ze mnie kipi, wylewa się na boki.
Jestem żoną, kochanką, przyjaciółką i matką dzieci NAJWSPANIALSZEGO CZŁOWIEKA POD SŁOŃCEM.
Wstaje jak tylko nasze dzieci jękna. Jest na nogach o 5. 30, żebym ja mogła dalej przerzucać swój gruby zad w łóżku. Przygotowuje mi dietetyczne śniadanie, gdyż dba o moją linię i zbędne kilogramy ( dysponuje kompromitującymi moją wagę zdjęciami). Od samego rana pozytywnie mnie motywuje i wspiera, że już nie wspomnę o ciągłych komplementach. Kwiatach, prezentach i w ogóle wszystkim, co czyni mnie najcudowniejszą kobietą na świecie.
Ponadto wynosi śmieci, robi zakupy, sprząta. Jest nieprzeciętnie zdolny, tryska dowcipem, zawsze jest w dobrym humorze. A do tego kipi seksapilem i jest zabójczo przystojny.
Jeżeli o czymś zapomniałam to tylko przez wrodzoną skromnośc, żeby inni/e mi aż tak bardzo nie zazdrościli/ły. No i żeby nie było im przykro, że ja mam takiego ideała, a one zwykłego "faceta".
To specjalnie dla Ciebie. Całuski ;**
czwartek, 11 kwietnia 2013
środa, 10 kwietnia 2013
koryto
cierpię na brak weny.W związku z powyższym płynę z prądem i dołączam się do częstych ostatnimi czasy wpisów o misie. Bo to tu to tam zauważam, że temat koryta pojawia się ostatnio często i gęsto. Jakoś nasz naród polubił na nowo nowobogackie żarło. Nie mówię, że to źle, nawet jestem skłonna delikatnie powiedzieć, że się wpisuję w te nowe świeckie tradycje. Od czasu do czasu lubię poeksperymentować, pościągać przepisy. No i jeszcze hołduję zasadzie, że za każdym razem jak zapraszam gości to robię coś nowego, co często bywa dość ryzykowne, ale tak już mam. Zazwyczaj goście kurtuazyjnie mówią, że im smakowało. Czy kłamią? Czasami myślę, że trochę, ale na plus zapisuję sobie to, że jeszcze nikt się nie potruł. Moje kulinarne myśli są nawet tak dalekie, że jednym zmoich marzeń jest prowadzenie swojego czegoś, gdzie można by "żreć".
A teraz będzie o korycie dzieci, bo w blogowej sferze, którą ogarniam temat jest z tych hot. Nie jestem ekspertką, bo nawet więcej nie znam się na karmieniu dzieci! Zu, jako pierwsza, była karmiona najpierw butlą, niestety cyc się zestresował, a potem słoiczkami, które kupowałam zgodnie z informacją na nich, czyli od 4 miesiąca, od 6 i tak dalej. Na początku byłam tak rygorystyczna, że nie dałam słoiczka od 5 miesiąca wcześniej niż Zu rzeczywiście skończyła 5 miesięcy, co z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się idiotyzmem, ale cóż, człowiek rodzi się głupi....Mój rygor został też wyśmiany przez moją mamę w związku z czym kolejne słoiczki zostały wprowadzane bez dokładności co do dnia. Równocześnie ze słoiczkami Zu dostawała różne rzeczy do podgryzienia, najbardziej lubiła ogórki kiszone. Nie zabraniałam tez podawania jej czekoladek w rozsądnych ilościach, co zaskutkowało tym, że na dzień dzisiejszy mogą przed nią stać słodycze zje jeden, dwa cukierki i wystarczy bez strofowania i chowania przed nią cukrów. Piła zawsze wodę i herbaty ziołowe, czasami soki. I tak też jej zostało, lubi pić wodę, soki okazjonalnie są ,ale nie upomina się o nie. Oczywiście był okres jedzeniowego buntu, nie jadała owoców, warzywa je tylko w zupach, ale żyje , nie choruje, więc wnoszę, że nie jest źle.
Anti, jako drugi była karmiony cycem, a od 6 miesiąca dostawał to, co my. Słoiczków nie było w ogóle, początkowo przez miesiąc gotowałam oddzielne zupki tylko dla Antka, ale potem ze względu na dość dużą żarłoczność młodego, dostał kluskę, przeżył, więc stwierdziłam, że może jeść i będzie żył. I zaczął jeść to , co my, tylko zbindowane w związku z brakiem zębów do tej pory. I że jeść lubi, do niejadków nie należy, musi spróbować wszystkiego tego, co my mamy na talerzu. Pije niedużo, ale jak juz to tylko wodę, soki jakoś mu nie podchodzą.
