zimy
poniedziałek, 31 grudnia 2012
poniedziałek, 24 grudnia 2012
czwartek, 13 grudnia 2012
glut w domu
Uwaga! Gluty wpływają na pracę mózgu dziecka. Oto dowody:
Wyjaśnienia: Brendon i Wlu są wyimaginowanymi przyjaciółmi Zu, którzy mieszkają z nami i nam towarzyszą, jedzą z nami śniadanie, ubierają się i tak dalej. Czasami Zu zamienia się we Wlu i wtedy trzeba do niej właśnie tak się zwracać. Gdyby nie fakt, że sama w dzieciństwie byłam posądzana o schizofrenię;-) i uchodziłam za gadająca do siebie non stop outsiderkę, to pewnie bym się niepokoiła.Ale jakoże wyrosłam na "jako takich" ludzi, to wiem, że jako tak z tego się wychodzi. No coś tam na psychice zostaje;-)
A oto Wlu przyłapana na gorącym uczynku.
PS. dodam, że w te szmaty Wlu sama się przyodziewa i to nawet wtedy jak gluty jej aż tak bardzo na głowę nie padają;-)
A oto Wlu przyłapana na gorącym uczynku.
środa, 12 grudnia 2012
zima jest piękna
a nie? Idziesz sobie wolnym kroczkiem, balansując na zalodzonych chodnikach, co by publicznie się nie obalić i żeby cię nie oskarżyli, że pijesz i to w biały dzień, nie daj Boże z dzieckiem. Mróz siarczysty rzeźbi mapę średniowiecznej europy na twoich policzkach, palce leciutko przmarzają ci do rączki wózka, a na to wszystko prószy drobny śnieżek. Bajka można by rzec. Królowa śniegu, czy jakaś inna Gerda- to ty. Bohaterka, mistrzyni, siłaczka. Bo dzięki zimie, wiesz matko, że jesteś warta wszystkich medali i wiesz, że to ty jesteś tą płcią, która da sobie radę ze wszystkim. Dzięki zimie ćwiczysz swoją cierpliwość. Trenujesz ją kilka razy dziennie, chcąc wyjść z domu. Bo najpierw musisz ubrać dziecko A, potem dziecko Z. w międzyczasie dziecko A. już zapocone, więc się drze, dziecko Z cudownie nie chce włożyć rękawiczek, a wcześnie przechodzisz całą batalię o to, że na mróz nie może iść w sukience baletnicy(!), więc też się drze. Ale ty ćwiczysz swoją zimową cierpliwość i wszystkie jogi świata mogą ci skoczyć, bo ty nie możesz eksplodować i przeklinać na głos. Więc klniesz sobie tą swoją mantrę pod nosem i po ubraniu dzieci wkładasz na siebie czapki, szaliki, rękawiczki i buty, które tak naprawdę nie są ci potrzebne, bo leje się z ciebie jak z cebra.
Ale to jest determinacja, żeby wyjść do zimowych ludzi, żeby cieszyć się lepiąc bałwana i tryskać radością tarzają się w śniegu i robiąc anioły vel. anielice. Właśnie jesteś królową determinacji, bo bez niej cały dzień siedziałabyś w domu w ufajdanym szlafroku.
Już jesteś na dworze w tej zimowej scenerii. I siłaczko jedyna, ciągniesz te sanie, a na nich ponad 20 kilo żywej wagi. I podążasz przez śniegi Kilimandżaro, i targasz te sanki przez przejścia dla pieszych (odgarnięte) i chodniki miejscami czarne, i ciągniesz z mozołem... uf, jak gorąco.
I nagle zerkasz na sanie, a tu zamarzłe gluty, ale ty mistrzyni organizacji szukasz w torebce między marchewką na nos, a węglami na oczy chusteczki higienicznej. I co nie ma? Zapomniałaś. No trudno, jeszcze nikt nie umarł z powodu tego, że gluty wytarł w rękaw kurtki, a w domu przecież masz pralkę, jako sława w dziedzinie organizacji ogarniesz każdą dodatkową ilość prania. Więc gińcie gluty w rękawie.
