poniedziałek, 14 lutego 2011

klaps

Dziś będzie o karach. Cielesnych i psychicznych.
Był uroczy, niedzielny spacer w miejskiej palmiarni. Były bambusy, palmy kokosowe, bananowce, węże, żółwie i inne gady. Wszystko przebigało jak w filmie familijnym klasy b, czyli teoretycznie straty piniędzy nabilet, ale warto od czasu do czasu pouczesnticznyc w takiej kiczowatej uczcie.
Ad meritum. Dla dopełnienia tej sielankowej atmosfery postanowliśmy udac się jeszcze na kawę do palmiarnianej kawiarni. I tu zaczyna się kino też klasy b, tylko gatunek jakby bardziej w kierunku thrillera. Na pierwszy ogień poszła cena kawy. Była dośc wyoska, więc podejrzewam, że była zrobiona z ziaren wyhodowanych w rzeczonej palmiarni i dlatego taka drogocenna, bo hodowla ciężka. Sernik wiedeński też chyba pieczony w Wiedniu, stąd cena uwzględniała koszty transportu. No ale to był tylko wstęp, do prawdziwej kary. Okazała się nią tradycyjnie córka mamy i taty oraz cierpliwość całej trójki.
Dwie minuty- tyle wysiedziała Zuza na krześle, potem zaczęła krzyczeć, że chce biegać, chodzić i iść do węża. Mamie szczęki chodziły i odbiła piłeczkędo taty. Tata się trzymał i jak mantrę powtarzał, że "zaraz dostanie [dziecko] wciry". I tu właśnie zapalila się w głowie mamy lampka. Klaps. Miejsce publiczne. Kara. Donos. Ogólnie klops. bo dziecko wariuje, rodzice też, ale z nerwów i niemożności wypicia swojej drogiej kawy i delektowania się swoim wiedeńskim ciastkiem prosto ze Śląska, a tu nie ma w rękach,dosłownie, żadnego narzędzia, którym można by okiełznać.
Kawę wypiliśmy na raty, w tempie ekspresowym. Doszliśmy do wniosku, że nasze dziecko ma mało cierpliwości, że dużo ćwiczeń przed nami wszystkimi, i że chyba pomimo całej nagonki na klapsa na pupie dzieci my chyba jednak czasami go damy, bo inaczej już nigdy nie wyjdziemy do ludzi, przynajmniej w towarzystwie naszego, ćwiczącego cierpliwość swoją i naszą, dziecka.

wtorek, 8 lutego 2011

stagnacja

czyli ciąg dalszy trudnych słów. Nastąpiła w moim mamokobietowaniu. Nic się nie dzieje, jaki to spokój. Tata wrócił do domu, po wielomiesięczej pracy i oczywiście tradycyjnie działą nam na nerwy, głównie wzrokowe, bo po pierwsze nadal hoduje swoją włosopłetwę, po drugie wszędzie wszystko rozkłada, zostawia i psuje nasz ( znaczy mamy, bo Zuza te zdolnoci to raczej po tacie) ład. Mama wróciłą do pracy, bo ferie dobiegły końca i męczy się i innych swoją przeuroczą osobą. Na dworze panuje zimowo-wiosenna odwilż. I tradycyjnie temepratura plus 6 i lekkie słońce spowodowała, że ludzie uwierzyli, że to już wiosna i wyskakują na ulicę w bluzach. Czekam na pierwsze klapki!
Tradycyjnie mamie nie chce się nic, a szczególnie wymyślać, co by tu zrobić na obiad, żeby się nie narobić i coś zjeść. Marzę nie odparcie i od wielu lat o możliwośći stołowania się tylko w knajpach, ale że nasze wahikuły konsewkentnie nas zawodzą, to narazie jestęmy na etapie, że mama w stanach głębokiej nerwicy musi wymyślać i gototwać, bo trzeba sobie sprawić niezawodny wehikuł.
Co by tu jeszcze? A dziecko!Otóż rozwija się, po ogólnych oględzinach wnoszę, że prawidłowo. Wszędzie zostawia swoje smarki, bo tradycyjnie zresztą, wystarczył dzień, aby powrócił "żłobkowy glut". Ponadto wspomniane już dziecko alergicznie reaguje na swoją matkę- kiedy ta wchodzi do domu dziecko włącza tryb "krzycz o wszytko, co się da, wymyślaj, ile wlezie", czyli jest ciężko i do patologii blisko.
To na tyle tych wieśći ponurej treści. Rozwijamy się w kierunku swojej "przerekalmowanej" dorosłości z myślą, że wszytko już było i powróci jutro.