Tak więc śmiem twierdzić, że moja "intuicyjna dieta korytowa młodych" jakoś funkcjonuje i mogę być z siebie dumna.
enjoy!
A teraz będzie o korycie dzieci, bo w blogowej sferze, którą ogarniam temat jest z tych hot. Nie jestem ekspertką, bo nawet więcej nie znam się na karmieniu dzieci! Zu, jako pierwsza, była karmiona najpierw butlą, niestety cyc się zestresował, a potem słoiczkami, które kupowałam zgodnie z informacją na nich, czyli od 4 miesiąca, od 6 i tak dalej. Na początku byłam tak rygorystyczna, że nie dałam słoiczka od 5 miesiąca wcześniej niż Zu rzeczywiście skończyła 5 miesięcy, co z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się idiotyzmem, ale cóż, człowiek rodzi się głupi....Mój rygor został też wyśmiany przez moją mamę w związku z czym kolejne słoiczki zostały wprowadzane bez dokładności co do dnia. Równocześnie ze słoiczkami Zu dostawała różne rzeczy do podgryzienia, najbardziej lubiła ogórki kiszone. Nie zabraniałam tez podawania jej czekoladek w rozsądnych ilościach, co zaskutkowało tym, że na dzień dzisiejszy mogą przed nią stać słodycze zje jeden, dwa cukierki i wystarczy bez strofowania i chowania przed nią cukrów. Piła zawsze wodę i herbaty ziołowe, czasami soki. I tak też jej zostało, lubi pić wodę, soki okazjonalnie są ,ale nie upomina się o nie. Oczywiście był okres jedzeniowego buntu, nie jadała owoców, warzywa je tylko w zupach, ale żyje , nie choruje, więc wnoszę, że nie jest źle.
Anti, jako drugi była karmiony cycem, a od 6 miesiąca dostawał to, co my. Słoiczków nie było w ogóle, początkowo przez miesiąc gotowałam oddzielne zupki tylko dla Antka, ale potem ze względu na dość dużą żarłoczność młodego, dostał kluskę, przeżył, więc stwierdziłam, że może jeść i będzie żył. I zaczął jeść to , co my, tylko zbindowane w związku z brakiem zębów do tej pory. I że jeść lubi, do niejadków nie należy, musi spróbować wszystkiego tego, co my mamy na talerzu. Pije niedużo, ale jak juz to tylko wodę, soki jakoś mu nie podchodzą.
Tak więc śmiem twierdzić, że moja "intuicyjna dieta korytowa młodych" jakoś funkcjonuje i mogę być z siebie dumna.
środa, 3 kwietnia 2013
kto rano wstaje
ten jest sfrustrowaną matką, co by sobie chętnie poleżała jeszcze w łóżku, przekulała się z lewego boku na prawy, bo na zegarku dopiero 5. Ale ta matka musi wstać, bo dziecko A. już (tradycyjnie) wstało.
No to lecimy z tym koksem.
Dziecko A. wstaje jak szwajcarski zegarek między 5 a 6. Dni kiedy wstał o 7 można by policzyć na palcach jednej, no dobra dwóch rąk, czyli licząc, że ma 10,5 miesiąca to wcale ich tak dużo nie było. Jego regularność jest tak zaskakująca, że raz gdy pospał do 7 to zaspaliśmy wszyscy, bo matka się nie zbudziła, bo syn jej nie zbudził. No to już niezadowolenie z powodu przedwczesnego wstawania mamy za sobą. Frustracja narasta, bo uwaga!!budzik taty dzwoni dopiero o 7.10. Do tego czasu przewala się z jednej strony na drugą i jeszcze rzuca fochami, że go z Antkiem budzimy. Do 7.10 dziecko A. już jest ubrane, matka jest już ubrana i dziecko Z. jest budzone. Tu kolejny punkt- krzyk. Wcześniej przy ubieraniu drze się dziecko A., a do tego ucieka, więc łapię każdą jego kończynę i klnąc na przemian, licząc do 10 łapię go po całym łóżku, później wrzeszczy dziecko Z. , bo nie che wstać, nie chce ubrać tej bluzki tylko inną, nie chce ubrać spodni, tylko spódniczkę, nie tą spódniczkę tylko tamtą. Potem jest rozczesywanie włosów, siłowa próba grzebienia. Kolejny punkt pertraktacje - czy może zabrać śnieżkę,czy lewka, czy kucyka.
Działamy dalej. Pakujemy kanapki, zabieramy laptopa, ogarniamy siebie nawzajem.
