piątek, 29 stycznia 2016
wywiad
Skończył się semestr, więc jako matka dziecka szkolnego brałam udział w wywiadówce. Nie będę się rozpisywać, bo moje dziecko z. znacie i wiecie na co ją stać. Niech podsumowaniem będzie taka sytuacja. Pani na wywiadówce mówi: dziś pisaliśmy test z zadań z treścią i były same szóstki oprócz kilku innych ocen. Wracam do domu i pytam dziecka z.: był test z matematyki? Jak ci poszło , bo pani mówiła, że były same 6, oprócz kilku innych? A ty co dostałaś? Zuza: cztery. Ja: ( zawiedziona, liczyłam na to 6): cztery?!?myslalam, że 6. Zuza: bo mowilas, że były same szóstki oprócz kilku, no to właśnie same oprócz mnie! Cóż tu duzo mowić oddaje to jej całe podejście do tematu nauki.
czwartek, 21 stycznia 2016
3 momenty
niezależne, a jednocześnie powiązane ze sobą. Wiąże je 21
stycznia.
1. To oczywiste: Dzień Babci. Moje babcie są- były różne. Jedna była słodka, druga jest wytrawna. I to prawie, że dosłownie, ale również kulinarnie. Jedna była mistrzynią ciast. Jej torty to spełnienie moich fantazji o cukrze i słodyczy. To po niej nie zasnę bez zjedzonej tabliczki czekolady. Druga jest mistrzynią pierogów i zup.I pomimo tego, że przepisy brałam tysiące razy, że wszystko robię tak samo, to nigdy tak nie wychodzi. To jest chyba jakaś magia, której tam dodaje. Ja jej po prostu nie mam, póki co. Obie łączy to, że są jedyne i niepowtarzalne, uzupełniające się i dopełniające bycie człowiekiem. Ważny moment.
2. Urodziny taty. Mojego taty. Człowieka niełatwego, ale mądrego, spokojnego, wyważonego. Takiego, z którym można było porozmawiać, bo słuchał. Pewnie, że marudził, pewnie, że był asekurancki, ale słuchał. Poza tym był interesujący i dzięki niemu, jest co opowiadać, ma się te setki historii, tę oryginalności i znajomość wielu zespołów. A no i chyba dopełnieniem było poczucie humoru- to sprawiało, że szło się do przodu.
3. 16 lat temu podjęłam, chyba nie do końca świadomie, decyzję o związku. Z kimś z zupełnie innej bajki od mojej. Ale tak się złożyło, że chyba nasze bajki jakoś się zapętliły i od 16 lat piszemy swoją własną historię. Historię, która się uzupełnia moim zorganizowaniem i nerwowościom oraz poczuciem luzu i nastawieniem budzika na "za pięć" ojca dzieci. On przeczytał parę książek, a ja spróbowałam jazdy na rolkach i posłuchałam paru "hip-hopowych"piosenek. Pleciemy tę historie z grubszych i cięższych nitek, ale jedno jest pewne jest to historia mocna i pewna.
Tak myślałam, co może połączyć te trzy historie- zdjęcie, film, piosenka? I w końcu wpadłam na to: bo dla babć to piękna ballada o życiu, dla taty to była jedna z kultowych piosenek, a dla mnie i dla ojca dzieci pierwsza love song odtwarzana na winylowej płycie taty właśnie:)
1. To oczywiste: Dzień Babci. Moje babcie są- były różne. Jedna była słodka, druga jest wytrawna. I to prawie, że dosłownie, ale również kulinarnie. Jedna była mistrzynią ciast. Jej torty to spełnienie moich fantazji o cukrze i słodyczy. To po niej nie zasnę bez zjedzonej tabliczki czekolady. Druga jest mistrzynią pierogów i zup.I pomimo tego, że przepisy brałam tysiące razy, że wszystko robię tak samo, to nigdy tak nie wychodzi. To jest chyba jakaś magia, której tam dodaje. Ja jej po prostu nie mam, póki co. Obie łączy to, że są jedyne i niepowtarzalne, uzupełniające się i dopełniające bycie człowiekiem. Ważny moment.
