poniedziałek, 8 listopada 2010

wesoło, weselej, najweselej






jakże wesołe jest życie mamy. W przerwie między jedną pracą a drugą ma chwilę na wymarzone odmóżdżenie. W towarzystwie swojej córki i jej instrumentów. Ot, taka radosna muzyczna zabawa. Zadanie na dziś, Zuzia chowa się pod parasol, który płaczem wymusiła, aby zabrać z samochodu ( potem w samochodzie był płacz, że nie ma parasola, bo parasol przecież wcześniej był wypłakany, żeby zabrać do domu;-)), kiedy mam gra na bębenku, czyli symuluje deszczyk. Prawda, ze rozwijające. Ileż mama się nauczyła. Zawsze o tym marzyła;-)Już nie mogę się doczekać jutrzejszej przerwy;-)

niedziela, 7 listopada 2010

bez silnika

Kończy się mój tydzień z odciętym dopływem paliwa. Było wymagająco, Zuzę widzielismy wieczroami. Pewnego dnia nawet obrazila się za to na tatę i żadnego usmiechu nie bylo, a tata dwoił się i troił, ale opór byl na calym froncie. Nic, zero, zupełnie. Ale te spacery chciane lub nie daly mi dużo do mylslenia. Otóż zdalam sobie sprawę, jak wiele tracę mysli, które pojawialy się tak niespodziewanie z samego rana, kedy tak sibie szlam i szlam i szlam. Ile cenny pomyslow, a ile twarzy kandydatow na radnych trace przez to, że jadę, a nie idę. A tak dzień byl jakis milszy, jak się tacy ze slupow, drzew, lamp od samego rana do mnie usmiechali.
To byla mysl warta zapisania. Akurat na bloga.

poniedziałek, 1 listopada 2010

przemijanie



tak jakby to było wczoraj, tak dokładnie, pamiętam, jak dopiero co sama ubierałam buty od mamy. Potajemnie, żeby nie widziała. Pamiętam też rozpacz, że mama nie nosi szpilek. Tak bardzo chciałam je wtedy włożyć. Dzisiejsze pokolenie jest jakoś bardziej rozgarnięte. Wcześniej zaczyna wkładać mamy buty. Szpilek nadal nie noszę, więc już rozumiem ból Zuzy, która będzie rozpaczać, że nie może chodzić na wysokich obcasach.
Czas przemija, trzeba palić świeczki. I może zacząć nosić szpilki, żeby kolejne pokolenie nie rosło w traumie;-)

poniedziałek, 25 października 2010

syntax

1. Pierwsze zdanie: tatuś przyszedł. Zabrzmiało prawie jak Mickiewicz i jego sławetny powrót ojca. Interpretację pozostawiam na wolne od myśli po południe. Teraz jestem zajęta.
2. Pierwszy wulgaryzm. Adam odpala auto "happy tree friends", czyli mama i Zuza zapięte pasami, a tu nagle z tyłu z fotelika słychać " kuwa mać, kuwa mać" Dokładnie tak, dwa razy i bez "r". I to by było na tyle, spojrzeliśmy po sobie, nie zareagowaliśmy, żeby nie utwierdzać Pączka w przekonaniu, że nie można czyli na złość trzeba. Może się nie powtórzy. dochodzenie było, że od kogo. winny: Adam of course, wszyscy pozostali mówią, ale bez "mać";-)

środa, 20 października 2010

piękna katastrofa

czyli o tym jak układa się życie (kolejny rok)pomiędzy mamą, która na wszystko reaguje"jesus" i tatą odpowiadającym na każde polecenie " nie, bo nie". Jest śmiesznie, groźnie, niebezpiecznie, momentami pięknie. Podobno pierwsze lata "po" są średnie, a bywa że ciężkie, bo się dociera, wyciera, a nawet przeciera. Potem już jest tylko z górki, byle nie na pazurki i bez trzymanki, bo też może być średnio. Najważniejsze,żeby katastrofa była piękna, a reszta jest życzeniem....
Też cię....;-)

