wróciliśmy, przeżyliśmy, choć łatwo nie było, ale kto jak nie my dałby sobie radę. Pot lał nam się z czoła i to bynajmniej nie z upałów. Leciały przekleństwa i to nie z powodu emocjonującego wydarzenia sportowego. Bo "wakacje" z naszymi "koneserami toalet" to jest jakby oksymoron, to tak jakby mówić o ciepłych lodach czy słonecznym Bałtyku. I na pewno na tych dynamicznych "wakacjach" w naszym powiększonym składzie nie było:
spokojnie- to pojęcie jest zbyt abstrakycjne dla" koneserów toalet". Mam takie wrażenie, że spokój wyprowadza ich z równowagi. A już spokój rodziców jest im całkiem obcy. Wchodzimy gdzieś niby spokojnie, błagamy konesreów o stwarzanie chwilowych pozorów, ale zaraz po przekroczeniu progu jakiegokolwiek miejsca koneserzy od razu muszą iść do...toalety. I ten pozorny spokój mija, bo ty mówisz już chwileczkę, zaraz, zajmijmy stolik, kupmy bilety, ale koneserzy nie uznają zajmowania stolików czy kupowania biletów, oni musza rozpocząć zwiedzanie natychmiast. A toalety uwielbiają. W te "wakacje" zwiedziliśmy ich setki, bo i byliśmy w wielu miejscach. W przypadku syna ten "wewnętrzny nepokój pęcherza"był tak duży, że zaliczyliśmy też sporo drzew i krzewów.
refleksyjnie- ale, że co, że chciałabym pomyśleć nad sobą, nad nami, nad światem patrząc się na fale? no chyba śnisz! Koneserzy jedyną refleksję mają nad wyborem zestawu lego i przekalkulowaniu, ile im zostanie jak kupią jedno pudełko i czy wystarczy im na jeszcze coś.( Bo w tym roku koneserzy wszystko mieli sobie kupować za swoje pieniądze. I to było odkrycie i złoty strzał, bo córka, która należy do umiarkowanych filantropów, dochodziła do olśniewających myśli, że wydanie 14 zł za 5 minut skakania na dmuchańcu to jest "lekka przesada i zdzierstwo")Tak więc jedyna refleksja na jaką mogłam sobie pozwolić, to pięć minut w samotności, w sklepie spożywczym i chwila zadumy nad tym,ile bułek kupić, tam koneserzy nie wchodzili, choć oczywiście chcieli, ale udało mi się uciec.No i nie ma tam toalet;-)
powolnie- spacer to pojęcie, które w naszym przypadku nabiera nowego znaczenia. Bo albo musisz gonić za hulajnogą, albo za którymś z koneserów, który oddala się w kierunku jakiejś niebywałej atrakcji, którą właśnie dojrzał. Istnieje też opcja, ze biegniesz z wózkiem, bo najmłodsza z koneserów ( tak ona też robi kupę w najmniej oczekiwanych momentach i przewijanie na przednim czy tylnym fotelu samochodu, w deszczu czy wietrze to już żadne wyzwanie) lubi prędkość, no i jak coś się dzieje.
cicho- gadanie to by jeszcze nie był aż taki problem, ale koneserzy dzielą się zadaniami. I tak koneser A. gada lub jęczy, bo ma niezliczoną ilość problemów ( tak, jasne), zaś koneserka Z. śpiewa, krzyczy, non stop się śmieje, co denerwuje konesera i zaczyna jeszcze głośniej jęczeć, koneserka jeszcze głośniej śpiewać i tak w koło. A do tego włącza się najmłodsza z koneserów, której momentami przeszkadza już wszystko, a jak wszystko przeszkadza to pomagają kołysanki, więc do tej "ciszy"dołączam ja matka i moje "aaaa, kotki dwa". Morza to mogę sobie posłuchać teraz na youtubie.
