czwartek, 21 listopada 2013
talenta
to jeszcze tak a propos wczorajszego wpisu i genialności moich "żuczków". Zdolne są te moje "misiaczki".
środa, 20 listopada 2013
drugi level
nawet nie wiem kiedy w tej "bitwie o matkę (idealną)" przeszłam na wyższy level. To znaczy mam pewne przypuszczenia, ale jakiejś konkretnej daty nie mogę wyznaczyć. A co gorsze nastąpiło to stanowczo za szybko.
Sam drugi poziom jaki jest? No cóż, jak wygląda koń każdy widzi. Tu można by rzec to samo. Bo czego oczekiwać po dwójce rodzeństwa, które chodzi, coś tam gada i dzieli ze sobą pokój. Głośno jest, ale o tym już kiedyś wspominałam. Hałas towarzyszy nam od godziny 6 rano do godziny około 23, bo syn jest ranny ptaszek,a córka nocny Marek, żeby matka miała radość z dzieci cały dzień i pół nocy ( bo dla mnie noc to 20.30). Rano krzyczą wszyscy, Antek, że wstał, że chce mleko, że chce kupę ( bo mu się zachciało na nocnik robić!!), Zuza, że nie chce wstać, że nie chce czesać włosów, że chce zabrać lalkę, misia, kredki i pół domu, tata, że musi wstać, że mu się nie chce, że mu nie pukać do łazienki, matka krzyczy na wszystkich, żeby nie chceili albo chceili, żeby czekali albo się spieszyli, żeby stali albo szli i ogólnie jest wesoło. Potem w pracy też wszyscy krzyczą, bo przecież w domu im rodzice nie pozwalają krzyczeć, to muszę wydrzeć się gdzie indziej, a w tym "gdzie indziej" ja oczekuję, żeby oni byli cicho. No niechże pani nie będzie śmieszna!!Potem wracamy do domu i znowu jest krzyk.
I tu wchodzimy na ten drugi level właśnie. Bo brat i siostra muszą się bawić tą samą zabawką jednocześnie, bo z rodzeństwa, które było sobie obojętne, przynajmniej zuza nie wykazywała większego zainteresowania swoim bratem, stali się rodzeństwem, które kocha się nziemiernie. Zuza chce Antka przytulać cały czas, on tego nie chce, więc jest krzyk. Antek chce się bawić z Zuzą albo tym, co Zuza, a ona oczywiście niekoniecznie, więc jest krzyk. W symbiozie potrafią tylko rozwalać. Destrukcja idzie im perfekcyjnie. On wysypuje kredki, ona wysypuje wszystkie klocki, on wysypuje zabawki z jednego kosza, ona z drugiego. Radości co niemiara!!
Drugi poziom jest fascynujący i pouczający. Z perspektywy czasu analizuję te tony włosów wydartych z głowy siostry i vice versa, te hektolitry śliny wyplute na siebie nawzajem i dopiero teraz po tylu latach rozumiem swoją mamę i wiem jak było ciężko. I nigdy, ale to przenigdy bym już nie była takim "niedobrym dzieckiem", bo wiem ile ten drugi poziom kosztuje wysiłku. Fizycznego wysiłku, żeby powstrzymać w matce te wszystkie odruchy wyładowania i rozniesienia w drobny pył całego pokoju zabawek, i w ogóle wszystkiego co stanie na drodze, żeby wyładować "to larmo", co szkodniki robią przebywając ze sobą nawzajem.
Sam drugi poziom jaki jest? No cóż, jak wygląda koń każdy widzi. Tu można by rzec to samo. Bo czego oczekiwać po dwójce rodzeństwa, które chodzi, coś tam gada i dzieli ze sobą pokój. Głośno jest, ale o tym już kiedyś wspominałam. Hałas towarzyszy nam od godziny 6 rano do godziny około 23, bo syn jest ranny ptaszek,a córka nocny Marek, żeby matka miała radość z dzieci cały dzień i pół nocy ( bo dla mnie noc to 20.30). Rano krzyczą wszyscy, Antek, że wstał, że chce mleko, że chce kupę ( bo mu się zachciało na nocnik robić!!), Zuza, że nie chce wstać, że nie chce czesać włosów, że chce zabrać lalkę, misia, kredki i pół domu, tata, że musi wstać, że mu się nie chce, że mu nie pukać do łazienki, matka krzyczy na wszystkich, żeby nie chceili albo chceili, żeby czekali albo się spieszyli, żeby stali albo szli i ogólnie jest wesoło. Potem w pracy też wszyscy krzyczą, bo przecież w domu im rodzice nie pozwalają krzyczeć, to muszę wydrzeć się gdzie indziej, a w tym "gdzie indziej" ja oczekuję, żeby oni byli cicho. No niechże pani nie będzie śmieszna!!Potem wracamy do domu i znowu jest krzyk.
