Wątki tego weekendu są dwa, a ponieważ moje lenistwo osiąga fazę kulminacyjną i już dawno przekroczyło stan alarmowy, nie będę się poświęcać i pisać dwóch postów, tym bardziej, że moje jedyne, jak do tej pory, dziecko, też ma chyba fazę kulminacyjną, ale złego humoru i wymuszania na mnie wszystkiego, więc dwa wątki będą w jednym poście. Co więcej postaram się znaleźć wspólny mianownik.
Przyznaję nie chciało mi się iść na kolejna imprezę architektów, na której będą mówić A) o architekturze b) o architekturze i swojej pracy w biurze C) o architekturze i pracy w innym biurze;-)Ale ostatecznie dałam się przekonać i poszłam. Postanowiłam się znieczulić- już na miejscu dla jasności- i okazało się że jest super. Naprawdę mi się podobało, okazało się nawet, że były cztery osoby razem ze mną, które nie mówią o architekturze, co więcej nasz wspólny apel o zakaz tematów zaczynających się na "a" podziałał i takim to o to prostym sposobem mówiliśmy o "kwasach i zasadach", i o tym, że są takie miejsca w Polsce, ba nawet na Śląsku, w których na wszystko mówi się " taksówka". a no i jeszcze, że blog mamy jest fajny, bo są na nim "takie zdania złożone";-)Dziękujemy ci Kubo, razem z Zuzą of course, za te zdania, bo dla nas to naprawdę komplement, staramy się je składać jak najbardziej się da. a no i jeszcze sie okazało, że poprzez blog wyszło, że tata Adam klei pierogi, a są tacy którzy jeszcze ani jednego pieroga w swoim życiu nie ulepili dla kogoś;-) Tak więc wrażenia są takie, że taksówka po nas przyjechała i do taksówka nas zabrała;-)))
Wątek drugi to - przestraszona mama. Pierwszy raz ją taką widziałam i muszę przyznać, że nie podoba mi się to. Bo moja mama nie może się bać. Nie i już. Ja się mogę bać, tata może się bać, sistra może się bać, ale nie mama i Adam. Oni nigdy nie mogą się bać. Droga mamo, wiem, że teraz tego nie przeczytasz, ale kiedyś jak to przeczytasz, to chcę ci powiedzieć, że nie możesz się bać, bo nie ma czego, z każdej opresji wychodzimy ogromną ręką. Pamiętasz, przecież zawsze się śmiejemy, że "my na katar nie chorujemy". Nie możemy psuć naszych statystyk i zacząć się bać. To nie przystoi! Raz, dwa, trzy i po bólu. A tak poza tym to jak ja przeżyję bez fachowej opieki dla zuzi. Fakt czasami się buntuję, że już mam dość, ale teraz widzę, że nie ma się gdzie podziać, nie ma gdzie iść, z kim się poprzekomarzać i komu Zuzę podrzucić zupę zjeść;-)Ale tak właśnie widać miało być- muszę gotować zupę sama;-)buuuu i ćwiczyć swoją cierpliwość z opieką nad Zuzą bez pomocy mamy....A ty mamo się nie bój, bo nie ma czego...to tylko blaszka i do tego nie pierwsza w rękach tego lekarza, więc szybko cię poskłada i będziesz jak " nowiutkie zdanie wielokrotnie złożone" ( to w ramach odnalezienia wspólnego mianownika tych dwóch wątków, średnie , ale nic innego nie przychodzi mi do głowy;-))