środa, 26 stycznia 2011

dziecko demolka

dziecko demolka
mama krejzolka
kolejny etap rozwoju potworka
jest ketchup na ścianie
czyli była kiełbaska na pierwsze śniadanie
długopis to dziecka miłośc wielka
bohomazy w przedpokoju prawdziwa rewelka
tusz i pieczątkowanie
to młodej prawdziwe wyzwanie
a mama wariatka ze szmatką nieustannie
ściera i szoruje wszystko co popadnie
ratuje co się da
póki siłę jeszcza ma;-)

czwartek, 20 stycznia 2011

platynowa myśl

kiedy patrzę na Zuzę opiekującą się swoim misiem, widzę kopię wszytskich rzeczy, które wykonuje, mówię w stosunku do niej. Dzieci są kopia swoich rodziców. Możemy się w nich przeglądać jak w zwierciadle. Naprawdę , to działa.
Jakże pięknie połączyły się nasze geny, mamy i taty, że mamy takie cudne, prywatne zwierciadło, jesus....;-)))

środa, 19 stycznia 2011

a fe!ferie

ambiwalencja- trudne słowo. Towarzysz mi od momentu podjęcia mojej decyzji o spędzenia czasu ferii ze swoją córką. Myślałam, że pomysł przedni, że będziemy się super bawiły. I skłąmałabym, gdybym powiedziała , że tak jest! Teraz nie moge się wycofać i poddać sama przed sobą. Ale fakty są takie: padam, moje dziecko mnie katuje! Wniosek: gdzieś popełniłam błąd, że jest tak, a nie inaczej albo po prostu matki są skazane na takie cierpienia za to, że nie urodziły się mężczyznami. Tfu.
Rano. zuza wstaje i krzyczy : do mamusi. miłe nie powiem, ale tylko do momentu, kiedy nie każe mi wstać i isć się bawić "do pokoiku" bo sama nie da rady. W ogóle coś takiego jest, że Zuza nie dopuszcza, żebym w ciągu dnia się położyła lub nawet siedziała w pozycji półleżącej. Dlaczego?
Przed południe. Mama musi, bo wcale nie chce gotować. Zuza oczywiście tego nie chce i co chwilę wymyśla, co by jej tu podać albo gdzie chciałaby się znaleźć. OCzywiście nie sama tylko "z mamą".
Po południe. szczyt krzyku sięga zenitu. Degustacja mamy jeszcze wyżej, a nuda to już w ogóle jest gdzieś pod chmurami. Więc szukamy, wysmyślamy gdzie by się tu udać. Czas na ubieranie. I tu rozgrywa się horror. Czekam aż sąsiedzi zadzwonią po jakieś służby, bo krzyk wydawany przez Zuzę w momencie ubierania, albo raczej próby ubrania jej czapek, szalików, kurtek jest nie do opisania.
A na domiar złego dziś się dowiedziałam, że od 1 lutego znika Cbeebies, a ja dopiero teraz odkryłam, że możemy oglądać wszystkie bajki tylko po angielsku. Jedyny pozytyw jest taki, że ferie kończą się 30 stycznia, więc Zuza będzie w żłobku.
Żarty żartami- fajnie że jest wolne, a narzekać zawsze na coś trzeba. A czas spędzony z córką bezcenny, za herbatki uspokajające mama zapłaci kartą;-)

