od momentu, kiedy w naszych głowach, a także w co poniektórych brzuchach pojawiła się informacja, że pojawi się kolejny mały ludź powodujący zamieszanie i chaos w zyciu mamy głównie, nasza Opuncja została poddana przyśpieszonemu kursowi wychowania i dorastania. I tak z pomocą cioci Oli intenyswnie trenujemy siku jak "duża dziewczynka" narazie wynik raczej trójkowy, ale damy radę jeszcze trochę czasu mamy. PO drugie smoczek poszedł do pudełka, zabrała go wróżka i wywiało ją z nim nie wiadomo gdzie. Wiadomo natomiast, że Opucnja spać nam nie daje i jedyne co słyszymy przez połnocy to "ja chcę smoczek, smoczek". Pierwszej nocy Opuncja krzyczała półtorej godziny!! Efekt- kaszel kolejengo dnia i kolejen nocy. Dziś zaczęła się noc numer trzy i jeżeli przysłowie do trzech razy sztuka się sprawdzi to dzis będziemy spać całą noc. Byłoby fajnie.
Tak więc fasola w brzuchu spowodowała, że większy Groszek musi szybko dorosnąć, bo będzie pomagać mamie. Śmiesznie to brzmi, smieszne te wszytskie role, te same słowa, ktore mówią wszysyc do wszytskich. Czuję się jakaś taka przewidywlana, że chyba juz wiecie co napiszę dalej, więc pisać tego nie muszę....
poniedziałek, 28 marca 2011
sobota, 26 marca 2011
poniedziałek, 21 marca 2011
ochładzanie
po wczorajszych emocjach związanych z coming outem i prawdziwym dzieckiem w brzuchu :=)przyszedł czas na zimny prysznic Opuncji i jej nowy szlaforczek, w którym "jest królem"(cyt. Zuza R.)
niedziela, 20 marca 2011
środa, 16 marca 2011
niezapominajka
żebyście nie zapomnieli twarzy Opuncji, bo ostatnio coś pusto było, bez zdjęciowo znaczy. Porobiłyśmy sobie kilka uję na szybko. Te robione przez Opuncję mamie- nie wyszły;-)tak więc mojej cennej twarzy nie ujrzycie, ale podejrzewam, że i tak bardziej zależy wam na Opuncji;-)
poniedziałek, 7 marca 2011
szczyt
mojego udomowienia, kulinarnej fantazji, czyli z cyklu leniwy weekend na straty, nic się nie działo, umarłam, w wolnej chwili zrobiłam deser, bo uwielbiam słodkie, a pieczenie mi nie wychodzi;-)
zdanie też bez sensu, ale to się nie liczy, po prostu roztapiam się i czekam na wiosnę, a bardziej na lato!
PS. deser Tislorte Bondepiker-pochodzi z Norwegii i jest dobry.
zdanie też bez sensu, ale to się nie liczy, po prostu roztapiam się i czekam na wiosnę, a bardziej na lato!
PS. deser Tislorte Bondepiker-pochodzi z Norwegii i jest dobry.
piątek, 4 marca 2011
jest afera
Dziecko dostało kolejna uwagę, żeby nie powiedzie naganę w żłobku. Tym razem została pobita niejaka Ania, dwa razy większa podobno. Pazury Opuncji utkwiły w jej buzi. Matce wstyd, tata dumny, a babcia po spędzeniu pół dnia na placu zabaw z Opuncją powiedziała, że dziecko rozpuszczone, że nie dziwi się paniom w żłobku, że mówią, że przy Opuncji odpocząć się nie da. Kto popełnił błąd? Na pewno nie mama, ani nie tata...dziecko po prostu ma wadliwą wiązankę cech genów od swoich rodziców, ale o tym już kiedyś było. Tak że pewni jesteśmy, jak narazie Opuncja w kaszę dmucha sobie nie da. Jak wróci wieczorem do domu to będzie pogawędka na temat koleżanki Ani. I tyle.
niedziela, 27 lutego 2011
czwartek, 24 lutego 2011
lekcja 1- tolerancja
Oglądmy teldysk Kravitza ("ain't no sunshine", bo Zuza uwielbia tą piosenkę, więc słuchamy jej we wszystkich możliwych wykonaniach).
Zuza: Ten pan jest brudas i golas. Musi się ubrać, bo jest brudas i jest mu zimno.
Powtórzone milion razy, a że się nie ubierał, to zakończyło się spazmem Zuzy,który spowodował traydycyjne wyłączenie latopa i "marsz do swojego braku pokoju".
A ponadto musimy uczyć dziecka tolerancji. W naszym karju to trudne słowo, ale żeby we własnym domu...
Zuza: Ten pan jest brudas i golas. Musi się ubrać, bo jest brudas i jest mu zimno.
Powtórzone milion razy, a że się nie ubierał, to zakończyło się spazmem Zuzy,który spowodował traydycyjne wyłączenie latopa i "marsz do swojego braku pokoju".
