poniedziałek, 3 marca 2014

lizaki

szkoły są co najmniej trzy.
Pierwsza. Należą do niej wszyscy entuzjaści dzieci, kochający bezgranicznie, świata poza nimi nie widzący, ufający wszystkim poradnikom, przewodnikom, encyklopediom odkrywającym naturę dziecka. Ci rodzice dają dzieciom lizaki zawsze i wszędzie i nie krzyczą, nie przejmują się, że wszystko się  klei, że wszystko jest brudne, a jeszcze nie daj boże kiedy te lizaki są farbujące wszystko i wszystkich. To rodzicielskie anioły, które słuchają swoich dzieci i spełniają ich zachcianki. Ja do tej grupy nie należę.
Druga. Lizaki dają, bo one sklejają dzieciom paszcze i jest szansa , że nie będą krzyczeć, piszczeć, śpiewać, pytać czy wyć. Ci rodzice mają świadomość, że wszystko będzie do prania, że wszystko będzie brudne, że wszystko będzie się kleić. Klną pod nosem, ale cisza podczas lizania jest ważniejsza. I tutaj siebie odnajduję.

Trzecia. Lizaków nie uznają w ogóle, bo dziecko może się udławić, a jak nie dadzą to oszczędzają sobie ewentualnej resuscytacji. Poza tym nie muszą puszczać dodatkowej pralki. Cieszą się życiem bez lizaków. I nie wiem, czy nie chciałabym tu być.

czwartek, 20 lutego 2014

5 lat


Krzyczę całymi dniami Zuza, Zuzia, przeciągając rożne głoski i cedząc przez zęby spółgłoski( ci co słyszeli wiedzą, o co chodzi).
5 lat proszę nie krzycz, mów ciszej, idź spać, daj chwilę spokoju, nie śpiewaj cały czas.
5 lat szykuję rano ubranie i walczę przy ubieraniu- lewa ręka, prawa noga, nie ruszaj sie , współpracuj , pójdzie nam sprawniej, siedź spokojnie.
5 lat biegam po lekarzach i zbieram coraz to nowe skierowania.
5 lat minęło od kiedy zostałam mamą mojej przecudnej córki, która ćwiczy moje ciało i umysł. 
5 lat minęło- w tym roku wyjątkowo bez Arielki. To już córka dorosła i jej pierwszy urodzinowy karniol na urodzinowym rowerze.

sobota, 15 lutego 2014

before party

pierwsza impreza zuzy a). urodzinowa w tym roku b). dla znajomych.
Lista gości stworzona przez nią samą, po konsultacji z panią z przedszkola trochę byłyśmy zdziwone takim właśnie wyborem, ale w jej sympatiach (damskich) nastąpiły zmiany, bo w męskich jest stała, więc tu zaskoczenia nie było. Sama solenizantka , jak to ona, nie przejmowała się zbytnio  przygotowaniami, a w momentach szczytowych zapomniała kogo tak naprawdę zaprosiła. Jedyne, co było dla niej ważne, to żeby pokazać gościom, gdzie jest toaleta, żeby wiedzieli "gdzie sikać", może to i słuszne podejście, co by nam kątów nie zabrudzili;-))
Matka była podekscytowana swoją nową fuchą animatora, podeszłam profesjonalnie, jak zawsze, plan przygotowany, zabawy przemyślane, impreza tematyczna taneczno-muzyczna.
Jak było? Oceniam, że mogę  w tym robić, bo mieszkanie nie zdemolowane, tak zagarniałam dzieci, że nie miały czasu nawet rozwalić pokoju z zabawkami, strat w ludziach też nie było, jeden siniak dwóch karateków, ale przeżyli. Pierwsze koty za płoty, jakby ktoś potrzebował to się polecam.