A tymczasem tata leniwie wstaje idzie pod prysznic. Zamyka drzwi na zamek, pluska się około 15 minut. Potem ubranie 5 minut i około 7. 30 stojąc ubrany przy drzwiach komunikuje, że jest gotowy. A matka wypluwa ostatnie resztki przyzwoitości i porannej cierpliwości.
Na szczęście udaje się nam wsiąść do auta i jak zwykle na ostatnie minuty rozwieść towarzystwo po żłobkach, przedszkolach i zdążyć do pracy minutę przed ósmą. Cud. Wchodzę do sali, ściągam kurtkę i patrzę a tu glut na rękawie od swetra, glut na nogawce. To by było tyle ze strat. Ale podobno nikt oprócz mnie tego nie widzi;-)
I tak codziennie!!!
No to lecimy z tym koksem.
Dziecko A. wstaje jak szwajcarski zegarek między 5 a 6. Dni kiedy wstał o 7 można by policzyć na palcach jednej, no dobra dwóch rąk, czyli licząc, że ma 10,5 miesiąca to wcale ich tak dużo nie było. Jego regularność jest tak zaskakująca, że raz gdy pospał do 7 to zaspaliśmy wszyscy, bo matka się nie zbudziła, bo syn jej nie zbudził. No to już niezadowolenie z powodu przedwczesnego wstawania mamy za sobą. Frustracja narasta, bo uwaga!!budzik taty dzwoni dopiero o 7.10. Do tego czasu przewala się z jednej strony na drugą i jeszcze rzuca fochami, że go z Antkiem budzimy. Do 7.10 dziecko A. już jest ubrane, matka jest już ubrana i dziecko Z. jest budzone. Tu kolejny punkt- krzyk. Wcześniej przy ubieraniu drze się dziecko A., a do tego ucieka, więc łapię każdą jego kończynę i klnąc na przemian, licząc do 10 łapię go po całym łóżku, później wrzeszczy dziecko Z. , bo nie che wstać, nie chce ubrać tej bluzki tylko inną, nie chce ubrać spodni, tylko spódniczkę, nie tą spódniczkę tylko tamtą. Potem jest rozczesywanie włosów, siłowa próba grzebienia. Kolejny punkt pertraktacje - czy może zabrać śnieżkę,czy lewka, czy kucyka.
Działamy dalej. Pakujemy kanapki, zabieramy laptopa, ogarniamy siebie nawzajem.
A tymczasem tata leniwie wstaje idzie pod prysznic. Zamyka drzwi na zamek, pluska się około 15 minut. Potem ubranie 5 minut i około 7. 30 stojąc ubrany przy drzwiach komunikuje, że jest gotowy. A matka wypluwa ostatnie resztki przyzwoitości i porannej cierpliwości.
Na szczęście udaje się nam wsiąść do auta i jak zwykle na ostatnie minuty rozwieść towarzystwo po żłobkach, przedszkolach i zdążyć do pracy minutę przed ósmą. Cud. Wchodzę do sali, ściągam kurtkę i patrzę a tu glut na rękawie od swetra, glut na nogawce. To by było tyle ze strat. Ale podobno nikt oprócz mnie tego nie widzi;-)
I tak codziennie!!!
sobota, 30 marca 2013
ale jaja!
plan był piękny i przemyślany. Dwie sztuki jaj...
miały trzymać wspólnie pisanki...
razem było ciężko, więc podjęłam próby solo..
ostatecznie i tak jaja zwiały. Matka wydarła gardło, a z planu pozostało tylko wspomnienie, ale jakże piękne.
Wam życzę jaj nieuciekających, bardzo smakujących i wiosną pachnących!!!
miały trzymać wspólnie pisanki...
razem było ciężko, więc podjęłam próby solo..
ostatecznie i tak jaja zwiały. Matka wydarła gardło, a z planu pozostało tylko wspomnienie, ale jakże piękne.
Wam życzę jaj nieuciekających, bardzo smakujących i wiosną pachnących!!!