Tak nie było. I nie wylegiwaliśmy się, i nie odpoczywaliśmy, i nie nudziliśmy się. Bo byliśmy na wsi, gdzie była cała rodzina i zmieściliśmy się z czwórką innych dzieciaków w jednym domu, bo przeżyliśmy inwazję komarów w naszym wakacyjnym domku,bo co chwilę się zbieraliśmy w poszukiwaniu skateparków, bo płynęliśmy promem, bo zwiedzaliśmy Kopenhagę nawet w ulewnym deszczu, bo odwiedziliśmy najlepszy budynek na świecie w Szczecinie, bo raz pływaliśmy w morzu. Bo pakowaliśmy się, co cztery dni. Bo tak fajnie się zmęczyliśmy;-)
środa, 26 lipca 2017
poniedziałek, 17 lipca 2017
jestem na wczasach
wytargał nas wiatr, wyjście z domu oblewa mnie potem, torba, którą dźwigam waży z 10 kg jak nic, a i tak nie mam wszystkiego, standardowo zaraz po ubraniu czegoś świeżego dziecko H. puszcza pawia na mnie i na siebie, dzieci Z. i A. kłócą się o wszystko od tego, że oddychają "na siebie" po to, że w ogóle są rodzeństwem, a do tego wszystkiego atakują nas tabuny komarów, co jest dopełnieniem tej sielanki, zwłaszcza jak ma się uczulenie na ukąszenie komarow( odkryłam, że dziecko A. też ma). O czym to ja mówiłam? A że jestem na wczasach....
środa, 5 lipca 2017
love song for halina
chyba już się poznaliśmy- wszyscy. My wiemy na co stać dziecko H, a ona wie na co może liczyć z naszej strony. Halszka, jak każdy, ma lepsze i gorsze momenty. Jakoś tak skłonna jestem mówić, że tym razem jest tak mało różowo, ale poprzednio spontanicznie też tak mówiłam. Nowością przy trzecim dziecku jest większa świadomość, że wszystko mija, że wszystko może się zmienić, że wszystko jest jakoś tam takie same. Dlatego też wiem, że z perspektywy czasu pewnie będę mówiła, że wcale nie było tak źle, tak jak teraz mówię o niemowlęctwie Zuzy i Antka, choć wtedy oczywiście narzekałam, a jakże. Mając to wszystko na uwadze, Halszka jest żarłokiem, bardzo towarzyskim i pogodnym. Z tą pogodą ducha, to trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że radość sprawia jej towarzystwo stałe, ciągle, bez przerwy, wtedy jest radość. Gorzej, jak musi zostać sama. Zwierzę stadne. Ponadto doskonale opanowała sztuczkę przewracania z pleców na brzuch, a w drugą stronę narazie słabo, więc stale musi ktoś ją obracać. Poza tym picie z butelki wody idzie jej coraz lepiej, a od dwóch dni wykazuje też zainteresowanie innymi produktami niż cycowe mleko. Nie ukrywam, że kamień powoli spada mi z serca. Halszka jest też od urodzenia wybitną "stękaczką". nie tyle gaworzy, ile dużą stęka, wydaje długi, wyjący głos. No i uśmiecha się, uśmiecha, uśmiecha.
