środa, 27 marca 2013

męska rzecz

Genetyka to poważna sprawa. Warunkuje praktycznie wszystko. Ale nigdy nie spodziewałam się, że działa tak mocno. W trakcie moich genderowych studiów nakładli mi do głowy, że płeć jest biologiczna i kulturowa. I gdyby nie to, że ktoś nazwała w chwili jak  wyskakiwaliśmy z brzucha chłopcem czy dziewczynką, a to wpisało nas w całą machinę kulturowo- społecznego myślenia o nas jako o płci kobiecej lub męskiej, to bylibyśmy nijakimi tworami, którzy sami wybiorą sobie swoją drogę. Ale od kiedy mam Antka i mam porównanie to widzę, że biologia tez robi swoje. Antka automatycznie ciągnie do aut. Nikt mu specjalnie ich nie pokazywał, ba powiem więcej w domu są cztery autka, a lalek misiów i kucyków pony niezliczona ilość, a pomimo to nawet nie spojrzy na Zuzi zabawki. Od samego początku wykazuje zainteresowanie samochodzikami. Fascynuje mnie to jak to kurde jest możliwe i skąd wie, że ma się bawić autkiem, i skąd wie, że one jeżdżą, i , że ma je przesuwać po podłodze. Teraz fascynuje się Zuzi motorem. Co krok przyłapuję go jak się nad nim zachwyca i kombinuje jakby na niego wejść i jakby samemu na nim pojechać. Jaram się tym!;-)



poniedziałek, 25 marca 2013

praca konkursowa

Nasza pierwsza. konkurs przedszkolny na ozdobę wielkanocną. Zuza malowała, matka przyklejała i wycinała. Zuza chyba nie wie do końca o co w konkursie biega, matka wie i liczy na wygraną;-))


niedziela, 17 marca 2013

kto wpada?

trochę koślawe, ale potencjał jest;-)
czekają...


do tego serwuję kawę, więc kto zna adres, you are welcome!

czwartek, 14 marca 2013

wyrzut

to taki szybki post na przerwie. Bo targa mną wyrzut sumienia i czuję się źle. Wzięłam udział w rozmowie z kimś ,  za kim nie przepadam w pracy, z kogo poglądami, ani sposobem bycia się nie do końca zgadzam. Częściowo akurat dziś ta osoba miała rację, ale i tak jakoś mi niedobrze z tym, że jej przytaknęłam. Mogłam się nie odzywać i mieć święty spokój, a tak to mam kaca i dylemat moralny. Kule bele...
A do tego wiosna zniknęła. A ja już nie mogę patrzeć na te zimowe buty...fuuuuujjjjj.
Kule bele......

niedziela, 10 marca 2013

zlewomycie

wieczory u nas w domu to krzyk. Najpierw krzyczy mama i tata, bo ustalają, kto kogo kąpie i w czym. Na początku, to znaczy od kiedy zostaliśmy rodzicami dwójki, ustaliliśmy, że każdy kąpie i usypia jedno dziecko. Na początku ja miałam dziecko A, z racji posiadania cyca, a tata miał dziecko Z,  z powodu braku cyca aż tak dużego;-) Potem kiedy cyc mamy poszedł w odstawkę mogła następować zamiana dzieci. No i tu jest pierwszy krzyk, bo tata po początkowym przystosowaniu do reguły, zaczął ją łamać i po prostu olewać kąpanie i usypianie jednego dziecka, albo swoim "zaraz" tak wkurza matkę, że ta w porywie złości i z jękiem nieustającym, sama kąpie i kładzie dwójkę. Kolejnego rozstrzygnięcia wymaga pytanie czy dziś jest kąpanie "w zlewie" czy "w wannie". Antek na razie nie protestuje przed "kąpaniem w zlewie",  lubi obie opcje. Natomiast Zuza protestuje przed "kapaniem w zlewie", bo zdecydowanie preferuje wannę. Gdy już te krzyki ustaną, Antek zazwyczaj zasypia bez problemów, ewentualnie trochę pokrzyczy w łóżeczku i zasypia. Zuza z kolei przechodzi jeszcze fazę krzyku przy zastrzyku i czasami przed wejściem do łóżka. Ale potem następuje już cisza nocna do kolejnego krzyku ---tu przoduje Antek.

Dziecko A w zlewie
Dziecko A i Z w wannie


poniedziałek, 4 marca 2013

dialog

Powrót z gór. Zuza znudzona w aucie. Na ratunek przychodzi Agnieszka, towarzyszka w podróży. Proponuje grę w zdrobnienia. Najpierw stara się wytłumaczyć, co to jest zdrobnienie.
- mówię na przykład kot, a mały kot to..kotek.
Na to mama: No to Zuzia powiedz. Jest duży pies, a mały pies to...?
Zuzia: Szczeniak!

