sobota, 16 maja 2015

trzy lata temu

też był 16 maja. I to nic odkrywczego. Zaczął się zwyczajnie. Tak jak każdy dzień mojej ciąży. No może z tą małą różnicą, że moja niecierpliwość rosła. Chciałam już poznać syna, a on się nie spieszył, żeby nas zobaczyć. Było chłodno. W sklepie pojawiły się importowane arbuzy. Postanowiłam, że wezmę ZU pod pachę i wybiorę się po największego arbuza, a wtedy na pewno coś się musi wydarzyć. I tak w jednej ręce targalam największego arbuza, jakiego udało mi się znaleść, a w drugiej 10 kilo swojej córki. Coś musiało pęknąć. I tak się stało. Tego samego dnia o 23.04 przyszedł na świat Antoni Adam. Od tego czasu zapisuje swoją kartę w historii "naszego" świata. Jest podobny do taty. O tyle  o ile w ZU widzę siebie z lat młodości, o tyle Antek pozostaje dla mnie  zagadką. Jest uparty, stanowczy, konsekwentny, dokładny, wstydliwy. Nie uznaje kompromisów, potrzebuje zawsze aprobaty i potwierdzenia tego, co mówi. Nie ma wygórowanych oczekiwań, ale jeżeli już czegoś chce to musi to być dokładnie to i nic innego. Nie lubi ubierać się rano. Uwielbia żelki, słodycze, sałatę i zieloną pietruszkę. Dużo pije, prawie zna wszystkie kolory. A i uwielbia przyjmować lekarstwa- symuluje nawet kaszel, aby dostać dodatkowe leki:-) jest bykiem, który dziś kończy trzy lata. Ily anti 

sobota, 25 kwietnia 2015

środa, 22 kwietnia 2015

ten to ma szczęście

kto ma gówno gołębia na sobie dwa razy w ciągu trzech dni!! Pękam z nadmiaru pozytywnych zdarzeń wokół mnie- pozytywny żart. Ale mam nadzieję, że to gołębie łajno spadające właśnie na mnie, wśród tylu różnych ludzi, to tylko i wyłącznie sygnał samych genialnych, cudownych, wspaniałych zmian. Oby, gdyż mój limit "bycia obsraną" już się wyczerpał;-)

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

zakupoholiczka


Pobyt w sklepie z moimi dziećmi to jedna z moich ulubionych firm spędzania wolnego czasu- od zawsze. ZU czuje się tam jak ryba w wodzie: duże przestrzenie, dużo ludzi, głośna muzyka- jej środowisko. A gdy dawanie show w postaci publicznych tańców już ją zmęczy, to kładzie się na mały odpoczynek, gdziekolwiek, byle wygodnie.

wtorek, 7 kwietnia 2015

zwykły stół

niezwykłego męża. Cudownie jest być żoną idealnego architekta. Chcę tylko kupić stół, a mam już gotowe rzuty, zwymiarowania, modele 3d. Tak mnie zmęczyło to szukanie, że w trakcie prezentacji męża owego stołu zasnęłam:-)). A tak na poważnie, nie mieszam się, nie wypowiadam zanadto w tematach, na których się nie znam, mam pełne zaufanie do profesjonalisty. I to jest coś, czego można mi zazdrościć. 

sobota, 4 kwietnia 2015

Przemyśleń

Wam życzę. Że święta nie są od jedzenia, ale od myślenia o nas i innych wokół nas. O czasie, co ucieka i co po nim czeka. W wierze, że święta zrozumiecie życzę Wam głębokich przemyśleń, bo resztę zapewne już macie. Alleluja!

czwartek, 2 kwietnia 2015

co z tą szkołą?