2. Urodziny taty. Mojego taty. Człowieka niełatwego, ale mądrego, spokojnego, wyważonego. Takiego, z którym można było porozmawiać, bo słuchał. Pewnie, że marudził, pewnie, że był asekurancki, ale słuchał. Poza tym był interesujący i dzięki niemu, jest co opowiadać, ma się te setki historii, tę oryginalności i znajomość wielu zespołów. A no i chyba dopełnieniem było poczucie humoru- to sprawiało, że szło się do przodu.
3. 16 lat temu podjęłam, chyba nie do końca świadomie, decyzję o związku. Z kimś z zupełnie innej bajki od mojej. Ale tak się złożyło, że chyba nasze bajki jakoś się zapętliły i od 16 lat piszemy swoją własną historię. Historię, która się uzupełnia moim zorganizowaniem i nerwowościom oraz poczuciem luzu i nastawieniem budzika na "za pięć" ojca dzieci. On przeczytał parę książek, a ja spróbowałam jazdy na rolkach i posłuchałam paru "hip-hopowych"piosenek. Pleciemy tę historie z grubszych i cięższych nitek, ale jedno jest pewne jest to historia mocna i pewna.
Tak myślałam, co może połączyć te trzy historie- zdjęcie, film, piosenka? I w końcu wpadłam na to: bo dla babć to piękna ballada o życiu, dla taty to była jedna z kultowych piosenek, a dla mnie i dla ojca dzieci pierwsza love song odtwarzana na winylowej płycie taty właśnie:)
piątek, 15 stycznia 2016
to ja, to ja i to też ja
to tu, to tam dochodzą do mnie głosy, że ogarnęła was tęsknota. Was tęsknota, a mnie marazm i brak chęci do czynności twórczych plus to dręczące uczucie tego, że wszyscy jesteśmy tacy podobni i że pewnie u wszystkich to samo, że niczym się nie wyróżniam, więc po co to wszystko. No i jeszcze, żeby znaleźć sobie konkretnego, namacalnego winowajcę to pozwolę sobie, i love you so much, zwalić to na ojca dzieci. Bo moja " częstotliwość spadła od kiedy rok temu ojciec dzieci sprawił mi urodzinowy prezent, czyli uzależniający telefon, który fajnie jak był tylko w sferze marzeń, bo od kiedy go mam to internet mnie osacza, a posty wrzucałam za jego pomocą, co było średniej jakości i rzadkiej częstotliwości. Nie chciało mi się odpalać kompa,który zresztą za sprawą "dzieł" ojca dzieci został zdemolowany i wygląda raczej jak wrak i tak też się zachowuje niż jak porządnej klasy laptop. Ale mniejsza o to. Fakty są takie, że są utyskiwania, co mnie trochę łechcze, które spowodowały, że podjęłam mocne postanowienie poprawy.
Nie będę wspominać świat, "sylwestrów" i innych około grudniowych wydarzeń, bo w tym roku z przyczyn osobisto-pogodowych były nijakie i raczej miernej jakości,głównie ze względu na samopoczucie. Powrót postanowiłam zaakcentować czymś mocnym, a jak wiadomo najmocniejsze, oprócz mnie samej;-) są moje dzieła w ilości sztuk dwóch. Zacznę od dzieła A., żeby zachować jakiś porządek, w tym przypadku opcja alfabetyczna.
Dziecko A. przygotowuje przedszkolny dzień babci w przeciwieństwie do swojej siostry nie jest zainteresowany graniem roli pierwszych skrzypiec. Nie pozwala mu na to chyba jego zamiłowanie do przestrzegania zasad pojmowanych według swojego uznania oraz nieustającego potwierdzania całej rzeczywistości i każdego swojego zdania słowem prawda. "Zjem teraz kolację , prawda? Potem umyję zęby, prawda? i włącys nam bajkę, prawda?" I tak cały czas i co najgorsze na jego "prawda?" nie można powiedzieć " yhmmm" tylko trzeba odpowiedzieć" tak, prawda". Otóż syn niechętnie uczy się wierszyków. Twierdzi, że nie będzie się ich uczył, bo ma kartkę, na której są napisane i "będzie je cytał", ewentualnie mówi, ale tylko gdy ktoś inny trzyma kartkę, bo inaczej nie ma to sensu tak twierdzi. A kiedy juz poiwe z łaski raz i poprosi się o jeszcze jedną próbę to wykrzykuje "Dlacego mnie dręcys i zmusas do tego. Nie zmusaj mnie!!!" Poddałam się, trudno niech sobie czyta z kartki, zadaniem przejęła się babcia, która w koło macieju czytała mu te wierszyki. Efekt był, bo na próbie dziecko A. dostało medal za głośne mówienie i zaangażowanie. Babcia odbierała dziecko z przedszkola. Dzwoni i relacjonuje mi całą sytuację: Antek mówi, żę dostał od pani order...