Spacerujecie sobie radośnie, a ty rozmyślasz w wolnej zimowej chwili, kiedy w końcu prezydent zaprosi cię na te honorowe wręczanie medali, orderów czy innych błyskotek w kategorii za zasługi dla ojczyzny w matkowaniu zimową porą;-)
Ale to jest determinacja, żeby wyjść do zimowych ludzi, żeby cieszyć się lepiąc bałwana i tryskać radością tarzają się w śniegu i robiąc anioły vel. anielice. Właśnie jesteś królową determinacji, bo bez niej cały dzień siedziałabyś w domu w ufajdanym szlafroku.
Już jesteś na dworze w tej zimowej scenerii. I siłaczko jedyna, ciągniesz te sanie, a na nich ponad 20 kilo żywej wagi. I podążasz przez śniegi Kilimandżaro, i targasz te sanki przez przejścia dla pieszych (odgarnięte) i chodniki miejscami czarne, i ciągniesz z mozołem... uf, jak gorąco.
I nagle zerkasz na sanie, a tu zamarzłe gluty, ale ty mistrzyni organizacji szukasz w torebce między marchewką na nos, a węglami na oczy chusteczki higienicznej. I co nie ma? Zapomniałaś. No trudno, jeszcze nikt nie umarł z powodu tego, że gluty wytarł w rękaw kurtki, a w domu przecież masz pralkę, jako sława w dziedzinie organizacji ogarniesz każdą dodatkową ilość prania. Więc gińcie gluty w rękawie.
Spacerujecie sobie radośnie, a ty rozmyślasz w wolnej zimowej chwili, kiedy w końcu prezydent zaprosi cię na te honorowe wręczanie medali, orderów czy innych błyskotek w kategorii za zasługi dla ojczyzny w matkowaniu zimową porą;-)
czwartek, 6 grudnia 2012
wizyta starszego pana
W tym miejscu był mały problem, bo Antkowi przypadła go gustu broda i zrobiło się groźnie, gdy zaczął za nią ciągnąć i groziła demaskacją Mikołaja. A tu skończył by się fun;-)
B ył, dał i poszedł. Podobno przyjdzie za rok. No chyba, że się rozmyśli...
PS. zwróćcie jeszcze uwagę na lansiarskie okulary mikołaja, jakby uciekł prosto z tropików. Ich brak groził by już pełnym wyśmianiem i rozpoznaniem, a tak to można było zobaczyć lekkie speszenie Zuzy, co rzadko się zdarza. Nie trwało zbyt długo, ale zawsze.
B ył, dał i poszedł. Podobno przyjdzie za rok. No chyba, że się rozmyśli...
PS. zwróćcie jeszcze uwagę na lansiarskie okulary mikołaja, jakby uciekł prosto z tropików. Ich brak groził by już pełnym wyśmianiem i rozpoznaniem, a tak to można było zobaczyć lekkie speszenie Zuzy, co rzadko się zdarza. Nie trwało zbyt długo, ale zawsze.
niedziela, 2 grudnia 2012
czwartek, 29 listopada 2012
pomoc
Wiem, że co roku przed świętami jest tak samo. Rozpoczyna się polowanie na darczyńców, a liczba apeli o pomoc wzrasta albo po prostu staje się głośniejsza. Domy Dziecka, pajacyki, szpitale, hospicja, chore dzieci...Całe mnóstwo.
W tym roku te wszystkie apele trafiają do mnie jakoś mocniej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że się postarzałam, czy tego, że stałam się matką dwójki dzieci, czy apeli jest więcej, czy buzują we mnie hormony. Fakt jest taki, że gdzie się nie obrócę to ktoś o coś prosi. A ja tylko beczę, kiedyś byłam twardsza. Przełączam kanały w tv, nie oglądam wiadomości, bo ciągle gdzieś jest jakieś cierpienie. Nie dam rady pomóc wszystkim, wiem. Złoszczę się też, bo ciągle nie potrafię zrozumieć jak to możliwe, że jedni zastanawiają się , jaką furę sobie jeszcze dokupić i ile wydać na nowe szmaty, a inni zbierają grosz do grosza, aby pomóc swojemu dziecku. Wiem, jestem dużą dziewczynką i powinnam wiedzieć, ż etak to właśnie działa i tak jest zbudowany świat. Ale czasami tego nie ograniam.
