niedziela, 6 września 2015
czwartek, 3 września 2015
grupowe problemy
ZU chodzi do szkoły z mniejszością romską, szkoła od lat działa w tej "dziedzinie" i sytuacja jest opanowana w miarę możliwości i funkcjonuje bardzo dobrze. Wysyłając ZU do tej właśnie szkoły mieliśmy drobne obawy związane zwłaszcza z tym, że znając naszą córkę jest duże prawdopodobieństwo że dojdzie miedzy nią a wspomnianą mniejszością do jakiejś zależności. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Po pierwszym dniu w szkole, pytamy jak było? ZU opowiada, że wszystko ok tylko ci Romowie się jej nie podobają, bo mają stare tosty(!). Dzień drugi ZU opowiada: dziś pan dyrektor opowiadał o bezpieczeństwie, bo na placu zabaw był kontrakt jak się zachowywać, ale ci niedobrzy Romanie go popsuli. Po chwili pytam, czy ma już jakieś nowe koleżanki. Na co ZU mówi: no jeszcze nie mam przyjaciółki, ale postanowiłam, że zaprzyjaźnię się z tą Rumanką, bo jest miła i chuda, nie gruba jak ta wczoraj od starych tostów. Ile my - ojcu dziecka -jeszcze musimy się nauczyć i ile etnicznych wyzwań nas czeka ;)))
środa, 2 września 2015
pierwsza
uczennica w nowym pokoleniu starych rodów ojca i matki rozpoczęła dziś swoją długą przygodę z edukacją. Sama uczennica od tygodnia liczyła dni, kiedy to już będzie, od trzech dni odliczała prawie i godziny, powtarzając" ale jestem podekscytowana", a dziś po raz pierwszy od czterech lat wstała pospiesznie o 6.30 i przyszła mnie budzić, że to już pora i że mamy się ubierać. Mam tylko nadzieję, że ta ekscytacja połączona z entuzjazmem zostanie jej jak najdłużej, a być może i na zawsze. Natomiast my rodzice weszliśmy na kolejny level, który trochę nas paraliżuje, że to już i że tacy młodzi przecież jesteśmy i nie chcemy chodzić na wywiadówki, odrabiać zadań i się dyscyplinować codziennie rano, bo nasze spóźnienie to opinia o dziecku. Więc trochę trzeba się przeorganizować, no bo co o nas powiedzą;-) był i drugi bohater dzisiejszego dnia- pierwszy przedszkolak, który od tygodni oznajmiał dla kontrastu, że on nie pójdzie nigdzie, że przedszkole jest "gupie", że chodzą tam same dziewczyny, że on przestaje jeść, bo nie chce urosnąć, aby gdziekolwiek chodzić. Do przedszkola jednak poszedł bez płaczu jako jeden z nielicznych. Odbierając go zastałam go bawiącego się ze starszymi kolegami ( z byłej Zuzi grupy zresztą), a pani powiedziała, że jest bardzo dzielny, nie płakał wcale, wszystko zjadł , a w trakcie drzemki nie spał tylko odpoczywał. A no i oczywiście, obdarzony swoim talentem do rozesłania głowy i twarzy, już ma śliwę na czole;-) pierwszy dzień na medal "edukacji narodowej"
niedziela, 30 sierpnia 2015
wal(e)c wiedeński
piątek, 14 sierpnia 2015
piekielne wakacje radzioli
Hel. A dokładnie półwysep helski. Kamping. A dokładnie namiot-komfortowa, "carringtonowa" wręcz szóstka. I nasz pierwszy raz. Nasze pierwsze wakacje pod namiotami. Miejsce było wybrane dość przypadkowo, ponieważ aż wstyd się przyznać, ale nie jestem znawczynią polskiego wybrzeża. Półwysep wydawał się nam najbardziej egzotyczny, a do tego Hel ( w angielskiej wersji) pasował do tego, czego oczekiwaliśmy. I czego wszyscy nam współczuli i trochę ironicznie kpili. A mianowicie deszcz, zimno, robactwo, brak toalet i szarańcza naszych dzieci przeganiająca pozostałych z pola namiotowego. Pole wybrałam sugerując się zdjęciami toalet;-) i ceną. Wszystko więc było wielkim znakiem zapytania z raczej pesymistycznymi przewidywaniami. Pomimo to cieszyliśmy się nawet na ten przepowiadany przez wszystkich deszcz, bo rok ciężki. I oto proszę panstwa, jakie zdziwienie nasze było, gdy trafiliśmy na pole prowadzone przez znaną osobę;-), udało się nam rozbić dwa namioty obok siebie - co wcale nie jest takie łatwe i oczywiste w polskich warunkach- a do tego mieliśmy dość duży " dziedziniec"( jak to określił właściciel pola) , co dawało nam komfortowe warunki do grillowania, spożywania ;-) i ogólnego "namiotowania". Przezornie więcej było zapakowanych kurtek, swetrów, kaloszy, a nawet czapek. A tu DWA TYGODNIE słońca!!!deszcz padał w sumie przez 4 godziny !! Plażing, smażing i prawdziwe namiotowanie zaczynające się od 7 rano i porannej kawy na słońcu w uroczym rześkim chłodzie poranka. Wierzcie lub nie to były idealne wakacyjne warunki. W dzień chłodzący wiatr na plaży, od 18 chłodniejsze powietrze, noc w namiocie w komfortowych warunkach 21 stopni. Dzieci miały raj- piłkarzyki, bar, lody, całe mnóstwo znajomych na polu. I wcale nie rozniosły pola, aczkolwiek wszyscy znali ich imiona, bo aż tak niebiańsko to być nie mogło.I owszem trzeba było cisnąć parę razy do toalety o 3 nad ranem, ale pomimo tego to na pewno nie był to nasz ostatni raz. Na polu słyszałam jak ktoś mówił: jak pracujesz tak urlopujesz. I coś w tym chyba jest. Dla nas to były śródziemnomorskie wakacje na półwyspie helskim.
środa, 15 lipca 2015
opowieści z...borni
są majorki, są costa del sol, są wczasy all inclusive, ale są też miejsca, gdzie czas spowalnia. Nie znaczy to, że się zatrzymał, bo tak nie jest- internet lte dotarł i tu, ale jest błoto, jest zabawa, jest krowa, jest kura i jest ten sam urokliwy bałagan. Też już bardziej nowoczesny, ale dalej dający to poczucie bycia z dala od tego co na co dzień. To tu rodzą sie te wspomnienia, które potem do końca życia dają przewagę nad innymi, które hartują, ćwiczą, wzmacniają i uczą. To tu chodzi się w wiejskich ubraniach i przebiera tylko "idąc do miasta". To tu błoto przykleja się do wszystkiego i sprzątanie go to jak walka z wiatrakami. To tu człowiek nasłuchuje, w którym kacie słychać myszy. To tu rodzi się historia. I choć wakacje z trójką dzieci utaplanych w błocie plus czwórka dzieci dochodzących pozostawia wiele do spełnienia marzeń ( doczytanie jednej strony w książce do końca to jest wyzwanie; bo już zaczynasz zdanie, a tu : mama kupa; za chwile: ciocia piciu; dochodzisz do końca zdania: mama on mnie szczypie! I już masz dość czytania) to i tak wspomnienia są ważniejsze. Bo trzeba "ocalić od zapomnienia" bornie*. *bornia- cóż to??
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...

















