I tu wchodzimy na ten drugi level właśnie. Bo brat i siostra muszą się bawić tą samą zabawką jednocześnie, bo z rodzeństwa, które było sobie obojętne, przynajmniej zuza nie wykazywała większego zainteresowania swoim bratem, stali się rodzeństwem, które kocha się nziemiernie. Zuza chce Antka przytulać cały czas, on tego nie chce, więc jest krzyk. Antek chce się bawić z Zuzą albo tym, co Zuza, a ona oczywiście niekoniecznie, więc jest krzyk. W symbiozie potrafią tylko rozwalać. Destrukcja idzie im perfekcyjnie. On wysypuje kredki, ona wysypuje wszystkie klocki, on wysypuje zabawki z jednego kosza, ona z drugiego. Radości co niemiara!!
Drugi poziom jest fascynujący i pouczający. Z perspektywy czasu analizuję te tony włosów wydartych z głowy siostry i vice versa, te hektolitry śliny wyplute na siebie nawzajem i dopiero teraz po tylu latach rozumiem swoją mamę i wiem jak było ciężko. I nigdy, ale to przenigdy bym już nie była takim "niedobrym dzieckiem", bo wiem ile ten drugi poziom kosztuje wysiłku. Fizycznego wysiłku, żeby powstrzymać w matce te wszystkie odruchy wyładowania i rozniesienia w drobny pył całego pokoju zabawek, i w ogóle wszystkiego co stanie na drodze, żeby wyładować "to larmo", co szkodniki robią przebywając ze sobą nawzajem.
środa, 13 listopada 2013
problemy z sercem
Zuzy. I nie chodzi tu o tachykardię, niedomykalność zastawki czy o jakiekolwiek inne schorzenie natury kardiologicznej, przynajmniej nie dzisiaj. Problem jest dużo bardziej głęboki, bo dotyka zarówno serca jak i duszy.
Chodzi o niego. Pewnego młodego, przystojnego ( w mniemaniu Zuzy), przyjaciela z przedszkola o wdzięcznym imieniu Patryk.
Sprawa ciągnie się od zeszłego roku. Wtedy się pojawił. Przez wakacje napięcie narastało. W obawie przed pierwszym września ojciec przeprowadzał nawet pogadanki, że chłopcy są wstydliwi, że potrzebują więcej czasu i że Zuza nie może się na niego rzucić pierwszego dnia, stęskniona jego brakiem przez rozłąkę wakacyjną, bo może go przestraszyć. Udało się, Zuza była opanowana i cierpliwie czekała na reakcję Patryka. Potem sprawa jakby przycichła. Owszem codziennie rano zanosi laurkę dla Patryka, pojawia się w opowieściach zwłaszcza jako obiekt westchnień i marzeń, ale jako tako większych problemów nie było. Kryzys przyszedł znienacka dzisiaj.
Właśnie przed chwilą zasnęła, po godzinie płaczu- rozpaczy za ukochanym.
Proszę Zuza powiedz, o co chodzi? Zuza: Nie mogę, nie chcę. ( i bek) Ja: No ale Zuza , jak powiesz to postaramy się to wspólnie rozwiązać. Zuza: Tego nie da się rozwiązać. ( autentycznie). Ja: Wszystkie problemy da się rozwiązać. No weź powiedz. ( W końcu po dłuższej chwili) Zuza: Chodzi o Patryka. Nie da się zrobić, żeby mnie pokochał. (!!!) I tu tłumaczyłam, że jest młoda, że ma czas, że postaram się skontaktować z jego mamą, że może go zaprosimy na wspólne zabawy. Ale tu był kolejny poblem, bo ona nie ma takich "strasznych" zabawek, jak on lubi, a te autka które ma Antek są dla dzieciaków, a nie dla takich dużych chłopaków jak Patryk. W końcu udało mi się wynegocjować, że zorganizujemy zabawy plastyczne, a w nich mogą brać udział zarówno chłopcy jak i dziewczyny. W międzyczasie były jeszcze argumenty Zuzy, że on się woli bawić z chłopakami niż z dziewczynami. A to co w nim najpiękniejsze to : włosy?!? Helloł- włosy???No cóż.
