środa, 22 kwietnia 2015
ten to ma szczęście
kto ma gówno gołębia na sobie dwa razy w ciągu trzech dni!! Pękam z nadmiaru pozytywnych zdarzeń wokół mnie- pozytywny żart. Ale mam nadzieję, że to gołębie łajno spadające właśnie na mnie, wśród tylu różnych ludzi, to tylko i wyłącznie sygnał samych genialnych, cudownych, wspaniałych zmian. Oby, gdyż mój limit "bycia obsraną" już się wyczerpał;-)
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
zakupoholiczka
wtorek, 7 kwietnia 2015
zwykły stół
niezwykłego męża. Cudownie jest być żoną idealnego architekta. Chcę tylko kupić stół, a mam już gotowe rzuty, zwymiarowania, modele 3d. Tak mnie zmęczyło to szukanie, że w trakcie prezentacji męża owego stołu zasnęłam:-)). A tak na poważnie, nie mieszam się, nie wypowiadam zanadto w tematach, na których się nie znam, mam pełne zaufanie do profesjonalisty. I to jest coś, czego można mi zazdrościć.
sobota, 4 kwietnia 2015
Przemyśleń
Wam życzę. Że święta nie są od jedzenia, ale od myślenia o nas i innych wokół nas. O czasie, co ucieka i co po nim czeka. W wierze, że święta zrozumiecie życzę Wam głębokich przemyśleń, bo resztę zapewne już macie. Alleluja!
czwartek, 2 kwietnia 2015
co z tą szkołą?
Kiedy nad Polską pojawiło się widmo posyłania sześciolatków do szkół wybuchła ogólnonarodowa panika. Wypowiadali się wszyscy rodzice niemowlaków i osiemnastolatków , babcie, dziadkowie, ciocie, wujkowie, uczniowie, którzy trzy lata siedzą w pierwszej klasie, i w ogóle wszyscy i wszędzie l. Po kraju zaczęły krążyć różna petycje do podpisywania, że to zło, krzywda i katorgi straszne. Nie złożysz podpisu - jesteś wyrodna/y, niewrażliwy na krzywdę wspomnianych sześciolatków. Same sześciolatki nic nie mówiły, bo ich nikt o zdanie nie pytał w myśl zasady: dzieci i ryby głosu nie mają. Dyskusja nieco ostygła, a sprytne społeczeństwo wymyśliło sobie sposób obejścia tego wysyłania i zaczęło masowo odwiedzać poradnie psychologiczno- pedagogiczne przekonując, że ich dziecko jest mniej ogarnięte i rozwinięte niż ustawa przewiduje. Ja do żadnej z tych grup nie należę i moje dziecko, to starsze, do szkoły idzie . Dziecko się cieszy, doczekać nie może i pójść chce bardzo. (Wspominałam już o tej fascynacji wielkim korytarzem)obawy natomiast pojawiły się u mnie. Co więcej zaczęłam rozumieć tych wszystkich przeciwników tego pomysłu. Bo otóż taka szkoła to jest ciężka praca, konieczność dyscypliny, pilnowania i sprawdzania- przez rodziców. I to właśnie rodzica tracą najwiecej. Tracą swój wolny czas- bo nie mozna już cały czas wysyłać dziecka do zabawek, bo trzeba przysiąść i przez pół godziny rysować literkę"a", potem przychodzi "M" i to najgorsze "g" z tymi wszystkimi zawijasami. Do tego cyferki, prace plastyczne, plasteliny, bibuły i jeszcze angielski na deser. A jak nie zrobisz tego, rodzicu drogi, to grozi ci ostracyzm społeczny: bo co sobie pani pomyśli, że leń jesteś i tyle; bo co inne mamy i inni tatusiowie pomyślą, że nie umiesz napisać literki "g" i dziecko swoje olewasz dla swojej wygody. Fuuu. Ponadto dzieci i to nie tylko sześcioletnie, osiemnastoletnie też ( wiem co mowię od dwóch tygodni poszukuję właścicielki skórzanej kurtki, którą zostawiła w sali i nikt się nie przyznaje) są roztargnione i zdarza się im zapomnieć, że prawdopodobnie zimą przyszli do szkoły w kurtce. Któż by pamiętał o takich szczegółach. I tu kolejny zgryz rodziców- bo bankructwo jest bliskie. Licząc te wszystkie zagubione czapki, szaliki, rękawiczki, bluzy, buty, kredki ...jest to powód do odroczenia szkoły, bo kasę wydaną na tony rękawiczki można by wydać na coś innego. O tak! No i wisienki ma torcie. Wywiadówki!!! Kilka popołudni w roku spisanych na straty. W stresowej sytuacji wysluchiwania na temat braku zadań, braku dyscypliny i w ogóle braku wszystkiego. A mozna by było iść do kina, a nie kompromitować się jako nieudolny rodzic. Rachunek jest prosty: dzieci zyskują wiedzę, nowe umiejętności, nowe korytarze do biegania. Rodzice: tracą czas i cierpliwość. Dlatego być może ich głos w tej dyskusji jes taki głośny.