wtorek, 20 czerwca 2017
po kapciach mnie poznacie
syn był u fryzjera. Po powrocie był bardzo podekscytowany swoim nowym wyglądem. Cały czas chodził i się przeglądał, poprawiał , no cudo. Mówię mu: no super wyglądasz! Jutro w przedszkolu chyba cię nie poznają! Na co on mi odpowiada: no co ty, poznają przecież po kapciach!! Jak to dobrze czasami sobie przypomnieć, że życie jest takie piękne i proste- dziś się nie czeszę, wszyscy i tak patrzą na kapcie:-)
czwartek, 15 czerwca 2017
nie jestem anna
i brzuch mi zwisa. I może nie do końca mi to zwisa, że on tak wisi, ale też nie rwę sobie włosów z głowy, bo one same wypadają. I wcale się nie błyszczą tak, jak Annie. A i uśmiechu takiego też nie mam, że niby leżę, pachnę i rozkoszny różowy pulpecik kwili obok mnie, ewentualnie milcząco towarzyszy mi w spacerach w wózku. Owszem pulpecik jest, ale milczy około 20 minut, a mój przejaw kobiecości, czyli sprytny strój, w którym łatwo i szybko można stać się chodzącą butlą, obrzyguje w 20 sekund po skończeniu karmienia. I zawsze rzyga akurat tam, gdzie nie mam zarzuconego uwielbianego przeze mnie dodatku odzieżowego- pieluchy tetrowej. Wracając do brzucha, Anna urodziła niedawno, ja dawniej, a nawet w czasach prehistorycznych, a on dalej dynda. Nie powiem próbuje udawać annę i raz na jakiś czas podejmuję próby rekordów brzuszkowych, ale mój osobisty trener, a raczej trenerka szybko się nudzi, gdy to ja biję rekordy i zazwyczaj po 3 minutach włącza syrenę alarmową, że mam już kończyć. Chyba lubi mnie taką " zwisającą". Nie wiem jak ta matka Anna to zrobiła, że rach ciach wróciła do swoich przedmatczynych zwyczajów, bo ja się od dwóch miesięcy umawiam na jedną rundkę squasha i jeszcze nie dotarłam. Może dlatego mi ciągle "zwisa" i dynda, a nie rzeźbi się matka posąg znad Wisły. W moim domowym instagramie nie ma takich filtrów, które zamaskowałyby to, że codziennie wieczorem najchętniej odfrunęłabym na swojej miotle czarownicy gdzieś w stronę księżyca. Na pewno NIE JESTEM ANNA.
wtorek, 6 czerwca 2017
pękam
dziś pewna pani powiedziała mi, że lubi jak opowiadam o swoich dzieciach, bo robię to tak szczerze i mówię o ich wadach, a wszystkie inne mamy, które zna tylko wychwalają swoje dzieci. Cóż takie krytykanctwo wyssałam chyba z mlekiem matki;-), i mając to na uwadze staram się umiejętnie przerabiać te barwne opowiadania o wadach kanuflując w nich zalety. Trudne? Też tak myślę. Ale teraz otwarcie i jak by nie ja przyznaję, że dziecko Z. jest urodzoną gwiazdą. Właśnie wróciłam ze szkoły, gdzie mieli pokaz swojego przedstawienia, w którym dziecko Z. grało jedną z głównych ról. I tak muszę to powiedzieć- bije resztę na głowę! Ma prawdziwy talent aktorski, a scena to jednak jest jej żywioł. I tak pękam z dumy!!
piątek, 2 czerwca 2017
mistrz liter
Dziecko A. przy obiedzie swoim najbardziej opanowanym, zrównoważonym tonem pyta: mamo, na jaką literę zaczyna się kurwa? ( widać z fascynacji cyframi przechodzi po mału na litery;-))
czwartek, 1 czerwca 2017
nowość
tym razem zafundowana przez dziecko H. Żebym się za bardzo nie nudziła i koniecznie cały czas uczyła. Swoje macierzyństwo określam jako intuicyjne. Nie czułam się i dalej nie czuję ekspertką. Często, gdy słyszę mamy pierwszego dziecka, jak opowiadają o wszystkich mądrościach to czuję, że nic nie wiem. Ale potem patrzę w lewo, zerkam w prawo widzę swoje dzieci i mówię sobie uff, żyją, biegają, czyli nie jest źle! I otóż to w tym swoim intuicyjnym i zdroworozsądkowym macierzyństwie nigdy nie byłam przeciwniczką smoczków. Dziecko Z. miało, dziecko A. ssało, tak i tym razem postanowiłam zapodać dziecku H. Ale