Mi serce się lamie, że tak wcześnie muszę przeżywać takie poważne dyskusje, bo myślałam, że mam jeszcze na to czas. Kardiolog jest mi potrzebny, bo jak tak dalej pójdzie to zawał murowany!
Chodzi o niego. Pewnego młodego, przystojnego ( w mniemaniu Zuzy), przyjaciela z przedszkola o wdzięcznym imieniu Patryk.
Sprawa ciągnie się od zeszłego roku. Wtedy się pojawił. Przez wakacje napięcie narastało. W obawie przed pierwszym września ojciec przeprowadzał nawet pogadanki, że chłopcy są wstydliwi, że potrzebują więcej czasu i że Zuza nie może się na niego rzucić pierwszego dnia, stęskniona jego brakiem przez rozłąkę wakacyjną, bo może go przestraszyć. Udało się, Zuza była opanowana i cierpliwie czekała na reakcję Patryka. Potem sprawa jakby przycichła. Owszem codziennie rano zanosi laurkę dla Patryka, pojawia się w opowieściach zwłaszcza jako obiekt westchnień i marzeń, ale jako tako większych problemów nie było. Kryzys przyszedł znienacka dzisiaj.
Właśnie przed chwilą zasnęła, po godzinie płaczu- rozpaczy za ukochanym.
Proszę Zuza powiedz, o co chodzi? Zuza: Nie mogę, nie chcę. ( i bek) Ja: No ale Zuza , jak powiesz to postaramy się to wspólnie rozwiązać. Zuza: Tego nie da się rozwiązać. ( autentycznie). Ja: Wszystkie problemy da się rozwiązać. No weź powiedz. ( W końcu po dłuższej chwili) Zuza: Chodzi o Patryka. Nie da się zrobić, żeby mnie pokochał. (!!!) I tu tłumaczyłam, że jest młoda, że ma czas, że postaram się skontaktować z jego mamą, że może go zaprosimy na wspólne zabawy. Ale tu był kolejny poblem, bo ona nie ma takich "strasznych" zabawek, jak on lubi, a te autka które ma Antek są dla dzieciaków, a nie dla takich dużych chłopaków jak Patryk. W końcu udało mi się wynegocjować, że zorganizujemy zabawy plastyczne, a w nich mogą brać udział zarówno chłopcy jak i dziewczyny. W międzyczasie były jeszcze argumenty Zuzy, że on się woli bawić z chłopakami niż z dziewczynami. A to co w nim najpiękniejsze to : włosy?!? Helloł- włosy???No cóż.
Mi serce się lamie, że tak wcześnie muszę przeżywać takie poważne dyskusje, bo myślałam, że mam jeszcze na to czas. Kardiolog jest mi potrzebny, bo jak tak dalej pójdzie to zawał murowany!
środa, 6 listopada 2013
dobre
są chwile gdy jestem sama w domu, obżeram się ciastkiem z kremem, a w tle .....
i przed oczami piękne wspomnienia.
wtorek, 29 października 2013
Godzina z tatą
Ojcowie mają niebywały talent, czas spędzony z nimi jest czasem chlewu, rozpizdzielu i.....totalnej bezstroski,którą dzieci uwielbiają, bo gdy matki nie ma wszystko się może zdarzyć. Pa. Ojciec mówi, że zaczął sprzątać, bo się antek potykał. Dzięki Bogu;-)
niedziela, 27 października 2013
Dialogi
Zuza: tata, masz kredkę jasno- szaro- burą, bo chcę pokolorować mysz. Jedziemy w pociągu. Zuza na wejściu zaczepiła panią: gdzie pani jedzie? A potem już był słowotok , w trakcie którego Zuza mówi do pani: majtki w galarety. Po czym obraca sie do taty i mówi: tato, tak bardzo ci dziękuję, że mnie nauczyłeś takich słów . Tato dziękujemy ci bardzo za te słowa, dobrze że nie brnęła w to dalej. Zuza skarży sie tacie, że kolega brzydko do niej mówi przy śniadaniu . Tata: to powiedz mu, że mu opendzlujesz bułkę. Zuza: to ja mu opendzluje parówkę . Jutro rano w przedszkolu będzie " opendzlowanie"
sobota, 26 października 2013
deja vu
to, że nic dwa razy się nie zdarza to bzdura.
