sobota, 23 sierpnia 2014

my little pony


od nich się zaczęło. No i może jeszcze od tego, że będąc jeszcze w ciąży przeczytałam, że warto, aby dziewczynki z ZT pchać w stronę sportów, do których mają predyspozycje, a są to konie. I tak jakoś cały czas mi ta myśl po głowie biegała. Zuza mnie w tym umacniała, bo zakochała się w "my little pony", potem przerzuciło się to rownież na konie w kolorze brązowym i czarnym, a nie tylko fioletowym. I tak dziś po pięciu latach, jednej przejażdżce na kucyku ZU poszła na pierwszą lekcję jazdy konnej. Podniecona była cały tydzień, spać w nocy nie mogła, konia nie bała się w ogóle, jeździła dzielnie przez godzinę, chciałaby jeździć od razu na tym największym;-), a ja zachwycam się do tej pory, jak dziecko, jej widokiem na koniu. Wygladała dostojnie, profesjonalnie i cudownie. Kolejna lekcja za tydzień, zobaczymy jak to dalej pójdzie, ale jeżeli jej zapał będzie się utrzymywał to jestem całkowicie na tak dla tego hobby.

czwartek, 21 sierpnia 2014

chwile, które są słodkie

a moje dzieci są kochane, wyjątkowe i mnie rozczulają. Mogłabym wtedy na nie patrzeć, wzdychać i zachwycać, że spłodziłam, przy jakimś tam udziale ojca dzieci;-0, takie cuda. Chwile niezbyt częste, ale jednak bywają- dzięki Bogu;-)




sobota, 16 sierpnia 2014

coffee lans

Z dziećmi wygląda tak.

Ma ekspresowe tempo. Kawa często jest niedopita. Język poparzony, a ciśnienie podniesione na kilka kolejnych godzin i to bynajmniej nie za sprawą kawy. Kolejnego wypadu odechciewa ci sie na milion lat świetlnych, a dzieci najchętniej wystrzeliłabyś w kosmos. Kto na kawę z nami?

niedziela, 10 sierpnia 2014

dobro dosli

z powrotem.Mało słów, bo ich brak, dużo obrazów, bo było cudnie i gorąco. Dla wszystkich, którzy teraz lub kiedyś chcieliby namiary na naprawdę godną polecenia lokalizację w środkowej Dalmacji to z czystym sumieniem polecam Divną i ten apartament jest naprawdę czad. Także wspominam i wracam do szarości...














czwartek, 24 lipca 2014

podwójna twarz syna

w kontakcie z rówieśnikami mój osobisty syn przejawia naturę anioła- przynajmniej ostatnio. I tak po totalnym marudzeniu i wredocie w domu, na dworze, w porównaniu z kolegami, jest posłuszny, grzeczny, pilnuje porządku i ogólnie po raz pierwszy szłam spokojnie nie wołając, nie krzycząc, nie biegnąc i czekając na koleżankę, która biegała za synem.
No dobra muszę dodać, że Zu była u babci, bo pewnie gdyby była to jednak by tak pięknie nie było.
A oto kolega jeden- przyjaciel Tymon ze żłobka:
A oto kolega dwa- Kostek:




wtorek, 22 lipca 2014

cudowne letnie wieczory

gdy jest parno i duszno i marzysz już o chwili wytchnienia i ciszy po całym dniu spełnionym na placu zabaw we wspomnianym już kiedyś brudnym piasku. No i odplywasz już na te niedługim wakacje. Na zegarze już dawno pora ciszy nocne-aż tu nagle znienacka najazd dziecka Z. z brygadą lalek. I koniec. Znowu od początku negocjacje,prośby,groźby i znów ci ciśnienie podskakuje i nie chcesz już tego pięknego letniego wieczoru tylko środek nocy, żeby wszystkie lalki (i dzieci) były w szczytowej fazie snu. 
Ps. A jak tam wasze urocze letnie wieczory?