Do rzeczy, z morza potrzebujących wyłowiłam Anotsię. Sama jestem mamą dwójki dzieci z wadami genetycznymi i wrodzonymi. Na szczęście narazie nie potrzebujemy pomocy, ale gdyby zaszła tak konieczność też bym chciała, żeby inni mi pomogli, bo zawsze jest łatwiej. Podziwiam rodziców Tosi za robotę, która odwalają, Tosi życzę dużo zdrowia i zgodnie ze swoją filozofią życiową, wiem, że tak będzie, bo inaczej być nie może. A was proszę o wsparcie. Przekażcie jakiś grosz na operację nóżek Tośki, jak wszystkie/wszyscy się skrzykniemy to Tośce się uda. Wejdźcie tu i pomóżcie Tosi!!!
W tym roku te wszystkie apele trafiają do mnie jakoś mocniej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że się postarzałam, czy tego, że stałam się matką dwójki dzieci, czy apeli jest więcej, czy buzują we mnie hormony. Fakt jest taki, że gdzie się nie obrócę to ktoś o coś prosi. A ja tylko beczę, kiedyś byłam twardsza. Przełączam kanały w tv, nie oglądam wiadomości, bo ciągle gdzieś jest jakieś cierpienie. Nie dam rady pomóc wszystkim, wiem. Złoszczę się też, bo ciągle nie potrafię zrozumieć jak to możliwe, że jedni zastanawiają się , jaką furę sobie jeszcze dokupić i ile wydać na nowe szmaty, a inni zbierają grosz do grosza, aby pomóc swojemu dziecku. Wiem, jestem dużą dziewczynką i powinnam wiedzieć, ż etak to właśnie działa i tak jest zbudowany świat. Ale czasami tego nie ograniam.
Do rzeczy, z morza potrzebujących wyłowiłam Anotsię. Sama jestem mamą dwójki dzieci z wadami genetycznymi i wrodzonymi. Na szczęście narazie nie potrzebujemy pomocy, ale gdyby zaszła tak konieczność też bym chciała, żeby inni mi pomogli, bo zawsze jest łatwiej. Podziwiam rodziców Tosi za robotę, która odwalają, Tosi życzę dużo zdrowia i zgodnie ze swoją filozofią życiową, wiem, że tak będzie, bo inaczej być nie może. A was proszę o wsparcie. Przekażcie jakiś grosz na operację nóżek Tośki, jak wszystkie/wszyscy się skrzykniemy to Tośce się uda. Wejdźcie tu i pomóżcie Tosi!!!
środa, 28 listopada 2012
luksusowi rodzice
mają tak:
18.30- dziecko A. śpi snem nocnym, po wcześniejszym wykąpaniu i szybkim nakarmieniu. Zasypia w 5 minut, samodzielnie odłożony do łóżeczka.
20.45- dziecko Z. śpi, samodzielnie, po bajce oglądanej lub czytanej.
21.00- mama śpi;-) chociaż ostatnio nawet później około 23!, bo tata zapodaje ciekawe filmy albo niekończące się debaty na temat planów życiowych, sztuki albo finansów to ostatnie jest najgorsze i zazwyczaj mama idzie w takim wypadku spać wcześniej!
6.00 dziecko A- po dwóch karmieniach w nocy około 22 i 2, wstaje i w miarę samo bawi się w łóżku, mama lub tata muszą mu jedynie podrzucać co jakiś czas nowe grzechotki.
7.30- wstaje dziecko Z. i jest wyekspediowane od przedszkola.
8.00- dziecko A. je śniadanie i idzie spać.
11.30- dziecko A. budzi się ze swojej 3,5 godzinnej drzemki! je i już zazwyczaj nie śpi do 18,30, czasami zdarza się krótka drzemka maks. 40 min.
14.30- dziecko Z. wraca z przedszkola.
I znowu jest 18,30 i tak w kółko. Na taki luksus ciszy nocnej dzieci o 21 trzeba sobie zasłużyć i zapracować albo po prostu urodzić się takimi "luksusowymi rodzicami" jak my.
wtorek, 20 listopada 2012
update fotograficzny
z życia Antka.
1. w końcu jest i fura.
2. biszkopt, czyli nowość dla Antka, ale przypadła mu do gustu, bo da się kruszyć,więc jest ok. I zajęcie na parę minut spokoju.