Tylko obuwie inne, bo przecież prawdziwy facet nie będzie latał w damskich "laciach"
a to trzy lata wcześniej
Tylko obuwie inne, bo przecież prawdziwy facet nie będzie latał w damskich "laciach"
a to trzy lata wcześniej
środa, 23 października 2013
wpis diagnostyczny
"Źle się dzieje w państwie duńskim" ten cytat z Hamleta jest doskonały do oddania sytuacji, w której obecnie się znajduje. Nie che mi się wnikać w szczególiki, ale fakty są takie:
- Zu przywlekła wszy z przedszkola, więc szukamy, wyciągamy, lejemy się śmierdzącymi płynami i wszystko nas swędzi na samą myśl. Jest krzyk, jest ryk :Daj mi już spokój i weź odłóż ten grzebień do wszów!" Niby już wszystko wytępione, ale "wszowy strach" pozostał;
- Zu po wizycie u psychologa, na którą skierował nas neurolog została zdiagnozowana:nadruchliwość ( to ci nowość), jak z tym walczyć: muszą państwo to przetrwać, w wieku 7-8 lat dziecko przestaje się tak ruszać, wtedy nie umie sobie znaleźć jednego zainteresowania, sporo jeszcze przed państwem, dużo sportu, dużo ruchu i cóż na pewno sobie w życiu poradzi, bo nie będzie się bała; tyle pani psycholog, a ja wychodzę z siebie, staje obok i siły nie mam!!
- stopniujemy napięcie: Zu dostała również wyniki swojego "kosmicznego" badania i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu eeg wyszło jakoś nie tak, nie spodziewałam się tego, w każdym bądź razie teraz mamy ją nagrywać, co by pani doktor miała dokładniejszy materiał do badań, bo zuza jest tym skomplikowanym przypadkiem, że wychodzi nie tak, ale niejednoznacznie;
- tata mój osobisty się rozłożył na łopatki i kwiczy, a my razem z nim, bo niego jak u Zu: obserwujemy i czekamy...tylko na co, tego nie wie nikt;
-matkę plecy nawalają , że ani stać, ani siedzieć, ani leżeć, plastry przyklejam, tablety łykam i kciuki trzymam, że kiedyś musi popuścić;
Ale dla utrzymania równowagi, bo tylko ona jest lekarstwem na ten pat, pozytywy są takie, że:
-ojciec dzieci wrócił do nas, po ciężkiej pracy, co mnie cieszy i napawa nadzieją na lepsze jutro;
- słońce świeci i jest letnio od dwóch dni, są nawet szaleńcy, którzy z powrotem wskoczyli w krótkie gacie;
- byłam dziś na wykładzie o ZT, na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, gdzie średnia wieku wynosiła 70 lat,a wykładowca profesor ważny miał lat 90 i nadal wykłada, co mnie trochę przeraziło, po jego wykładzie. Ale pozytywne jest to, że babcie się uczą, że uczestniczą, a profesor żyje ciągle badaniami, które robił 20 lat temu i słodkie było to, że widać nie ma świadomości, że co nieco się zmieniło. Nie dowiedziałam się niczego, w sumie można by powiedzieć zmarnowałam 1,5 godziny, ale fakt, że profesor podziękował mi, że taka młoda przyszłam i się podekscytował moją obecnością był tego warty.
Moja diagnoza: chwilowa górka, ale szczyt jest blisko;-)
- Zu przywlekła wszy z przedszkola, więc szukamy, wyciągamy, lejemy się śmierdzącymi płynami i wszystko nas swędzi na samą myśl. Jest krzyk, jest ryk :Daj mi już spokój i weź odłóż ten grzebień do wszów!" Niby już wszystko wytępione, ale "wszowy strach" pozostał;
- Zu po wizycie u psychologa, na którą skierował nas neurolog została zdiagnozowana:nadruchliwość ( to ci nowość), jak z tym walczyć: muszą państwo to przetrwać, w wieku 7-8 lat dziecko przestaje się tak ruszać, wtedy nie umie sobie znaleźć jednego zainteresowania, sporo jeszcze przed państwem, dużo sportu, dużo ruchu i cóż na pewno sobie w życiu poradzi, bo nie będzie się bała; tyle pani psycholog, a ja wychodzę z siebie, staje obok i siły nie mam!!