piątek, 18 lipca 2014

strata

dolnej jedynki.wypadła wczoraj przy szczotkowaniu. Duma Zuzy nas zaskoczyła. Wręcz z niej pękała. Powiedziała,że koleżanki padną na dywan z wrażenia jak ją zobaczą. Powiedziała, żebym wszystkim pokazała jej zdjęcie bez zęba. Rano miałam nie pomagać jej sie ubierać, bo przecież już jej wypadł ząb, czyli jest taka duża. No właśnie a nam smutno, ze jest już taaakaka duża i bezzębna. Bo to nie koniec wypadania. Rusza sie już dwójka:-(

wtorek, 15 lipca 2014

matka nie matka

nie mam dzieci!!!Przez dwa dni, a może i dłużej.
I co?
Chill out bez nich-to nie to samo. Nikt mnie nie szarpie, nikt nie woła, nikt nie chce pić, nikt nie woła siku, nie muszę wchodzić do wszystkich toitoiów w okolicy. Nie palę się w słońcu w brudnej piaskownicy. Nie muszę zjeżdżać na rozpalonej zjeżdżalni. Nie muszę gotować zupy, bo zjem sobie byle co.

Ale z drugiej strony jakoś cicho, pusto i nieswojo. Pazury już pomalowane, shopping zrobiony- no tu mogłabym dłużej, ale ojciec dzieci musiałby dostarczyć jakąś gotówkę;-)- została jeszcze książka do dokończenie i będę się nudzić...

niedziela, 6 lipca 2014

chilling z dziećmi

w naszym wydaniu wygląda tak. Patrzysz w lewo jest jedna sztuka, patrzysz w prawo druga sztuka też się wyłania zza drzewa. Czyli są , rachunek się zgadza. Rozkładasz się na kocu, a tu : mama kupa!! Czekaj chwileczkę tylko się podniosę, odłożę kubek z kawą. Nie, nie, ja muszę już. Kupa, kupa, no chodź. Więc biegniesz z kubkiem z kawą, ciągniesz drugą ręką dziecko mniejsze, żeby samo na kocu nie zostało. Dobytek zostawiasz, bo kupa ważniejsza. A tu jak zwykle- fascynacja toi-toiem. No przecież chciałaś kupę. To rozbieraj się i siadaj, a nie zadawaj kolejny raz pytania: co to jest: (chodzi o pisuar, przedmiot odwiecznej fascynacja zuzy)a po co to? a czy kupę chłopcy też tu robią?
W końcu udało się,więc już myślisz, że wrócisz z kawą na koc i wypijesz ją jak cywilizowani bezdzietni. Ale nie - teraz siku chce druga sztuka.Wcale nie chcesz, bo zlałeś się w pampersa, widzę. Chce siku, chcę siku. No więc ściągasz gacie i pampersa. I znowu przerabiasz pytania: a co to? a po co? a kto to? Ale na szczęście jakieś tam siku było. Pampers założony z powrotem, spodnie jakimś cudem też, kawa nawet nie rozlana. Wracam na koc. Siadasz, już podnosisz kubek, a tu: mama chce pić. Ja też chce pić. Chce piciu.
Dopiero wypili po wielkim kubku soku. Ale już nie ma- tłumaczysz, Ale ja chcę, to napij się wody z bidonu, ale jak sok. Ale tłumaczę, że już wypiłaś i masz tu wodę. Ale ja chcę. Więc krzyczysz- NIE MA- SPOKÓJ.
 Dobra kryzys opanowany. Ale cóż to, nagle dobiega: nudzę się, co mam robić. Nudno mi. A równocześnie: mama to moja hulajnoga. Dzidziuś nie może. Mama ja chce kask. Mama, mama, mama....
I tak prze dwie godziny uroczego chillingu w niedzielny poranek na katowickim pikniku: przystanek śniadanie.Impreza bardzo udana, polecam ją i nas na kolejne wypady na pikniki, bo stałam się fanką.







czwartek, 3 lipca 2014

cytaty

zanim zapomnę:
Zuza je makaron muszle u babci. Nagle wyskakuje: Ale ZA-ROMB-ISTY ten makaron.
Babcia zdziwiona: No wiesz, co Zuza, skąd ty takie słowa znasz?Co to w ogóle znaczy?
Zuza: No w kształćie ROMBU nie wiesz?

No teraz już wiemy.

Zuza po raz milion pięćdziesiąty dziewiąty wywaliła się na chodniku.
Zuza: no tak tu myją ten chodnik, że potem dzieci idą i się poślizgują!!

Najważniejsze tu umieć znaleźć winnego.

prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...