tutaj niespodzianka. Dziecku H. smoczek nie przypadł do gustu. Oczywiście pojawiały się złote porady- kup inny smoczek, przytrzymaj go dłużej. I robiłam tak, choć standardowo ciągle słyszałam, że pewnie tak nie robię, ale to są też uroki macierzyństwa- wszyscy ci radzą i ciągle przypominają, że pewnie tak nie robisz. Jakbyś była masochistką i celowo skazywała się po pierwsze na ich " gderanie", a po drugie na "ryki" twojego dziecka. Tak lubię to!! Niech znów pojawi się smoczek. Otóż żadna ze złotych rad nie zadziałała i dziecko H. smoczka nie ma. I budzi to mój lęk. Bo zaczęłam zauważać, że wieczorami przy zasypianiu dziecko zaczęło traktować cyca jak gumowy gadżet. W ciągu dnia jakoś leci, ale wieczorem karmienie/usypianie zajmuje od 15-40 minut. Może to nie jest aż tak źle?? Ale moje obawy budzi też ten moment, gdy cyca odstawię, co zbliża się wielkimi krokami. Może nie powinnam się martwić na zapas, ale ta nowość bezsmoczkowa potrzebuje wsparcia. Pozytyw jest taki, że nie będziemy musieli urządzać tej szopki pod tytułem przyszła wróżka ukradła smoczek i ryk też był. No i nie ma tych zdjęć ze smokiem na pół twarzy;-)
wtorek, 16 maja 2017
5 lat
60 miesięcy, 1826 dni doświadczam, że faceci są z Marsa, że genetyczne różnice są widoczne od pierwszego krzyku na porodówce. Od 5 lat jestem mamą małego faceta, który jest wielbicielem cukru, malkontentem wszystkiego wokół,fanem piłki nożnej, małowylewnym przedszkolakiem i fanatykiem liczb. Antku, kiedyś jak już opanujesz też litery oprócz liczb, to przeczytasz sobie, że życzę ci potęgi szczęścia, nieskończoności zdrowia i wielu pierwiastków uśmiechu.
niedziela, 14 maja 2017
spacerniak
i nastała jasność. I wyszło słońce. I wyległy tłumy do parków i na ulice. I rozpoczął się tour po okolicznych parkach, atrakcjach i karuzelach. I rozpoczęło się szukanie inspiracji na weekendy. I zaczęły się kłótnie - to weź ty coś wymyśl. I skróciła się lista tych, którzy chcieliby " odpoczywać" w naszym towarzystwie. I przydałaby się dodatkowa para rąk i oczu, żeby nadążyć za wszystkim. I chętnie nabylabym taką smycz przedłużaną z możliwością zapinania dzieci. I nie pogardziłabym zamkniętymi na kłódkę, ogrodzonymi placami we wszystkich parkach, żeby ma prywatna szarańcza nie znikała z pola widzenia. I cieszyłabym się dodatkowymi pasami dla posiadaczy hulajnóg, żebym nie musiała co chwilę wzdychać, zastygać i słuchać fochów tych dorosłych na rowerach, że "jezu, co to dziecko robi"! I chciałabym, żeby nie wszyscy chcieli spędzać słoneczne dni w parkach.I na szczęście są zdjęcia, na których wszystko wygląda tak słonecznie, spokojnie i uroczo, że aż się chce wracać na te wiosenne spacery;-)
poniedziałek, 8 maja 2017
czas dla siebie
21.30- powiedzmy zaczyna się czas dla siebie matki trójki, choć śmiem twierdzić, że przy innych ilościach w tej kwestii jest akurat podobnie. W tym czasie kobiety powinny, tak przynajmniej mówią w telewizji śniadaniowej, piszą w gazetach dla super kobiet i the best matek, zrelaksować się zażywając kąpieli w olejkach eterycznych, potem powinny natrzeć się naturalnymi masłami z algami i innymi glonami, następnie jest czas na dopieszczanie paznokci, nakładanie maseczek no i koniecznie masaż. Po tej " toalecie" tryskający uczuciem mąż robi herbatę, podaje książkę, kocyk i oddajesz się intelektualnej uczcie. Tylko tak ciężko to wszystko zrobić w 10 minut! Bo każda zdrowa matka po 10 minutach " czasu dla siebie" leży jak zabita i chrapie i żadne algi jej nie przekonają. Tak więc padam, bez masła, bez kocyka i z paznokciami saute;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...