sobota, 15 stycznia 2011

mak-owa panienka

cytat " Żądamy ekspertyz psychologicznych ofiar katastroy smoleńskiej"Dla mnie to fenomen jak można zrobić ekspertyzę psychologiczną trupa!!!Świat poczynił wielki krok naprzód. Tylko partia "Polska jest najważniejsza" mogła wysunąć taki postulat, aby udowodnić, że "Polska jest najśmieszniejsza".
Przejmowałam się, żyłam, autentycznie tą katastrofą. Dziś jednak widzę, że głupota żyjących jest tak wielka, że rzeczywiście trzeba najeść się dużo mak-u, żeby opowiadać takie bzdury. Chyba trzeba mi się ubrać po trochę mak-u do sklepu, żeby coś zrozumieć.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

tak ot

małymi krokami powraca do mnie kobiecość, a odchodzi "matkowanie". Kupiłam sobie pierwszy raz od dłuższego czasu sukienkę, nie z konieczności, nie w pośpiechu, tylko po prostu z czystej fanaberii. Jak za dawnych lat...
Dziecko odebrałam ze żłobka późno, choć zajęcia kończyłam wcześnie. Idziemy w stronę "ja", odchodząc trochę od "ona", poszukując równowagi na "my".

sobota, 8 stycznia 2011

prze-języczenie

Tło.
Od dwóch godzin staram się uśpić Opuncję. Opowiedziałam już 10 bajek w wersjach autorskich, Zuza była już w łóżku, w łóżeczku z misiem, z Elephantem z poduszką i bez niej.
Dramat.
Zuza krzyczy: "Niedobra mama, niedobra mama, niedobra mama. Nie wolno bić dzieci. Zuzia płakała dzisiaj. MAMA JEST GŁUPIA!!!!"
Autebtycznie to jest cytata bez przeryswoania.
Pierwsza zniewaga z ust własnej corki. Trcohe wcześnie...chyba, chociaż z drugiej strony pora późna;-)
PS. Tata wcześniej próbował rozbawaić Zuzę na co mu odpowiedziała" Adam przestań. zgłupiałeś ty!"
Czyli w znieważaniu mamy 1:1;-)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

starsze

o rok, ale wcale ne mądrzejsze nawet o minutę. Witamy w 2011 roku!!Myślą przewodnią niech będzie hasło, że wszystkie dzieci są wspaniałe, ale moje jest najwspanialsze (przynajmniej dla mnie);-)Udowodniło to moje dziecko podczas minionych dni.Język daje olbrzymie możliwości i słuchanie zuzy, obserwowanie jej poznawania świata przez język jest czymś megazabwnym i fascynującym i przyznaję, że byłabym w stanie wziąć teraz kolejny rok urlopu, a dla mnie to duże wyrzeczenie. Moja fascynajcja jednak moją córką jest tak olbrzymia na dzień dzieisjzy i tym jak poznaje świat, że mogłabym z nią siedzieć... nawet w domu.
" Dalej dalej seniorita", czyli hymn naszego Sylwestra.
Adam Małysz- bohater Opuncji i wszyscy narciarze na stoku.
Nie tym tonem- czyli Lut, Zuza i palec wskazujący .

wtorek, 28 grudnia 2010

rozgrzewka

minęły nasze objedzone święta. Było świątecznie, jak co roku, a teraz przyszedł casz na ćwiczenia przed Sylwestrem, który chyba będzie dla Zuzy prawdziwym żywiołem i będzie się czuła jak ryba w wodzie (sic!). Bo tańce to druga natura Opuncji. Narazie ćwiczy z "mało świątecznym" świątecznym Mikołajem. Mamę głowa boli, ale czego się nie zrobi dla swojej jedynej córki. Do zakochania jedno parcie;-)A oto tańczący obiekt mojej miłości:

prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...