poniedziałek, 7 września 2009
sunday morning

nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że dni są do siebie tak podobne. Codziennie jest rano, południe i wieczór. Codziennie robimy to samo. A kiedy jest się mamą, regularność ( dodam zachowań mamy, bo ja nadal nie potrafię wykryć tej super dużej regularności mojego Pączka) jest tak duża , że czasami aż przyprawia o zawrót głowy. Bo wszystko się kręci w kółko. W naszym kółku w niedzielę występuje też tata, który robi nam czasami niedzielne zdjęcia, głównie z rana, kiedy zarówno mama jak i córka są nieubrane, nieuczesane, i w ogóle mało wylansowane. No ale cóż, tak to już z ojcami, że robią to, co im się podoba i kiedy im się podoba, nie zwracając zbyt dużej uwagi na to, że inni obok woleliby może najpierw się ubrać. Ale te niedzielne poranki są tak fantastyczne, nawet jak krzyczę, że czekam cały tydzień, żeby znów móc powiedzieć:I'm easy like a Sunday morning.
piątek, 4 września 2009
środa, 2 września 2009
odpowiedź na kolację
Rzadko się zdarza, że mam czas na oglądanie telewizji, a zwłaszcza już tej porannej, jako że rano jest jednym z najgorętszych okresów mojej podzielonej na pięciominutowe odcinki doby. Bo rano jest przewijanie, zawijanie, jedzenie, zabawianie i ogólnie stawanie na głowie, oczywiście ze strony mamy, żeby zrobić wszystko, co niekoniecznie chce się robić, bo dalej chciałoby by się spać. Tak więc, obalając mity, między innymi w oczach taty Pączka, że jak to super i w ogóle "czadzik" jest siedzieć sobie w domu na tych nieustających wakacjach z Pączkiem, pragnę poinformować, że po dzisjeszym obejrzeniu 30 minut porannego programu telewizji publicznej moja frustracja sięgnęła zenitu, szczytu, nad którym nie ma już nic tylko pustka i ewentualnie kolejny odcinek programu " Pytanie na śniadanie". 30 minut wystarczyło mi,aby potwierdzić się w przekonaniu, że bycie mamą alienuje i odcina od świata innych, a mama, biedna nieboraczka staje się obca. No bo jak inaczej może czuć się mama, która rano, swój cudowny dzień zaczęła z Małgorzatą Foremniak, która opowiadała jak super było na wkacjach w Indiach, gdzie odbyła kurs odnowy biologicznej i duchowej, na którym to dowiedziała się, że pijąc herbatę powinna celebrować tę czynnośc i potraktować ją jako możlwiość przebywania tylko z sobą. No i jeszcze wie, że ma temeprament ognia w związku z czym nie powinna
jeść pomidorów...Od samego słuchania doktor Zosi jakoś tak mdliło, a jak jeszcze zacznie się to analizować to już w ogóle można nabawić się gorączki i bólu głowy. Potem taka mama idzie wśród ludzi i celebruje tę herbatę opowiadając przy tym jaki słiczek jadło dziś na śnaidanie jej dziecko, a reszta ma wrażenie, że przebywa z kosmitką.Co zrobić, żeby nie odfrunąć? Przede wszystkim nie włączać rano telewizora, nie słuchać żadnych pytań, a już tym bardziej do śniadania, a przede wszystkim mysleć, co zrobić, żeby być ciekawym, żeby tym, co robi się teraz zainteresować innych. Bo jestem przekonana, że macierzyństwem można zainteresować innych. Należy jednak chyba najpierw być ciekawą siebie i świata kobietą, a dopiero potem mamą, bo inaczej można stać się tylko mamą, która słucha pytań na śniadanie i nie daj Boże, odpowiedzi, które tam padają.
jeść pomidorów...Od samego słuchania doktor Zosi jakoś tak mdliło, a jak jeszcze zacznie się to analizować to już w ogóle można nabawić się gorączki i bólu głowy. Potem taka mama idzie wśród ludzi i celebruje tę herbatę opowiadając przy tym jaki słiczek jadło dziś na śnaidanie jej dziecko, a reszta ma wrażenie, że przebywa z kosmitką.Co zrobić, żeby nie odfrunąć? Przede wszystkim nie włączać rano telewizora, nie słuchać żadnych pytań, a już tym bardziej do śniadania, a przede wszystkim mysleć, co zrobić, żeby być ciekawym, żeby tym, co robi się teraz zainteresować innych. Bo jestem przekonana, że macierzyństwem można zainteresować innych. Należy jednak chyba najpierw być ciekawą siebie i świata kobietą, a dopiero potem mamą, bo inaczej można stać się tylko mamą, która słucha pytań na śniadanie i nie daj Boże, odpowiedzi, które tam padają.
wtorek, 1 września 2009
nabita w butelkę