wtorek, 11 lutego 2014

we wtorki

takie jak ten cieszę się, że nie jestem matką typu "przerost formy nad treścią", której pięcioletnie dziecko uczy się angielskiego, chińskiego i japońskiego, ćwiczy grę w tenisa, tańczy w  balecie, jeździ na kucykach pony i pławi się w basenie, bo dzięki temu wróciłam do domu zmęczona o 19, ale nie padłam i nie popełniłam aktu samo destrukcji od razu, tylko mam jeszcze na tyle sił, że moje zniszczenie dokonuje się po mału ostatkiem sił, a przed całkowitym "zalegnięciem" napiszę jeszcze do was te parę słów.
Dla odmiany wtorek był "idealnym dniem" (cytat)mojej córki, bo miała występ w "Domu Starości" (cytat) i poszło jej rewelacyjnie (podobno), i była prawdziwa scena, a jedyne co jej brakowało to ciemność i światło tylko na nią. Megastar.
Wtorek mija, a ja już liczę, że jeszcze tylko 20 takich wtorków do wakacji....

sobota, 8 lutego 2014

brunatna myśl

dzieci są jak gówno, lepiej ich nie ruszać póki nie  śmierdzą!

A w szczegółach, kiedy dzieci się "jako tako" bawią, nie wrzeszczą aż tak, że pękają bębenki w uszach twoich i sąsiadów, ewentulanie kiedy sąsiad z dołu lub z góry nie stuka w kaloryfer, żebyście zatkali wasze pociechy- to nie należy ingerować.
Nie należy im wtedy zadawać pytań, chwalić, zapraszać do stołu. W ogóle nic nie wolno. Można podglądać zza drzwi w co się bawią albo o czym konwersują, ale za żadne skarby nie można się włączać i w jakikolwiek sposób ingerować. Każda bowiem ingerencja kończy się wybuchem bomby z opóźnionym zapłonem i od nowa masz krzyk, wrzask, płacz, wzajemne wyrywanie włosów i ogólny stan klęski żywiołowej, więc lepiej cieszyć się chwilą, nie myśleć, co będzie potem, nie zastanawiać się i nie analizować, tylko chłonąć całym sobą to, co cię otacza, póki nie śmierdzi;-)

PS. Cieszę się niezmiernie  z tego postu, choć nie wiem, jak ocenicie jego jakość, ale dla mnie to osobiste przełamanie, bo miałam kryzys twórczy. Wszystko, co zaczynałam pisać wydawało mi się pozbawione sensu i lądowało w kopiach roboczych. Więc jestem z siebie dumna, że w końcu coś mi wpadło. Może teraz będzie znowu z blogowej górki. Bo dół jaki mnie ogarnął w związku z prowadzeniem bloga był dość duży, ale chwilowe czuć wiosnę!

wtorek, 28 stycznia 2014

języczki

Zuza ma suchy kaszel. Wstaje rano i komunikuje:
- Tak kaszlałam słyszałaś? Ale nie ZWYMIOTKOWAŁAM!

Zuza ogląda program kulinarny w TV. Pieką się ciastka. Zuza oznajmia:
- Bardzo lubię takie ciastka zwłaszcza  z CUKREM FUTREM.

Zuza ubiera nową piżamę, trzeba najpierw włożyć ręce potem nogi, ja zaczęłam robić to na odwrót. Zuza na to: Och, ta piżama jest taka mało efektywna!