środa, 27 marca 2013
męska rzecz
Genetyka to poważna sprawa. Warunkuje praktycznie wszystko. Ale nigdy nie spodziewałam się, że działa tak mocno. W trakcie moich genderowych studiów nakładli mi do głowy, że płeć jest biologiczna i kulturowa. I gdyby nie to, że ktoś nazwała w chwili jak wyskakiwaliśmy z brzucha chłopcem czy dziewczynką, a to wpisało nas w całą machinę kulturowo- społecznego myślenia o nas jako o płci kobiecej lub męskiej, to bylibyśmy nijakimi tworami, którzy sami wybiorą sobie swoją drogę. Ale od kiedy mam Antka i mam porównanie to widzę, że biologia tez robi swoje. Antka automatycznie ciągnie do aut. Nikt mu specjalnie ich nie pokazywał, ba powiem więcej w domu są cztery autka, a lalek misiów i kucyków pony niezliczona ilość, a pomimo to nawet nie spojrzy na Zuzi zabawki. Od samego początku wykazuje zainteresowanie samochodzikami. Fascynuje mnie to jak to kurde jest możliwe i skąd wie, że ma się bawić autkiem, i skąd wie, że one jeżdżą, i , że ma je przesuwać po podłodze. Teraz fascynuje się Zuzi motorem. Co krok przyłapuję go jak się nad nim zachwyca i kombinuje jakby na niego wejść i jakby samemu na nim pojechać. Jaram się tym!;-)
poniedziałek, 25 marca 2013
praca konkursowa
Nasza pierwsza. konkurs przedszkolny na ozdobę wielkanocną. Zuza malowała, matka przyklejała i wycinała. Zuza chyba nie wie do końca o co w konkursie biega, matka wie i liczy na wygraną;-))
niedziela, 17 marca 2013
kto wpada?
trochę koślawe, ale potencjał jest;-)
czekają...
do tego serwuję kawę, więc kto zna adres, you are welcome!
czekają...
do tego serwuję kawę, więc kto zna adres, you are welcome!
czwartek, 14 marca 2013
wyrzut
to taki szybki post na przerwie. Bo targa mną wyrzut sumienia i czuję się źle. Wzięłam udział w rozmowie z kimś , za kim nie przepadam w pracy, z kogo poglądami, ani sposobem bycia się nie do końca zgadzam. Częściowo akurat dziś ta osoba miała rację, ale i tak jakoś mi niedobrze z tym, że jej przytaknęłam. Mogłam się nie odzywać i mieć święty spokój, a tak to mam kaca i dylemat moralny. Kule bele...
A do tego wiosna zniknęła. A ja już nie mogę patrzeć na te zimowe buty...fuuuuujjjjj.
Kule bele......
A do tego wiosna zniknęła. A ja już nie mogę patrzeć na te zimowe buty...fuuuuujjjjj.
Kule bele......
niedziela, 10 marca 2013
zlewomycie
wieczory u nas w domu to krzyk. Najpierw krzyczy mama i tata, bo ustalają, kto kogo kąpie i w czym. Na początku, to znaczy od kiedy zostaliśmy rodzicami dwójki, ustaliliśmy, że każdy kąpie i usypia jedno dziecko. Na początku ja miałam dziecko A, z racji posiadania cyca, a tata miał dziecko Z, z powodu braku cyca aż tak dużego;-) Potem kiedy cyc mamy poszedł w odstawkę mogła następować zamiana dzieci. No i tu jest pierwszy krzyk, bo tata po początkowym przystosowaniu do reguły, zaczął ją łamać i po prostu olewać kąpanie i usypianie jednego dziecka, albo swoim "zaraz" tak wkurza matkę, że ta w porywie złości i z jękiem nieustającym, sama kąpie i kładzie dwójkę. Kolejnego rozstrzygnięcia wymaga pytanie czy dziś jest kąpanie "w zlewie" czy "w wannie". Antek na razie nie protestuje przed "kąpaniem w zlewie", lubi obie opcje. Natomiast Zuza protestuje przed "kapaniem w zlewie", bo zdecydowanie preferuje wannę. Gdy już te krzyki ustaną, Antek zazwyczaj zasypia bez problemów, ewentualnie trochę pokrzyczy w łóżeczku i zasypia. Zuza z kolei przechodzi jeszcze fazę krzyku przy zastrzyku i czasami przed wejściem do łóżka. Ale potem następuje już cisza nocna do kolejnego krzyku ---tu przoduje Antek.
Dziecko A w zlewie
Dziecko A i Z w wannie
Dziecko A w zlewie
Dziecko A i Z w wannie
środa, 6 marca 2013
poniedziałek, 4 marca 2013
dialog
Powrót z gór. Zuza znudzona w aucie. Na ratunek przychodzi Agnieszka, towarzyszka w podróży. Proponuje grę w zdrobnienia. Najpierw stara się wytłumaczyć, co to jest zdrobnienie.
- mówię na przykład kot, a mały kot to..kotek.
Na to mama: No to Zuzia powiedz. Jest duży pies, a mały pies to...?
Zuzia: Szczeniak!
Nie graliśmy w tą dziwną grę;-))
- mówię na przykład kot, a mały kot to..kotek.
Na to mama: No to Zuzia powiedz. Jest duży pies, a mały pies to...?
Zuzia: Szczeniak!
Nie graliśmy w tą dziwną grę;-))
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...