Na co wtrąca się Antek i krzyczy : To nie jest pani order tylko pani Marylka...( tak nazywa się jego wychowawczyni w przedszkolu).
Teraz złotousta. Był dzień wolny. Jak to w dzień wolny, dzieci zazwyczaj wstają ochoczo o tej porze, o której w dni robocze najchętniej przewróciłyby się na drugi bok. Ale dni wolne są dniami od pracy zawodowej, a nie od uroków "matkowania" . A uroki te, jak powszechnie wiadomo, są namiastką krainy wiecznej szczęśliwości tutaj na łez padole. Ojciec wziął kartkę i pisze "ZAKAZ WSTĘPU DLA DZIECI" zwleka się z łóżka przykleja na drzwiach sypialni i zamyka drzwi, wraca do łóżka. Zza drzwi dochodzi sylabowanie dziecka Z. "Z-A- ZA-K-A-KAZ...." doszła do końca drzwi się otwierają. Ojcie: no co robisz, chyba umiesz czytać? Zuza: Umiem. Ojciec: No to czemu wchodzisz? Zuza: Ignoruję to!!
Cud to jednak cud i nie ma, co się mu przeciwstawiać.
W sklepie szukamy prezentu. Wzbijając się na wyżyny kreatywności proponuję : Może kupmy zegar, który będzie odmierzał tylko cudowne chwile w życiu !?!? Zuza: Ale to jest ściema!!
Nawet dziecko umie mnie sprowadzić na ziemię;-)
To tyle na powrót, roznieście tę radosna nowinę, że wracam. Też się cieszę, że was widzę.
Nie będę wspominać świat, "sylwestrów" i innych około grudniowych wydarzeń, bo w tym roku z przyczyn osobisto-pogodowych były nijakie i raczej miernej jakości,głównie ze względu na samopoczucie. Powrót postanowiłam zaakcentować czymś mocnym, a jak wiadomo najmocniejsze, oprócz mnie samej;-) są moje dzieła w ilości sztuk dwóch. Zacznę od dzieła A., żeby zachować jakiś porządek, w tym przypadku opcja alfabetyczna.
Dziecko A. przygotowuje przedszkolny dzień babci w przeciwieństwie do swojej siostry nie jest zainteresowany graniem roli pierwszych skrzypiec. Nie pozwala mu na to chyba jego zamiłowanie do przestrzegania zasad pojmowanych według swojego uznania oraz nieustającego potwierdzania całej rzeczywistości i każdego swojego zdania słowem prawda. "Zjem teraz kolację , prawda? Potem umyję zęby, prawda? i włącys nam bajkę, prawda?" I tak cały czas i co najgorsze na jego "prawda?" nie można powiedzieć " yhmmm" tylko trzeba odpowiedzieć" tak, prawda". Otóż syn niechętnie uczy się wierszyków. Twierdzi, że nie będzie się ich uczył, bo ma kartkę, na której są napisane i "będzie je cytał", ewentualnie mówi, ale tylko gdy ktoś inny trzyma kartkę, bo inaczej nie ma to sensu tak twierdzi. A kiedy juz poiwe z łaski raz i poprosi się o jeszcze jedną próbę to wykrzykuje "Dlacego mnie dręcys i zmusas do tego. Nie zmusaj mnie!!!" Poddałam się, trudno niech sobie czyta z kartki, zadaniem przejęła się babcia, która w koło macieju czytała mu te wierszyki. Efekt był, bo na próbie dziecko A. dostało medal za głośne mówienie i zaangażowanie. Babcia odbierała dziecko z przedszkola. Dzwoni i relacjonuje mi całą sytuację: Antek mówi, żę dostał od pani order...