- stopniujemy napięcie: Zu dostała również wyniki swojego "kosmicznego" badania i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu eeg wyszło jakoś nie tak, nie spodziewałam się tego, w każdym bądź razie teraz mamy ją nagrywać, co by pani doktor miała dokładniejszy materiał do badań, bo zuza jest tym skomplikowanym przypadkiem, że wychodzi nie tak, ale niejednoznacznie;
- tata mój osobisty się rozłożył na łopatki i kwiczy, a my razem z nim, bo niego jak u Zu: obserwujemy i czekamy...tylko na co, tego nie wie nikt;
-matkę plecy nawalają , że ani stać, ani siedzieć, ani leżeć, plastry przyklejam, tablety łykam i kciuki trzymam, że kiedyś musi popuścić;
Ale dla utrzymania równowagi, bo tylko ona jest lekarstwem na ten pat, pozytywy są takie, że:
-ojciec dzieci wrócił do nas, po ciężkiej pracy, co mnie cieszy i napawa nadzieją na lepsze jutro;
- słońce świeci i jest letnio od dwóch dni, są nawet szaleńcy, którzy z powrotem wskoczyli w krótkie gacie;
- byłam dziś na wykładzie o ZT, na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, gdzie średnia wieku wynosiła 70 lat,a wykładowca profesor ważny miał lat 90 i nadal wykłada, co mnie trochę przeraziło, po jego wykładzie. Ale pozytywne jest to, że babcie się uczą, że uczestniczą, a profesor żyje ciągle badaniami, które robił 20 lat temu i słodkie było to, że widać nie ma świadomości, że co nieco się zmieniło. Nie dowiedziałam się niczego, w sumie można by powiedzieć zmarnowałam 1,5 godziny, ale fakt, że profesor podziękował mi, że taka młoda przyszłam i się podekscytował moją obecnością był tego warty.
Moja diagnoza: chwilowa górka, ale szczyt jest blisko;-)
niedziela, 20 października 2013
bilans sześciolatka
- farbowanie włosów raz na pół roku, bo siwizna wychodząca z nerwów wyłazi jak grzyby po deszczu;
- melisa zawsze w pogotowiu, bo z rana działa jak śmietana;
- "zaprogramowanie", które coraz częściej się zawiesza, nie wiadomo czy z nadmiernej eksploatacji, czy ze starzenia. W każdym bądź razie rano zawsze jedna część się idzie kąpać, druga wchodzi po niej i zawsze pod nosem najpierw wymamrocze: k....mać!, potem wyciera podłogę bo bagno nie z tej ziemii, przeciera zaparowane lustro, odkłada szczoteczki i pastę na miejsce i dopiero zaczyna się dzień i tak jest CODZIENNIIE!!!NIEZMIENNIE OD TYLU LAT!!!Pękam z dumy, że jeszcze któregoś ranka nie rozwaliłam tej łazienki, albo tego, kto z niej korzysta przede mną, za mną, nieważne zawsze stan jest ten sam.
-zrzędzenie cały czas na te same tematy, argumenty też niezmienne i z jednej i z drugiej strony;
- dwójka dzieci, które w swojej cudowności odziedziczyły po nas wszystko to, czego akurat mogłyby nie dziedziczyć aż w takim nadmiarze;
- kredyt jeszcze przez piętnaście lat do spłacania;
- plany na wakacje, które mają realizować nasze wizyty we wszystkich stolicach;
- określony rodzaj pochówku,gdyby coś gdzieś, jakoś się potknęło;
- i nadzieja na jeszcze wiele wspólnych bilansów, gdzie zysków będzie zdecydowanie więcej niż strat....
ILY
- melisa zawsze w pogotowiu, bo z rana działa jak śmietana;
- "zaprogramowanie", które coraz częściej się zawiesza, nie wiadomo czy z nadmiernej eksploatacji, czy ze starzenia. W każdym bądź razie rano zawsze jedna część się idzie kąpać, druga wchodzi po niej i zawsze pod nosem najpierw wymamrocze: k....mać!, potem wyciera podłogę bo bagno nie z tej ziemii, przeciera zaparowane lustro, odkłada szczoteczki i pastę na miejsce i dopiero zaczyna się dzień i tak jest CODZIENNIIE!!!NIEZMIENNIE OD TYLU LAT!!!Pękam z dumy, że jeszcze któregoś ranka nie rozwaliłam tej łazienki, albo tego, kto z niej korzysta przede mną, za mną, nieważne zawsze stan jest ten sam.