sobota, 18 stycznia 2014

marzenia się spełniają

bo jak inaczej nazwać fakt, że jestem matką wykonującą ten "wymarzony" przez wszystkich zawód: bo wakacje mam, bo ferie mam, bo wszystkie święta są wolne i przed i po, bo etat to 18 godzin, bo zarobki wrę czy wybuchowe!!Moje konto eksploduje z niedowierzania, co miesiąc.
I ja to wszystko mam. I ferie mam od poniedziałku. I syna mam, który początek ferii uczcił zachorowaniem na szkarlatynę, co uziemia nas w domu do środy, a antybiotyk przez 10 dni, zaplanowany zabieg chirurgiczny oczywiście też trzeba będzie przełożyć, ale od czego są marzenia.
I córkę mam, której gluty zaczęły lecieć z nosy i tylko trzymać kciuki, co by ona za trzy dni tej szkarlatyny nie ujawniła, bo to przedłuża nasze siedzenie o kolejny tydzień.
I siebie mam z pierwszym od 15 lat chyba antybiotykiem- ropna nagina, z takim bólem gardła i mięśni, że dawno tak nie miałam, a chyba nawet nigdy. Aż na ostry dyżur poszłam, co dla mnie to już ostateczność ostateczności.
Jest bosko!!I jeszcze tylko marzę, co by te śnieżyce do nas przyszły, zasypały wszystko i wszystkich i niech leżą aż do maja. A co se będę marzeń żałowała...niech "wią, że na marzenia mnie stać!"

środa, 15 stycznia 2014

laska

syn dorasta, matka sie starzeje. Młody zasuwa po posiadłości na motorze ze swoją ( podprowadzoną) lalą. A co się biedak nasiłował, żeby ją umieścić na pojeździe, bo podatna to jego luba nie jest, ale najważniejsza jest chemia. Niewiątpliwie są centymetry plastiku, pomiędzy nimi... Ach ta moja plastikowa...synowa

poniedziałek, 6 stycznia 2014

wózkowa dyskryminacja

to, że rodzice z dziećmi są dyskryminowani wiedziałam już od jakiegoś czasu. I o ile rodzice z jednym dzieckiem jeszcze mniej, o tyle rodzice z dwójką i z większą ilością są skazani na niebyt w sferze życia kawiarniano- imprezowo- kulturalnego.
I to nie chodzi już tylko o schody, które wyrastają wszędzie i trzeba tachać te ciężarne wózki, obijać te drogie kółka i resory czy co tam jeszcze w tych brykach nie ma, no a przede wszystkim to obija się to dziecię zapakowane do fury.
I to nie chodzi o to, że znajomi cię olewają, nie uwzględniają w swoich planach imprezowych, bo albo są bezdzietni, więc po co im o dzieciorach słuchać, co niejako rozumiem, albo są dzietni i tak pochłonięci swoim własnym dzieckiem, że nie mają ochoty na więcej dzieci, albo standardowo nie mają czasu, bo cały czas pracują, prasują, przewijają, gotują, wycierają, czego już usprawiedliwić nie mogę.
A do tego dochodzi jeszcze powszechna, społeczna wręcz niechęć do obecności dzieci w miejscach publicznych. A szczególnie, gdy owe dzieci są nadpobudliwe, nadruchliwe, ogólnie znudzone życiem i stale potrzebują wrażeń. Tak to są fakty. Wczoraj nie chciano wpuścić mojego Antoniego do restauracji, tylko dlatego, że był w wózku!!!Ale za to jakim wózku!!! No wstyd! Zbulwersowanie moje osiągnęło szczyt, bo jako matka wyedukowana, ba nawet gnederystka! pragnę przebywać w miejscach publicznych, a że jestem matką, która nie ma na stałe zatrudnionej opiekunki, która by to zawsze z pisklakami zostawała w domu, co nie powiem było by spełnieniem jakiś tam marzeń, to pisklaki fruwają ze mną. Tym wstrętnym "door selctorem", był Włoch, który nawet nie śmiał mówić po polsku, co jeszcze dodało pikanterii całej sprawie. Nie będzie Włoch pluł nam w twarz.
 Do środka oczywiście Antonio ostatecznie wszedł, uwagi nasze zostały wyrażone, ale moją bulwersacja skłoniła mnie do owych przemyśleń, że mówię stanowcze nie faktowi, aby rodzice mogli przebywać tylko w tych "kulkowych gettach", gdzie panuje jazgot i krzyk, a zjeść można tylko frytki i hot-doga i popić bezpłciowym latte!!!

prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...