A ponadto musimy uczyć dziecka tolerancji. W naszym karju to trudne słowo, ale żeby we własnym domu...
anty-bio
choroba dziecka jest rzeczywiście anty biologicznemu życiu. O co chodzi? Już tłumaczę. Otóż Opuncja po raz pierwszy w swoim dwuletnim życiu jest chora, nie licząc wpadki z ospą, ale wtedy była tylko maść. Teraz natomiast dostała swój pierwszy już chyba dorosły "antybiotyk". I muszę przyznać, że są to katusze dla wszystkich stron przebywających w jednym pomieszczeniu.
Że dziecko nasze jest zeschizowane na punkcie wszystkiego, co związane z medycyną wiedzieliśmy, ale to jak to okazuje teraz przechodzi już wszelkie granice. Pogoń za Opuncją ze strzykawką z syropem odbywa się po całym domu, część syropu jest wylana w trakcie pogoni, reszta wlewana siłą, dosłownie, do ust, gdzie ręce i nogi muszą być mocno trzymane, bo inaczej nie da rady. A to co mama buczy sobie pod nosem w trakcie tej pogoni nie nadaje się do publicznej prezentacji. Tym bardziej stresuje mnie fakt, że już niedługo będę musiałą robić Opuncji codziennie jeden zastrzyk przez kilka lat, jak my to przeżyjemy - mówię uczciwie nie wiem. Bo o ile ze strzykawką z syropem jeszcze mogę biegać o tyle, z zastrzykiem to już mamę też zemdli, bo prawda jest taka, że schiz dziecka na pukncie lekarza jest chyba genteyczny, tylko szkoda, że Groszek akurat tę cechę odziedziczył po mamie, bo tata w tym względzie dzielniejszy.
Przyznaję że życie z aktywnym, chorym, dwuletnim dzieckiem, na które gorączka, o ironio, działa jeszcze pobudzająco jest wbrew jakimkolwiek prawom logiki. Na szczęście dziś gorączki, narazie przynajmniej, nie ma, więc jestem dobrej myśli, że wszystko wróci do normalności, chociaż z drugiej strony dziś dwie godziny na siłę usypiałam Opuncję, bo tak marudziła, że "pan robótka i adam małysz na laptopie", a ja już po prostu ani na jednego ani na drugiego patrzeć nie mogę.
Jeżeli mogę mieć życzenia to bardzo proszę, aby :
po pierwsze moje dziecko nie miewało gorączek i tolerowało lekarzy oraz wszystko to, co owi państwo przepiszą;
po drugie, aby ewentualne rodzeństwo Opuncji miało charakter raczej flegmatyczny, aby się co najmniej dwie strony książki dało przeczytać;-)
Dziękuję.
Że dziecko nasze jest zeschizowane na punkcie wszystkiego, co związane z medycyną wiedzieliśmy, ale to jak to okazuje teraz przechodzi już wszelkie granice. Pogoń za Opuncją ze strzykawką z syropem odbywa się po całym domu, część syropu jest wylana w trakcie pogoni, reszta wlewana siłą, dosłownie, do ust, gdzie ręce i nogi muszą być mocno trzymane, bo inaczej nie da rady. A to co mama buczy sobie pod nosem w trakcie tej pogoni nie nadaje się do publicznej prezentacji. Tym bardziej stresuje mnie fakt, że już niedługo będę musiałą robić Opuncji codziennie jeden zastrzyk przez kilka lat, jak my to przeżyjemy - mówię uczciwie nie wiem. Bo o ile ze strzykawką z syropem jeszcze mogę biegać o tyle, z zastrzykiem to już mamę też zemdli, bo prawda jest taka, że schiz dziecka na pukncie lekarza jest chyba genteyczny, tylko szkoda, że Groszek akurat tę cechę odziedziczył po mamie, bo tata w tym względzie dzielniejszy.
Przyznaję że życie z aktywnym, chorym, dwuletnim dzieckiem, na które gorączka, o ironio, działa jeszcze pobudzająco jest wbrew jakimkolwiek prawom logiki. Na szczęście dziś gorączki, narazie przynajmniej, nie ma, więc jestem dobrej myśli, że wszystko wróci do normalności, chociaż z drugiej strony dziś dwie godziny na siłę usypiałam Opuncję, bo tak marudziła, że "pan robótka i adam małysz na laptopie", a ja już po prostu ani na jednego ani na drugiego patrzeć nie mogę.
Jeżeli mogę mieć życzenia to bardzo proszę, aby :
po pierwsze moje dziecko nie miewało gorączek i tolerowało lekarzy oraz wszystko to, co owi państwo przepiszą;
po drugie, aby ewentualne rodzeństwo Opuncji miało charakter raczej flegmatyczny, aby się co najmniej dwie strony książki dało przeczytać;-)
Dziękuję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
od kiedy chodzę wnerwiona od samego rana, kiedy krzyk samoistnie się uwalnia, kiedy wymyślam i marudzę, kiedy jestem, zrzędliwa, gderliwa i ...