-zrzędzenie cały czas na te same tematy, argumenty też niezmienne i z jednej i z drugiej strony;
- dwójka dzieci, które w swojej cudowności odziedziczyły po nas wszystko to, czego akurat mogłyby nie dziedziczyć aż w takim nadmiarze;
- kredyt jeszcze przez piętnaście lat do spłacania;
- plany na wakacje, które mają realizować nasze wizyty we wszystkich stolicach;
- określony rodzaj pochówku,gdyby coś gdzieś, jakoś się potknęło;
- i nadzieja na jeszcze wiele wspólnych bilansów, gdzie zysków będzie zdecydowanie więcej niż strat....
ILY
środa, 9 października 2013
kosmitka
zainspirowana przez www.mamasophie.blogspot.com i ja pokazuje naszą kosmitkę.
Pełen odlot przez 20 minut.
Pełen odlot przez 20 minut.
czwartek, 3 października 2013
gdybym nie była...
mamą to nie doświadczałabym tych cudnych widoków- dwóch umorusanych glutów bawiących się razem w ciszy, spokoju i szeroko rozumianej harmonii.
Fakt, są to chwile niezwykle rzadkie, ale to co najcenniejsze w przyrodzie nie występuje przecież powszechnie. Czyż nie? Zazwyczaj moje młode drą się o wszystko, o co można się drzeć, a nawet o to, co drzeć się nie można ( tak przynajmniej wydaje się nam- mądrym rodzicom i innym dorosłym), bo w świecie młodych darcie jest powszechnym zjawiskiem. Więc jak już zdarzą się takie rzadkie chwile, kiedy okazuje się, że wcale nie trzeba bawić się tym samym konikiem w tej samej chwili, albo kiedy nie trzeba kogoś niechcący popychać tylko po to, żeby go zaraz przepraszać, albo gdy da się bawić bez asysty mamy, taty, babci, dziadka itd. to ja jestem w raju i myślę, że tak mogłabym jeszcze dwójkę, trójkę, czwórkę takich młodych mieć pod skrzydłami. Ale nagle , jak grom z jasnego nieba, pojawia się krzyk, bo jednak kucyk drugiego młodego okazuje się lepszy, bo bębenek jest jeden, a bawić chcą się nim jednocześnie dwie osoby, bo mama musi udawać kotka, pieska i inne zwierzęta domowe i dzikie. I wtedy jak bańka mydlana znika moje marzenie o kolejnych młodych pod skrzydłami, a pojawia się zmora, że ja już mam dwa młode gluty, które właśnie się drą, a ja chce wyjść przez ścianę i zniknąć.
Gdybym nie była mamą.....
Fakt, są to chwile niezwykle rzadkie, ale to co najcenniejsze w przyrodzie nie występuje przecież powszechnie. Czyż nie? Zazwyczaj moje młode drą się o wszystko, o co można się drzeć, a nawet o to, co drzeć się nie można ( tak przynajmniej wydaje się nam- mądrym rodzicom i innym dorosłym), bo w świecie młodych darcie jest powszechnym zjawiskiem. Więc jak już zdarzą się takie rzadkie chwile, kiedy okazuje się, że wcale nie trzeba bawić się tym samym konikiem w tej samej chwili, albo kiedy nie trzeba kogoś niechcący popychać tylko po to, żeby go zaraz przepraszać, albo gdy da się bawić bez asysty mamy, taty, babci, dziadka itd. to ja jestem w raju i myślę, że tak mogłabym jeszcze dwójkę, trójkę, czwórkę takich młodych mieć pod skrzydłami. Ale nagle , jak grom z jasnego nieba, pojawia się krzyk, bo jednak kucyk drugiego młodego okazuje się lepszy, bo bębenek jest jeden, a bawić chcą się nim jednocześnie dwie osoby, bo mama musi udawać kotka, pieska i inne zwierzęta domowe i dzikie. I wtedy jak bańka mydlana znika moje marzenie o kolejnych młodych pod skrzydłami, a pojawia się zmora, że ja już mam dwa młode gluty, które właśnie się drą, a ja chce wyjść przez ścianę i zniknąć.
Gdybym nie była mamą.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...