Nie graliśmy w tą dziwną grę;-))

wtorek, 26 lutego 2013

teatr mój widzę ogromny

delektujcie się sztuką, którą stworzyliśmy w trakcie ferii. Bajka jest niedokończona, zachęcamy do twórczego finiszu.
Obsada:
Czerwony Kapturek: córka pierworodna o wdzięcznym imieniu po prababci Zuzanna, wkręcona w występowanie bardzo, do końca dnia chciała to wystawiać ku złości wilka;-), który wilkiem już nie chciał być
Wilk- kuzyn pierwszy Zuzi, o oryginalnym imieniu Konstanty po nikim chyba;-)
Babcia- lalka pierworodnej córki, podobno Agusia przent urodzinowy od dziadka J.
Głos- przeszczęśliwa matka, że ostatni tydzień ferii mogła spędzić w domowym przedszkolu;-)bo przecież skoro nic nie robi całe swoje życie to może się zająć wszystkimi dziećmi z okolicy. W dzieciństwie rzeczona matka chciała zostać aktorką i do dziś sobie w brodę pluje, że się nie zaparła, bo talent się marnuje;-))

piątek, 22 lutego 2013

co potrafi czteroletnie dziecko

- zrobić kupę do nocnika, a potem samodzielnie opróżnić nocnik wyrzucając zawartość do muszli, przy okazji co nieco spadnie gdzieniegdzie;
- wziąć sobie pić ze stołu, wspinając się na chwiejne krzesełko, wylać pół kubeczka, pobiec po czysty ręcznik i wszystko wytrzeć, ręcznik porzucić;
- wspiąć się po kartonach, tudzież innych zabawkach na półkę z książkami, aby dosięgnąć tego, co się chce;
-precyzyjnie wycierać gluty do rękawa swojego lub każdego, kto stanie na drodze;
- samodzielnie włączać sobie bajki na youtube, przy okazji włączając wszystkie możliwe stwory, co skutkuje koszmarami w nocy i przybieganiem do rodziców prawie każdej nocy;
- wejść do każdej kałuży na dworze i skakać przez co najmniej pięć minut;
- wytrzeć rękawem "dopiero co wyjętej  z pralki"  kurtki wszystkie mury, auta, poręcze;
- uciec w sklepie akurat gdy matka stoi przy kasie i samodzielnie wyjść na zewnątrz;
- gadać cały czas, często bez sensu i od rzeczy, krzyczeć na wszystkich możliwych poziomach głośności, rzucać przedmiotami najlepiej z dużej wysokości, skakać po łóżku, rozrzucać wszystko  wokół;

Nie rozumiem, czemu chwalenie się umiejętnościami dzieci kończy się na około drugim roku życia;-)bo cóż tam umiejętność siedzenia czy robienia "a kuku" przy samodzielnym wymazaniu kupą całego kibelka!

środa, 20 lutego 2013

4- letni coming out

To nie była łatwa ciąża. W 11 tygodniu okazało się, że Zuza  ma bardzo dużą przezierność karkową. Potem doszła jeszcze cystic hygroma, czyli torbiel na głowie, a potem opuchlizna całego płodu. Konieczna była amniopunkcja. Wyniki potwierdziły wadę genetyczną płodu- Zespół Turnera. Opuchlizna narastała, płód obumierał, ciąża była do usunięcia. Byłam zdecydowana. Byłam zmęczona ciągłymi badaniami, czekaniem i tym, że to ja musiałam podjąć ostateczną decyzję. Lekarze, którzy nas diagnozowali byli naprawdę profesjonalistami, zresztą ten sam lekarz zdiagnozował wadę u Antka, ale o tym kiedy indziej. Byli wyrozumiali i wspierający na tyle na ile mogli. Nie mogę na nich narzekać. W każdym bądź razie decyzja była już podjęta. Termin w szpitalu na zabieg umówiony. Została nam ostatnia wizyta u pani genetyk, która powiedziała, żebyśmy zrobili jeszcze ostanie echo serca , wcześniej były zrobione już trzy wszystkie wykazywały duże wady związane z opuchlizną płodu. Ja już nie chciałam robić ponownego badania, bo cóż się mogło zmienić w przeciągu tygodnia. Był 21 tydzień ciąży. Adam mnie namówił, żeby jeszcze dla świętego spokoju zrobić to ostatnie echo i z tymi najświeższymi badaniami pojechać do szpitala. Wizyta umówiona ekspresowo, pani doktor przyjęła nas zaraz na drugi dzień. Był 28 października, moje urodziny. W trakcie badania okazało się, że opuchlizna zaczęła się pomniejszać, przeciek w sercu zaczął się zmniejszać i wszystko wskazywało na to, że Zuza sobie poradzi. I tak też było opuchlizna do końca ciąży wchłonęła się prawie całkowicie. Zostało trochę wokół głowy, stąd płetwista szyja po urodzeniu i wokół stóp i rączek, stąd opuchlizna po urodzeniu, ale poza tym wszystko było w porządku. Zuza dotrwała do końca ciąży. I nadszedł 20 lutego 1.57 tydzień po terminie wyskoczyła, prawie że w szpitalnej toalecie ( ale o tym kiedy indziej) Zuza. Było fantastycznie. I tak jest z nami mała Turnerka, ale o tym też kiedy indziej. Już cztery lata zaskakuje nas swoją dojrzałością i tym jak bardzo jest podobna do nas i jak czerpie z nas, co jest megainspirujące.
Owszem wkurza nas, a zwłaszcza mnie bo jest bardzo energiczna i głośna, ale dzięki niej dorośliśmy szybciej niż ktokolwiek inny, a ja nienawidząca igieł muszę codziennie się wbijać o ironio igłą. Myślę, że to tak specjalnie zostało wymyślone, bo dzięki Zu pokonujemy to, o czym wcześniej baliśmy się mówić.
Rok temu z okazji urodzin była Arielka - barbie w tym roku nadal jest Arielka tylko lego.To było jedno  z życzeń, które zostało spełnione.



prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...