sobota, 28 marca 2015
ar daje radę
warto chodzić na koncerty, bo muzyka ma moc, której wszyscy, a szczególnie rodzice, potrzebują szczególnie. Kto to AR? Czekam na odpowiedzi...
poniedziałek, 23 marca 2015
noc poza domem
tak, to była nocka u kolegi. Nocka córki, u kolegi o wdzięcznej ksywie Kris. Kolega jest o rok młodszy, jest synem mamy koleżanki ze szkolnych lat i kolega podobno zapałał miłością do ZU i wspólnie zaprosili się na nocną imprezkę. Ponieważ chłopcy z natury są nieśmiali, a spanie poza domem dla ZU to spełnienie marzeń(!), dlatego to ona poszła na pierwszy ogień spania, a my czekamy na rewizytę. Ogólnie noc i dzień przebiegły bez większych zakłóceń, strat w ludziach nie było( w zwierzętach też), mama Krisa nie dostała przedwczesnych skurczy ( bo kluje się brat Krisa), zuza chciała zostać na trzy dni( co jest pewnym standardem, do którego z ojcem przywykliśmy), a Kris był tak wymęczony tym dniem i nocą, że zasnął( autentycznie!!!) na schodach, gdy wychodziliśmy do domu. Przynajmniej kolejna matka przyznała, że rzeczywiście mamy dynamiczne dziecko i jest nam wdzięczna za: a)usypianie Krisa o 20 b) jednak zabranie ZU , a nie pozostawiania jej na trzy dni, gdyż ona nie ma siły;-)
sobota, 21 marca 2015
zabrała baba chłopa
czasami wpadam na dziwne pomysły, których często potem żałuję. Ale działam pod wpływem impulsu, dzikiego natchnienia, które czasem zwodzi mnie na manowce. Nie ucząc się na błędach swoje irracjonalne zachowania powtarzam, licząc że tym razem mi się uda. Tak też było dziś. Mając w myślach wszystkie tkliwe sceny z komedii romantycznych zaproponowałam ojcu, czy może na sobotnie ekologiczne zakupy na targu udamy się razem. ( bo to już taka moja tradycja wyniesiona z domu rodzinnego, że w sobotę robię klasyczne zakupy na targu, bo lepsze i zdrowsze). Do rzeczy. Podekscytowana wiosennym słońcem wyszłam z propozycją. Ojciec się zgodził. "Spakowaliśmy" syna, bo córka jest na nocce u kolegi - o tym next time-i wyruszyliśmy. Całą drogę słuchałam, że tak zimno(2 stopnie) a ojciec bez czapki, że czemu nie pojechaliśmy autem. Ale apogeum dopiero miało się wydarzyć. Na straganie kupiłam warzywa / cena ok. 13 zł/ po czym ojciec mówi, że on sobie tu jeszcze uzupełni zapasy bakali do swojego zdrowego musli, które ostatnio spożywa. Pan ze straganu poszedł więc z nim wybierać . Dwie minuty, pięć minut, dziesięć minut. Pan wraca z ojcem : no, mąż zaszalał . Wziął bakali za 50 zł . Serdecznie pana zapraszam co tydzień, dzięki panu mamy szanse na przetrwanie. Bardzo panu dziękujemy!! Matka zapłaciła, bo nie miała wyjścia. Ale morał jest jeden - nie mogę działać pod wpływem impulsu, a komedie romantyczne to bullshit!! Wydałam na suszone jabłka, orzeszki, morele i śliwki 50zl, a wszystko z miłości.
poniedziałek, 16 marca 2015
wydoroślała
czwartek, 5 marca 2015
poniedziałek, 2 marca 2015
gdyby
moje macierzyństwo wyglądało cały czas tak jak na załączonym obrazku pewnie miałabym jeszcze conajmiej trójkę dzieci, czy ile tam wejdzie do busa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...