3. tak poza tym to Antek już chwilę siedzi, więc jest progress i coraz sprawniej idzie mu układanie nóg do raczkowania. Zdolniacha po mamie;-)
1. w końcu jest i fura.
2. biszkopt, czyli nowość dla Antka, ale przypadła mu do gustu, bo da się kruszyć,więc jest ok. I zajęcie na parę minut spokoju.
3. tak poza tym to Antek już chwilę siedzi, więc jest progress i coraz sprawniej idzie mu układanie nóg do raczkowania. Zdolniacha po mamie;-)
czwartek, 15 listopada 2012
brudna hrabina złodziejka
to ja!!
tak przed chwilą w przeciągu pięciu minut obraziła mnie moja stuknięta sąsiadka. Nigdy nie chciałam mieszkać w domku jednorodzinnym, przynajmniej nie na tym etapie swojego życia. Bo tak sobie myślałam, że musiałbym ciągle plewić, grabić, kosić, sprzątać pokoje u góry, na dole i tak cały czas. a że jestem schizolką na punkcie czystości u siebie w domu ( gdzie indziej czysto być nie musi) to po prostu non stop bym latała z mopem;-) i coś czyściła, grabiła i tak dlaje. a po prostu mi się nie cche.
Natomiast po dzisiejszej kłótni z moją pojebaną (!) sąsaiadką ( wiedziałam o tym od dawna, ale cierpliwie znosiłam jej zachowanie, ale dziś nie wytrzymałam- cztery lata to we mnie rosło) mogłabym zamieszkać w domku.
Pewnie za chwilę mi przejdzie, ale fakt niezaprzeczalny, ludzie są głupi, a dobry sąsiad to rzadkość i skarb!!
Wiem, że ta notka jest bez sensu, ale chodzi o to, że w ramach terapii- rozładowania emocji- muszę to gdzieś przelać, żeby emocje opadły. a może i się okaże, że sąsiadów idiotów jest więcej i będzie mi raźniej!
tak przed chwilą w przeciągu pięciu minut obraziła mnie moja stuknięta sąsiadka. Nigdy nie chciałam mieszkać w domku jednorodzinnym, przynajmniej nie na tym etapie swojego życia. Bo tak sobie myślałam, że musiałbym ciągle plewić, grabić, kosić, sprzątać pokoje u góry, na dole i tak cały czas. a że jestem schizolką na punkcie czystości u siebie w domu ( gdzie indziej czysto być nie musi) to po prostu non stop bym latała z mopem;-) i coś czyściła, grabiła i tak dlaje. a po prostu mi się nie cche.
Natomiast po dzisiejszej kłótni z moją pojebaną (!) sąsaiadką ( wiedziałam o tym od dawna, ale cierpliwie znosiłam jej zachowanie, ale dziś nie wytrzymałam- cztery lata to we mnie rosło) mogłabym zamieszkać w domku.
Pewnie za chwilę mi przejdzie, ale fakt niezaprzeczalny, ludzie są głupi, a dobry sąsiad to rzadkość i skarb!!
Wiem, że ta notka jest bez sensu, ale chodzi o to, że w ramach terapii- rozładowania emocji- muszę to gdzieś przelać, żeby emocje opadły. a może i się okaże, że sąsiadów idiotów jest więcej i będzie mi raźniej!
piątek, 9 listopada 2012
koko
król, książę, czasami przyjaciel, kuzyn. W każdym bądź razie ktoś, kto ma duże znaczenie w życiu Zuzy. Na początku była jego autorytetem, teraz raczej zostaje workiem treningowym. Po każdym spotkaniu zostaje widoczny ślad na twarzy bądź rękach Zuzy w postaci ugryzienia, podrapania lub szczypania.
Dzięki tej dwójce każde spotkanie rodzinne kończy się tak samo, że wszyscy wychodzą z megabólem głowy, zdenerwowani i marzący o tym, żeby nie spotkać się z tymi drugimi przez kolejne tysiąc lat świetlnych.
Po czym widzą się następnego dnia;-)))
Dzięki tej dwójce każde spotkanie rodzinne kończy się tak samo, że wszyscy wychodzą z megabólem głowy, zdenerwowani i marzący o tym, żeby nie spotkać się z tymi drugimi przez kolejne tysiąc lat świetlnych.
Po czym widzą się następnego dnia;-)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...