Na co wtrąca się Antek i krzyczy : To nie jest pani order tylko pani Marylka...( tak nazywa się jego wychowawczyni w przedszkolu).
Teraz złotousta. Był dzień wolny. Jak to w dzień wolny, dzieci zazwyczaj wstają ochoczo o tej porze, o której w dni robocze najchętniej przewróciłyby się na drugi bok. Ale dni wolne są dniami od pracy zawodowej, a nie od uroków "matkowania" . A uroki te, jak powszechnie wiadomo, są namiastką krainy wiecznej szczęśliwości tutaj na łez padole. Ojciec wziął kartkę i pisze "ZAKAZ WSTĘPU DLA DZIECI" zwleka się z łóżka przykleja na drzwiach sypialni i zamyka drzwi, wraca do łóżka. Zza drzwi dochodzi sylabowanie dziecka Z. "Z-A- ZA-K-A-KAZ...." doszła do końca drzwi się otwierają. Ojcie: no co robisz, chyba umiesz czytać? Zuza: Umiem. Ojciec: No to czemu wchodzisz? Zuza: Ignoruję to!!
Cud to jednak cud i nie ma, co się mu przeciwstawiać.
W sklepie szukamy prezentu. Wzbijając się na wyżyny kreatywności proponuję : Może kupmy zegar, który będzie odmierzał tylko cudowne chwile w życiu !?!? Zuza: Ale to jest ściema!!
Nawet dziecko umie mnie sprowadzić na ziemię;-)
To tyle na powrót, roznieście tę radosna nowinę, że wracam. Też się cieszę, że was widzę.
niedziela, 20 grudnia 2015
i kto to mówi?
ojciec dzieci: ty , a gadałaś z twoją siostrą o sylwestrze?bo coś mówi, że Zobaczymy się 24 i wtedy może będą u nas spać, że jakaś impreza czy coś?? Bo co jest tego dwudziestego czwartego? !? To tak a propos tego całego szału przygotowań,choinek, tłoku tu i tam. Są tacy , którzy jak widać nie wiedzą o co c'mmon;-)a ja mam taki zaszczyt życia z takim " okazem", powinnam dostać na niego 500 zł- na dziecko:***
wtorek, 8 grudnia 2015
hohoho
po raz kolejny. I znów demaskacja. Chyba powoli czas kończyć z tą zabawą;-) 

Tradycyjnie najwięcej ZU bo jak na dziewczynę przystało- nie bała się, recytowała, śpiewała i błyszczała. Kostki dołączył i odważył się na zaśpiewanie "poszła Karolinka" jako znanej mikołajkowej przyśpiewki. Małpka zaś jak zwykle konsekwentny w swym uporze w całej "szopce" uczestniczyć nie chciał, z prezentu też mógł zrezygnować, bo Mikołaja wcale nie chciał, "bo wyglądał trochę jak potwór i miał dziewczynowy głos". Starzy jak zwykle poczuli się jak dzieci, które mogą powiedzieć " mission completed, again"


Tradycyjnie najwięcej ZU bo jak na dziewczynę przystało- nie bała się, recytowała, śpiewała i błyszczała. Kostki dołączył i odważył się na zaśpiewanie "poszła Karolinka" jako znanej mikołajkowej przyśpiewki. Małpka zaś jak zwykle konsekwentny w swym uporze w całej "szopce" uczestniczyć nie chciał, z prezentu też mógł zrezygnować, bo Mikołaja wcale nie chciał, "bo wyglądał trochę jak potwór i miał dziewczynowy głos". Starzy jak zwykle poczuli się jak dzieci, które mogą powiedzieć " mission completed, again"czwartek, 3 grudnia 2015
matka mistrzów
bo jak nazwać fakt, że córka jest w pierwszej trójce . A cóż z tego, że to trojka słynąca ze zbierania minusikow za zachowanie. Szczegół. Najważniejsze, że jest czołówka. A syn? Indywidualista, konsekwentny, zdecydowany. Nie obchodzi go cały system, cóż że zabawa, cóż, że podwieczorek. Jest wierny swojemu postanowieniu. I śpi. Jak ja się cieszę, że jestem matkom mistrzów, którym zawdzięczam nieustanną radość życia .
