziś bal w żłóbku. Tym razem poleciała jako wróżka i kiedy powiedziałam choć zuzia musimy ubrać rękawiczki to powiedziała, nie mów o mnie zuzia, jestem wróżka. Z czego wnioskuję, że problemów z przyswojeniem nowej roli nie ma. Dziecko baw się póki możesz, bo potem to już tylko będziesz się przebierać w szlafrok na dobranoc;-)
ps. sesja poranna, przed wyjściem, godzina 7.30, więc wróżka jeszcze półsenna!
piątek, 27 stycznia 2012
niedziela, 22 stycznia 2012
diabelska sztuczka
był bal na sto par i był tez diabeł, a raczej mała diablica, która wszystko nam zepsuła. Bo kiedy się pojawiła to młoda stwierdziła, że koniec. To nie na jej nerwy. Zacięła się tak się wystraszyła, że do końca siedziała na drugim końcu lokalu, wbita pazurami w matkę i ani się ruszyła, bo diabeł był wszędzie. Fakt dziewczynka diabelska strój miała rzeczywiście dość przerażający, choć też megaprofesjonalny. I król się nie bał, Indianin się nie bał, ale Minnie wymiękła. Myślałam, że młoda jest dość odważna. Widać przeceniłam jej margines tolerancji...dla diabelskich sztuczek.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
i jeszcze te dzieci
wszędzie ich pełno, a tak na dobra sprawę to ciągle przeszkadzają. Bo zjeść się spokojnie nie da, potańczyć, ksiązki poczytać, w ciszy pobrzebywać i myśleć o nich ciągle trzeba...
Świat po prostu nie jest zbytnio przystosowany do dzieci. A właściwie to dlaczego? Przecież świat wyrasta z dzieci, więc czemu tak szybko o tym zapomina i staja się kulą u nogi, u płota czy u stołu?
Poza wszystkim nasze dzieci, może i kuliste dla świata, ale ładne...dla wybranych;-)
by fotopracownia.com
Świat po prostu nie jest zbytnio przystosowany do dzieci. A właściwie to dlaczego? Przecież świat wyrasta z dzieci, więc czemu tak szybko o tym zapomina i staja się kulą u nogi, u płota czy u stołu?
Poza wszystkim nasze dzieci, może i kuliste dla świata, ale ładne...dla wybranych;-)
by fotopracownia.com
poniedziałek, 9 stycznia 2012
rolowanie
co do tych wczorajszych nudów jeszcze. Z nudów tata cofnął się w czasie i przypomniał sobie swoje rolkowe korzenie, podchwycił oczywiście jego klon i tak się rolowali po przedpokoju. Mam nadzieję, że klon to tylko w przedpokoju i nie będzie do końca podążał śladami taty;-)
odpływaliśmy
wczoraj cały dzień i się nam nudziło, że aż hohohoho
i tak powstały nostalgiczne zdjęcia rodziny w rytmie...
i tak powstały nostalgiczne zdjęcia rodziny w rytmie...
środa, 4 stycznia 2012
karuzela z madonnami
a właściwie to jedną madonną, która do pewnego czasu, nota bene fantastycznego dla jej rodziców, tylko wsiadała do autek, kolorowych karuzlei i to jej wystarczało. Teraz nadeszły czasy dynamiczne, to znaczy żadnemu tandeciarskiemu autku, ani megaobciachowej karuzlei nie odpuści i nawet wie, że trzeba wrzucić dwa złote, o ktore rozpoczyna się wojna na widok każdego kolorowego mechanicznego urządzenia.
Tak więc wsiadła madonna do bryki sześciokonnej, a konie wiszą kopytami nad ziemią....
Interpretacja Białoszewskiego by Zuza R.
Interpretacja Białoszewskiego by Ewa D.
Tak więc wsiadła madonna do bryki sześciokonnej, a konie wiszą kopytami nad ziemią....