Że będzie pięknie, że mlecznie, że po sześciu miesiącach będzie już spać w nocy, że sama będzie siedzieć, że zabawi się dłużej, że wszystko bardziej regularne, i w ogóle, że cud miód...Cud jest, owszem, z miodem trochę gorzej, bo śpi różnie, chociaż nie najgorzej, mleko pije tak jak piła, ale zajada też inne rzeczy, bawi się wtedy, gdy ma humor, a długo zawsze z mamą, regularnie- nie wiem kto to wymyślił, że dzieci lubią regularność, chyba tylko taką, że na rękach regularnie trzeba je nosić;-)ale i tak nabita w nic nie jestem, bo Zuza nasza, zwana też Opuncją, jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, i zdolna jest bardzo, po mamie , no po tacie troszeczkę, i właśnie zaczyna fascynować się swoją butelką, towarzyszką jej najwierniejszą, co bardzo cieszy mamę, bo ma nadzieję, że sama będzie sobie ją trzymać, a dla wszystkich mam ułatwienie jest to bardzo duże. Tak, że odnotowujemy sukces, a raczej wstęp do niego i czekamy na dalsze jeszcze bardziej spektakularne.
piątek, 28 sierpnia 2009
jezu jak się cieszę
że jest 21. 15 i dziecko nasze jedyne i najuokachańsze śpi. Kiedyś cieszyło mnie, że kupiłam sobie fajną bluzkę, albo że egzamin zaliczony, a dziś że jest cisza, że nie trzeba nosić na rękach i że kupa jest przebrana i kolejna najprawdopodobniej będzie dopiero rano. Priorytety się zmieniają, świat się zmienia, ja się zmieniam i tylko wszystko wokół zostaje takie samo, chociaż chyba też nie do końca, bo na przykład miasto nasze całe rozkopane i drogi wszędzie nowe będą. czyli też się zmienia, też nowe priorytety, szkoda tylko, że drogowe, bo inne też by się przydały. A ja bym chciała, żeby moim priorytetem na dziś wieczór była pierwsza randka, z której wrócę i powiem: Jezu, jak się cieszę, że dziecko moje dalej śpi ( aż do rana znaczy się :))
piątek, 21 sierpnia 2009
pięć minut
Teoretycznie doba ma 24 godziny i to jak nimi dysponujemy zależy tylko i wyłącznie od nas. Tak jest, ale tylko teoretycznie. Od pewnego czasu moja doba dzieli się na pięciominutowe odcinki, w których muszę robić różne rzeczy. i tak jak na załatwienie pewnych spraw pięć minut wystarcza, tak inne niestety zostają wykonywane chaotycznie, bez przemyślenia i w ogóle bez sensu, bo pięć minut to po prostu za mało. Skąd te pęicominutówki? Tak moim dniem zarządza miss Zuzanna. Jej stan skupienia na danej czynności zazwyczaj wynosi 5 minut, no chyba, że jest na rękach, z kolei moje plecy w tym stanie wytrzymują tylko pięć minut, tak więc mamy vicious circle czyli błędne koło. Właśnie jestem w trakcie takiej pięciominutówki Zuza leży na podłodze i skutecznie uderza grzechotką 9 wspaniałym drewnianym marakasem) w podłogę. Tak przy okazji babciu serdecznie ci dziękujemy za te instrumenty, bo dzięki nim w domu nigdy nie jest cicho, no chyba, że Zuza ma pięciominutową drzemkę;-) Tak czy inaczej mój nowy pięciominutowy świat bardzo mi się podoba. A to takie radosne pięć minut:






poniedziałek, 17 sierpnia 2009
rodzinnie




po powrocie z wietrznej i raczej deszczowej Szkocji ( czego można było się spodziewać) przedstawiamy pozostałą część rodziny, tej zza wielkiej wody. I tak oto zapowiadana już wcześniej babcia 2, ciocia Ola, mama i tata, i Zuza of course.
Reszta rodziny ( także tej na miejscu, bo zdałam sobie sprawę, że jeszcze paru osób nie było) w sowim czasie oraz relacja z pobytu, który był fantastyczny i bardzo shoppingowy as usual zresztą, next time;-)
czwartek, 13 sierpnia 2009
w poszukiwaniu
wsrod tylu rzeczy, ktore nas otaczaja, wsrod tylu miejsc, ktore mozna odwiedzic, wsord tylu ludzi, ktorzy sa wokol odnalezc to, co przynosi szczescie wydaje sie byc prawie niemozliwe. Trzeba byc prawdziwym szczesciarzem, albo szczesciara, zeby gdzies w tym wszystkim odszukac to, co sprawi, ze bedzie do kogo i do czego wracac, ze bedzie sie umialo usmiechac na mysl o tym i ze wtedy, gdy wszystko inne wyda sie zupelnie bez sensu, ta jedna rzecz sprawi, ze wszystko wroci na swoje miejsce, do wsojego ustalonego porzadku. Kiedy nalezy przestac szuklac? nigdy. Co zrobic jak sie znajdzie? chyba nic, po prostu zyc dalej, tylko wtedy zycie bedzie juz inne, pelniejsze i nigdy takie jak przedtem.
Wlasciwie to nie wiem, czemu to pisze ckliwe, patetyczne i chyba jednak malo odkrywcze. Mialam taka potrzebe, wiec ja spelnilam;-~)
Wlasciwie to nie wiem, czemu to pisze ckliwe, patetyczne i chyba jednak malo odkrywcze. Mialam taka potrzebe, wiec ja spelnilam;-~)
środa, 5 sierpnia 2009

Ostatnimi czasy dużo rzeczy się nagromadziło. Wiele spraw do załatwienia i pralek do wyprania stąd jaki,s brak czasu na tak wzniosłe zajęcia jak blog. Przyznaję, że cały czas o nim myślałam i czułam, że coś zaniedbuję, swoją virtual confession. Ale dziś dołączam coś extra;-) Zuza i Lut, który opuścił Szczepanka, na rzecz Zuzy, której zafundował tę oto piękną,mega lansiarską koszulkę. Jak widać Zuzie bardzo się spodobała i koszulka i figle z Lukaszem, po którym jak wyszedł płakała i całą noc ( znów?) spać nie umiała;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...