czwartek, 26 listopada 2015
afera plecakowa
Kiedy ZU zaczynała szkołę nie martwiłam się zbytnio. O to, że nie da sobie rady, że będzie się bać. Ależ skąd. To co mnie niepokoiło to, że będziemy musieli się porządnie zdyscyplinować, żeby rano być na czas, aby odrabiać zadania, uczestniczyć w wielu wydarzeniach. Znając nasze ambicje zawodowe wiedziałam, że będzie to dla ojca i matki wyzwanie. Wrzesień, październik, ba prawie cały listopad przebiegły bez większej skuchy. Drobnostki były- brak zrobionego różańca, brak pokolorowanego zadania, brak książki. Ale ogólny bilans był dodatni i satysfakcjonujący. Aż do dziś. 7.40 ojciec i dzieci wychodzą- nadmienię, że godzina ich wyjścia z dnia na dzień staje się późniejsza, co źle wróży, ale do rzeczy. Wyszli. Godzina 8.02 telefon. Ojciec dzieci- a plecak Zuzi dałaś?? Matka- nie. Ojciec- no właśnie. Na szczęście mamy "wypaśne" auto i ojciec mógł powrócić do domu i zabrać rzeczony plecak. Aby wpisać się w tradycyjne role gender cała wina oczywiście spadła na matkę- nieważne, że matka z plecakiem do szkoły nie chodzi- tylko córka dla jasności, nieważne, że to ojciec zawozi dzieci i in z nimi wychodzi, on przecież tylko kieruje autem, i tak za wszystko odpowiada matka. Nawet plecak na jej głowie.
piątek, 20 listopada 2015
Dubaj na miarę moich możliwości
Tu zdjęcie z Dubaju, tu selfie z Meksyku, tu samolot na Sri Lankę, a u mnie w sklepiku taka: sytuacja młoda ( nowa) , niegrzesząca wybitnymi umiejętnościami ekspedientka obsługuje 20 letniego pracownika budowlanego. Ten kupuje papierosy. Kupił, zapłacił, zrobił krok w tył. Ale co to nagle wraca , podchodzi do lodówki. Wskazuje na kubek z kefirem: kefir jeszcze. Na to młoda tubalnym głosem: mały???na to on odpowiada, drapiąc się jedną ręką po głowie: nie , dupny!! Ekspedientka podaje mu kefir. Lubię mój osiedlowy sklepik- to moje wrota do innego swiata, bo każdy m a Dubaj, jaki jest w stanie znieść;-)
środa, 4 listopada 2015
Pocieszycielka
Byłyśmy z ZU w przychodni. Czekała tam dziewczynka na szczepienie. Bardzo się bała i głośno płakała. ZU podchodzi do niej, siada obok, troskliwie dotyka za rękę i mówi: dam ci poradę. WIEJ STĄD!!