piątek, 15 października 2010

zaskoczenie

to stan, który od paru dni ogarnia mnie całą. zakasuje mnie przede wszystkim Zuza, a dopiero potem ja.
Muszę przyznać, że przyśpieszenie, które dokonało się w rozwoju naszego dziecka w momencie ukończenia roku jest tak duze, że po prostu go nie ogarniam. Myślałam, że jej zaznajamianie z językiem będzie jakieś takie wolniejsze, ale tu nagle ni z gruszki ni z pietruszki Zuza zaczęła mówić, oczywiście nie pełnymi zdaniami zbyt dużo bym oczekiwała, ale tempo w jakim wzbogacał się jej słownik było przeogromne. Dziś jest już całkiem komunikatywnym dzieckiem, z którym można spokojnie porozmawiać, zadawać pytania i oczekiwać nawet w miarę sensownych jednosłownych, czasami dwu, odpowiedzi.
Przyznaję nie doceniałam jej.
Mama, bo któż by inny, dał dziecku w sobotę do zabawy klucze- taty, żeby nie było, że mamy. Dziecko gdzieś z kluczami chodziło, aż je gdzieś wsadziło. Szukaliśmy z tatą 3 dni, aż spasowaliśmy. Po trzech dniach. Dziecko zaczęło krzyczeć, że znowu chce klucze. Oczywiście mama powiedziała: " Żadnych kluczy dopóki nie odnajdą się tamte! Dziecko wyszło z pokoju, po pięciu sekundach wróciło z kluczami (tymi zagubionymi) w ręku i śmiało się matce perfidnie w twarz!!!Nie podejrzewałam, że pamięta, o które klucze chodzi i , że wie gdzie je schowała. My nadal nie wiemy!!!
Dziś rano, ubieramy się do żłobka. Oczywiście standardowo powiedziałam dziecku, że jest damą. Po czym chciałam włożyć jej spodnie. I tu rozegrał się dramat. Zaczęła wierzgać nogami i krzyczeć "dama, dama" , zdzierać z siebie spodnie i kurczowo przykładając od siebie sukienkę. Mamo, przecież damy chodzą tylko w sukienkach, a nie w spodniach. Wyperswadowałam dziecku , że w spodniach też chodzą i z płaczem poszła dama w spodniach krzycząc "dama"!
A sobą jestem zaskoczona dlatego, że siedzę w domu ( trochę się rozchorowałam) i nie mogę wyjść z podziwu jak marnuję swój cenny czas na siedzenie przed komputerem!!!Odchodzę od wstrętnego pożeracza czasu!!!!

poniedziałek, 4 października 2010

u-mamiona

kiedy zuza przychodziła na świat wyobrażałam sobie jak to będzie cudnie, kiedy zacznie chodzić, mówić i będziemy wspólnie wymyślać różne zabawy na umilenie sobie czasu. Teraz Zuza chodzi, mówi, a ja właśnie odkryłam, że moje macierzyństwo się zmieniło. I właśnie doszło do mnie, że nie potrafię robić z siebie pajaca, bo tego wymagają od nas dzieci albo może raczej nam się wydaje, że one tego wymagają, przez 24 godziny na dobę. 10 godzin dziennie z przerwami to jak dla mnie czasami juz za wiele. Ponadto chyba brakuje mi kontaktu z takimi mamami, które nie żyją swoimi dziećmi tylko swoim życiem. Może jestem wyrodna,ale przyznaję wcale nie muszę biec na złamanie karku do domu po pracy tylko dlatego, że tam czeka na mnie Pączek. Owszem na weekend jej nie puszczę z babcią i dziadkiem, przynajmniej nie na ten, ale zdarza mi się po pracy jechać trochę naokoło, żeby pobyć sama z sobą. I to gorąco polecam.
Z kolei dla dzieci chodzących i mówiących nie polecam kupowania żadnych zabawek. Pozwólcie im otworzyć kuchenną szafkę i jest spokój na co najmniej pół godziny. Trzeba tylko wierzyć, że talerze to wytrzymają i od czasu do czasu zajrzeć, czy jeszcze nie widać szkła. Ja osobiście polecam garnki, co prawda jest trochę głośno, szczególnie gdy w pobliżu znajdzie się metalowa chochla, ale przynajmniej nie ma tego uporczywego chwytania za rękę i ciągnięcia w kierunku niekoniecznie zbieżnym z zamierzonym;-)
Mamy nie- histeryczki łączcie się!!!!
Tak sobie myślę, że na szkołach rodzenia pierwsze zajęcia powinny zaczynać się od pytania: czy jesteś gotowy zdziecinnieć? Jeżeli odpowiesz twierdząco to znaczy, że dorosłeś/dorosłaś do tego, żeby na nowo dorastać ze swoim dzieckiem. Jeżeli natomiast jeszcze nie czujesz, że z powrotem możesz robić babki, czytać bajki i grać na garnkach to jeszcze trochę się zestarzej, żeby lepiej ci się dziecinniało.
Kryterium gotowości do dziecinnienia jest chyba najsłuszniejszym w decydowaniu się na bycie mamą czy tatą. Bo tylko dziecinny rodzic ma dziecinne pomysły, które dzieci kochają najbardziej!!!!;-)))

niedziela, 3 października 2010

trąbka, precel i...buta






trąbka- bo byliśmy w mieście, gdzie grał taki jeden, nie zacytuję tutaj taty, w każdym bądź razie powiedzmy, że pan, który na niej (tej trąbce) grał. Standard.
Precle też tradycyjnie były, ale my nie jadamy i nie przepadamy, ale słyszeliśmy jak się inny Pan, bo nie ten sam co grał na trąbce, skarżył, że stare i się sypią.
A buta to dlatego, że tata cały czas głosił przemowę, gdzie myślą przewodnią była jakaś"buta", którą on w sobie ma i woli Śląsk, i jego potencjał. A woli za to, że trzeba się nachodzić, żeby coś znaleźć, że nic nie jest podane na tacy. A żeby zrozumieć tą naszą śląską sztukę to trzeba dłużej, a czasami nawet bardzo długo pomyśleć, ale sens jest zawsze, tylko taki bardziej minimalistyczny. A że my wolimy białe ściany, to nam się jednak bardziej nasz, wspomniany tu już kiedyś, heihmat podoba . Dla ścisłości mama to rożnie ma z tym białym, czasami lubi jakąś tam paprotkę czy tynk strukturalny;-)

podążaj za białym królikiem






czyli bardzo fajna wystawa, którą polecamy wszystkim mamom, tatom i dzieciom!

prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...