Kiedy nad Polską pojawiło się widmo posyłania sześciolatków do szkół wybuchła ogólnonarodowa panika. Wypowiadali się wszyscy rodzice niemowlaków i osiemnastolatków , babcie, dziadkowie, ciocie, wujkowie, uczniowie, którzy trzy lata siedzą w pierwszej klasie, i w ogóle wszyscy i wszędzie l. Po kraju zaczęły krążyć różna petycje do podpisywania, że to zło, krzywda i katorgi straszne. Nie złożysz podpisu - jesteś wyrodna/y, niewrażliwy na krzywdę wspomnianych sześciolatków. Same sześciolatki nic nie mówiły, bo ich nikt o zdanie nie pytał w myśl zasady: dzieci i ryby głosu nie mają. Dyskusja nieco ostygła, a sprytne społeczeństwo wymyśliło sobie sposób obejścia tego wysyłania i zaczęło masowo odwiedzać poradnie psychologiczno- pedagogiczne przekonując, że ich dziecko jest mniej ogarnięte i rozwinięte niż ustawa przewiduje. Ja do żadnej z tych grup nie należę i moje dziecko, to starsze, do szkoły idzie . Dziecko się cieszy, doczekać nie może i pójść chce bardzo. (Wspominałam już o tej fascynacji wielkim korytarzem)obawy natomiast pojawiły się u mnie. Co więcej zaczęłam rozumieć tych wszystkich przeciwników tego pomysłu. Bo otóż taka szkoła to jest ciężka praca, konieczność dyscypliny, pilnowania i sprawdzania- przez rodziców. I to właśnie rodzica tracą najwiecej. Tracą swój wolny czas- bo nie mozna już cały czas wysyłać dziecka do zabawek, bo trzeba przysiąść i przez pół godziny rysować literkę"a", potem przychodzi "M" i to najgorsze "g" z tymi wszystkimi zawijasami. Do tego cyferki, prace plastyczne, plasteliny, bibuły i jeszcze angielski na deser. A jak nie zrobisz tego, rodzicu drogi, to grozi ci ostracyzm społeczny: bo co sobie pani pomyśli, że leń jesteś i tyle; bo co inne mamy i inni tatusiowie pomyślą, że nie umiesz napisać literki "g" i dziecko swoje olewasz dla swojej wygody. Fuuu. Ponadto dzieci i to nie tylko sześcioletnie, osiemnastoletnie też ( wiem co mowię od dwóch tygodni poszukuję właścicielki skórzanej kurtki, którą zostawiła w sali i nikt się nie przyznaje) są roztargnione i zdarza się im zapomnieć, że prawdopodobnie zimą przyszli do szkoły w kurtce. Któż by pamiętał o takich szczegółach. I tu kolejny zgryz rodziców- bo bankructwo jest bliskie. Licząc te wszystkie zagubione czapki, szaliki, rękawiczki, bluzy, buty, kredki ...jest to powód do odroczenia szkoły, bo kasę wydaną na tony rękawiczki można by wydać na coś innego. O tak! No i wisienki ma torcie. Wywiadówki!!! Kilka popołudni w roku spisanych na straty. W stresowej sytuacji wysluchiwania na temat braku zadań, braku dyscypliny i w ogóle braku wszystkiego. A mozna by było iść do kina, a nie kompromitować się jako nieudolny rodzic. Rachunek jest prosty: dzieci zyskują wiedzę, nowe umiejętności, nowe korytarze do biegania. Rodzice: tracą czas i cierpliwość. Dlatego być może ich głos w tej dyskusji jes taki głośny. 
To jest córka pracująca, która wyglada uroczo i ochoczo. Ale tylko wygląda!! Bo naprawdę to jest ciężka praca nasza, zmuszająca ją do pisania i przekonywania, że nie da się pisać skacząc;-)

sobota, 28 marca 2015

ar daje radę

warto chodzić na koncerty, bo muzyka ma moc, której wszyscy, a szczególnie rodzice, potrzebują szczególnie. Kto to AR? Czekam na odpowiedzi...

poniedziałek, 23 marca 2015

noc poza domem

tak, to była nocka u kolegi. Nocka córki, u kolegi o wdzięcznej ksywie Kris. Kolega jest o rok młodszy, jest synem mamy koleżanki ze szkolnych lat i kolega podobno zapałał miłością do ZU i wspólnie zaprosili się na nocną imprezkę. Ponieważ chłopcy z natury są nieśmiali, a spanie poza domem dla ZU to spełnienie marzeń(!), dlatego to ona poszła na pierwszy ogień spania, a my czekamy na rewizytę. Ogólnie noc i dzień przebiegły bez większych zakłóceń, strat w ludziach nie było( w zwierzętach też), mama Krisa nie dostała przedwczesnych skurczy ( bo kluje się brat Krisa), zuza chciała zostać na trzy dni( co jest pewnym standardem, do którego z ojcem przywykliśmy), a Kris był tak wymęczony tym dniem i nocą, że zasnął( autentycznie!!!) na schodach, gdy wychodziliśmy do domu. Przynajmniej kolejna matka przyznała, że rzeczywiście mamy dynamiczne dziecko i jest nam wdzięczna za: a)usypianie Krisa o 20 b) jednak zabranie ZU , a nie pozostawiania jej na trzy dni, gdyż ona nie ma siły;-)
Padnięty Kris
Żywa Zuza:-)

prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...