niedziela, 1 listopada 2015
głuchy telefon
To była ostatnia "ulubiona" piosenka
środa, 14 października 2015
poranek robota
zaczyna się o 6.00. Robot reaguje na budzik i często wbrew swojej woli wstaje. Wskakuje w kapcie i w znienawidzony przez niektórych domowników, ale jednak ciepły szlafrok. I drepcze, taki oszpecony szlafrokiem robot, do kuchni. Naciska guzik ekspresu, w drugiej ręce trzyma szczoteczkę do zębów i szoruje. Bo najważniejsze, aby obie ręce byl zajęte, aby nie mieć poczucia zmarnowanego czasu no i marnujacej sie wolnej ręki. Więc jak już zęby się wyszorują, to jedna ręka ściąga filiżankę z kawą z ekspresu, a druga podsnosi roletę. Cały czas musi być synchron. Potem obie ręce robią zaopatrzenie dla reszty pracująco- uczącej się- uczciwie dodaję, że nie robią tego dla ojca dzieci, gdyż jest to mój szczątkowy przejaw feministycznych skłonności, że ojciec podobnie jak matka ma dwie ręce, które są w stanie pracować w synchronie i naprawdę nie widzę przeszkód, aby sie włączyły do tych "roboczych czynności". Kiedy wszystkie śniadaniówki, woreczki, bidony i inne pojemniki są napełnione, robot zrzuca z siebie "zohydzony przez innych członków stada" szlafroczek i zaczyna głęboko dumać nad tym, czym by tu dzisiaj zaskoczyć wszystkich w pracy i wrzucić na swoje ciało z wałkami w pewnych miejscach, ale o tym innym razem. Po namyśle, niezbyt długim, ale dość intensywnym, wybór zostaje dokonany. Robot zmienia swoje oblicze i wtedy rozpoczyna się najwspanialszy moment całego poranka, ubóstwiany przez wszystkich, konkurujący jedynie z ariami opery włoskiej, bądź romantycznym świergotem ptaków w lesie. Robot vel. matka otwiera swoją paszczę najpierw cichutko, po ludzku można by rzec: Zuza wstajemy, Antek get up, Adam wstawaj. Ale niestety nawoływania pozostają bez odpowiedzi. Robot zaczyna głośniej- jeszcze raz to samo, ale tym razem tylko słychać przekręcanie się na drugą stronę. Wtedy trzeba przejść na kolejny level- podkręcić volume- robot zaczyna kipieć złością do imion dodaje przerywniki w stylu: no już, kurde, znowu się spóźnimy, no tak dalej być nie może, czemu tylko ja wstaję, dobra ja też nic nie robię, mam to gdzieś, zawsze wszystko musicie popsuć. (I ok czasami sa ciche wulgaryzmy, ale zachowajmy dobry ton). Najszybciej na te wrzaski reaguje dziecko A. , które wstaje, owszem, ale jego wstawaniu zawsze towarzyszy jakiś ezgzystencjalny problem w stylu: jestem głodny, chcę mleczkanapkę, deserek, cukierek, słodycz. nie jest to bynajmniej optymistyczne hurra, ale jestem szczęśliwy , a raczej jęczenie od samego rana. Dziecko Z. dołącza bez wyraźnego focha (zazwyczaj), ale zawsze nieogarnięte: Ubieraj się! No już! i siedzi No ubieraj sie, halo! No juz dobra! i siedzi. No Zuza ubieraj się!!! No już, już!! Po czym zaczyna ubierać spodnie na piżamę, albo ewentualnie ściągając piżamę i nie zakłądając majtek. /ot taka artystyczna dusza/. Ojciec dzieci wstaje ostatni o 7.20!!!Plan wyjsćia jest zawsze o 7.30!!Nie reaguje w ogóle na żadne komentarze, narzeknaia, warczenia i inne dźwięki z mojej strony. Jak zombie przetacza się do łazienki i wychodzi jak nowonarodzony. Ubiera się, całkowicie wyłączony, odizolowany od dramatów, które rozgrywają się wokół niego, nie reaguje na narzekania dziecka A. , na krzyki dziecka Z. , że nie chce czesać wlosów, na utyskiwania robota vel. matki, że już ma dość- codziennie tego samego "uroczego" poranka. To jest talent wyłączania się, który robotom nie jest dany, są zbyt mechaniczne i nie mają takich zaawansowanych funkcji. Jest 7. 40, bo zawsze jest te 10 minut spóznienia, co wiąże się z kolejnym narzekaniem robota, że się spóźnimy, że o matko i o Boże!
Poranek po poranku mija, a robot nie wie, którą śrubkę trzeba dokręcić, a może odkręcić, który guzik nacisnąć, aby się zresetować i wyjść z domu jak ludzie, a nie jak inne roboty, bo wszystkie mamy chyba tak mamy. Dość przewidywalny system poranków robotów.
Poranek po poranku mija, a robot nie wie, którą śrubkę trzeba dokręcić, a może odkręcić, który guzik nacisnąć, aby się zresetować i wyjść z domu jak ludzie, a nie jak inne roboty, bo wszystkie mamy chyba tak mamy. Dość przewidywalny system poranków robotów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...