Interpretacja Białoszewskiego by Zuza R.
odgrzewany kotlet
czyli swoje 12 groszy poniewczasie dorzucamy do 12 roku, w którym już się jakoś zadomowiłyśmy i szczerze powiedziawszy z roku na rok widzimy, wspólnie jako rodzina, coraz mniejszy sens świętowania akurat 31 grudnia akurat o północy akurat jakiegoś nowego roku, bo co tu nowego mąż ten sam (jeszcze;-) dziecko w liczbie jedne na ziemi, jedno w brzuchu też takie samo jak przed północą, mieszkanie to samo, przedwiośnie to samo. Chociaż tutaj wróć- udało się nam zobaczyć namiastkę zimy tej jakże długiej i uroczej z perspektywy matki z brzuchem i prawie trzyletnim dzieckiem, które nie che chodzić na swoich nogach (tylko na rękach mamy i jeszcze kiedy się oburzam to mi tłumaczy, że przecież ona mnie trzyma, o jakże ona jest wspaniałomyślna). Był śnieg w wystarczającej ilości, aby młody K. i młoda Z. powozili swoje kościste pośladki sankami. Więc jeżeli nie mieliście jeszcze przyjemności podziwiać śniegu w tym i w tamtym roku to cieszcie swe oczy, bo wiosna będzie tej zimy wyjątkowo długa;-)
poniedziałek, 26 grudnia 2011
tradycyjnie
pojedliśmy,obżarliśmy sie- tym razem częściowo na koszt Amelii M. Ponarzekaliśmy, też tradycyjnie, "że o nie zaraz pęknę, o nie, ale jestem najedzony/a", czyli typowe polskie, tradycyjne święta dobiegły końca, następne w kwietniu, więc niedługo, jakoś przeżyjemy;-) a jutro, będzie- no właśnie- futro.
sobota, 24 grudnia 2011
wtorek, 20 grudnia 2011
gra w chowanego
od kiedy zuza ma swoje nowe, |"dorosłe łóżko", nasze ( czytaj mamy i taty) uległo diamterlanej zmianie. Przez pierwsze dni tata wyrywał się jak oparzony słysząc każde skrzypnięcie i obawiając się, że młoda spadnie. Mama dostawała zawału, bo gwałtowność taty była taka jakby to był co najmniej zamach bombowy! Jak już przyzwyczailiśmy się do tego, że Zuza czasami spada, ale nic się jej nie dzieje i tata przestawał wykonywać te gwałtowne ruchy to zaczęliśmy odnajdywać Zuzę w różnych miejscach. I tak czasami śpi na stojąco, opierając tylko głowę na łóżku, czasami przychodzi w nocy do nas i nagle rano znajdujemy ja w sowich nogach lub na twarzy, głównie mamy. Czasami zuza znajduje się pod swoim łóżkiem, a czasami znajdujemy ją na podłodze w innej części pokoju ( tak na przykład było dzisiaj). I właśnie też dziś zaczęliśmy się zastanawiać nad wszczepieniu młodej jakiegoś chipa, bo jak zacznie migrować poza pokój to łatwiej byłoby nam ją znaleźć;-)
czwartek, 15 grudnia 2011
kimże ty właściwie jesteś?
odrzekł wzgardliwie gąsienica. To mój ulubiony cytaty z Alicji w Krainie Czarów, który swoja filozoficzną głębią doskonale pasuje do dzisiejszych rozważań Zuzy.
Rano Zuza mówi: Jak będę dużym chłopcem to też będę miała taki traktor.
Starałam się wytłumaczyć, że przecież nie będzie duży chłopcem, efekt: No przecież będę. Odpuściłam.
Po południu rozmawiamy z Antkiem w brzuchu. Zuza: Jak już będziesz taką dużą dziewczyną jak ja to będziemy się bawić Antek.
Znów podjęłam próbę, że przecież antek to chłopczyk i nie będzie taką dziewczynką. Efekt: No przecież będzie. Odpuściłam. Bo przypomniało mi się właśnie to pytanie: Kimże ty właściwie jesteś?
I czy to ma jakieś znaczenie?
Rano Zuza mówi: Jak będę dużym chłopcem to też będę miała taki traktor.
Starałam się wytłumaczyć, że przecież nie będzie duży chłopcem, efekt: No przecież będę. Odpuściłam.
Po południu rozmawiamy z Antkiem w brzuchu. Zuza: Jak już będziesz taką dużą dziewczyną jak ja to będziemy się bawić Antek.
Znów podjęłam próbę, że przecież antek to chłopczyk i nie będzie taką dziewczynką. Efekt: No przecież będzie. Odpuściłam. Bo przypomniało mi się właśnie to pytanie: Kimże ty właściwie jesteś?
I czy to ma jakieś znaczenie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...



