Poprosiłam wczoraj zu, aby na chwilkę zajęła Halszkę zabawkami. Nagle słyszę- przydałby się jakiś sznurek! No to reaguję. Wchodzę, a tam już konstrukcja gotowa. Przywiązała do maty kabel od słuchawek, aby mogła sterować zabawkami na odległość i nie musiała rezygnować z bajki. To jest kreatywność i....egoizm;-)środa, 12 kwietnia 2017
zaskakiwanka
ciągle, nieustannie, każdego dnia od nowa.
Poprosiłam wczoraj zu, aby na chwilkę zajęła Halszkę zabawkami. Nagle słyszę- przydałby się jakiś sznurek! No to reaguję. Wchodzę, a tam już konstrukcja gotowa. Przywiązała do maty kabel od słuchawek, aby mogła sterować zabawkami na odległość i nie musiała rezygnować z bajki. To jest kreatywność i....egoizm;-)
Poprosiłam wczoraj zu, aby na chwilkę zajęła Halszkę zabawkami. Nagle słyszę- przydałby się jakiś sznurek! No to reaguję. Wchodzę, a tam już konstrukcja gotowa. Przywiązała do maty kabel od słuchawek, aby mogła sterować zabawkami na odległość i nie musiała rezygnować z bajki. To jest kreatywność i....egoizm;-)poniedziałek, 3 kwietnia 2017
nowoczesny romantyzm
w samochodzie włączyliśmy z ojcem dzieci starą Tracy Chapman. Na co nasza najstarsza, wchodząca, przedwcześnie, w wiek nastolatki córka odzywa się z tylnego siedzenia: ale żenada! Ojciec reaguje: ale czemu? PrZecież to fajna romantyczna piosenka. Zuza na to: no jasne, patrz na moje oczy- już się zmieniły w serca!!! ( parska śmiechem) czyli w kwestii gustów muzycznych i romantyzmu zostajemy gdzieś daleko w tyle...
czwartek, 30 marca 2017
nowa błyskotka
widać? Pierwsze spostrzeżenie córki- ale słowo mama da się powiedzieć normalnie!! Tak, droga córko, bo to jest magiczne słowo, żeby przypadkiem rzeczona " mama" przypadkiem nie mogła odpocząć;-)
piątek, 24 marca 2017
za- raz- a!
kiedy podjęłam tę męską decyzję, niepochopną, ale nie wiem czy roztropną, to wierzyłam, ba! byłam pewna, że tym razem wszystko będzie ok i na pewno nie będę się tułać po szpitalnych ziemiach, leżakach i krzesłach. Los jednak lubi mnie sprawdzać ze wszystkich stron i nie omieszkał wysłać mnie na supernowoczesną rozkładaną leżankę w szpitalu w rodzinnym mieście. Szpitalu, który z poprzednimi kurczakami omijałam szerokim łukiem, pamiętając o swoich traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. Wylądowałam tu jednak z powrotem po 28 latach tym razem w roli supportu dla najmłodszego pisklaka. Dopadł ją jakiś zarazek na tyle poważny, że bez wenflonu się nie obeszło. Na szczęście młoda dochodzi do siebie, a mój kręgosłup powoli dostosowuje się do spania na desce. Szukając pozytywów to mam niedaleko do domu, więc nie muszę korzystać z urokliwego prysznica. A poza tym zastanawiam się nad wydaniem rankingu oddziałów dziecięcych w województwie, bo mam już jakieś tam doświadczenie. I poza drobnymi niedogodnościami muszę przyznać, że jak dla mnie personel jest naprawdę ok . No chyba, że nie jestem zbyt wymagająca?;-)
niedziela, 12 marca 2017
0:1
jest 20.00, a ja czuję jakby była co najmniej północ, oczy nie mają siły już patrzeć na nic, a mózg paruje, a w jego oparach nie ma nic. Bluzka jest już porzygana ze wszystkich stron, bo do południa to jeszcze trzymam fason jako tako i przykładam uwielbiane pieluchy tetrowe, ale z biegiem dnia i ciągłym jej poszukiwaniu i niespodziewanym ulewaniu, porzucam swoją "przyjaciółkę". Do tego jeszcze żołądek przyrasta do kręgosłupa i mogłabym pić wodę wiadrami, a tu dziecko h. płacze, dziecko z. niby gra na keybordzie, tańczy i śpiewa jednocześnie, a dziecko a. standardowe jęczy, że jest głodne, i bynajmniej nie na to, co ja proponuję. A no i zapomniałam o najważniejszym, pociechą dla dziecka h. jest mleczarnia, do której mogłaby być przyklejona 20 godzin na dobę, czasami. Więc ze łzami w oczach jak wywłoka z dna morza, przytwierdzona do kanapy rozkoszuję się wolnością matki. No i te komplementy, z lewa i prawa, jak już zbiorę się na tyle, żeby jednak się ubrać i wyjsć z domu, to wszyscy , no prawie wszyscy, witają mnie uroczym - oj, chyba pani zmęczona. A gdzież tam? Kwitnę, promienieję, przekwitam - tylko dziwi mnie dlaczego wy tego nie widzicie? Walczę dalej, ale wczoraj dzieci mnie pokonały- niech się cieszą chwilową wygraną!
poniedziałek, 27 lutego 2017
ta ostatnia niedziela
przypomniała mi, że niemowlaki oprócz tego, że jedzą, śpią i duuużo wydalają, to jeszcze marudzą. Wczorajsze przesilenie ze strony najmłodszej córki vel. Pyśki doprowadziło mnie nawet do pierwszych w tym rozdaniu łez. Pyśka nie miała ochoty na nic, no prawie na nic, bo chętnie nosiła się na rękach, co odbiło się znacząco na bólu moich pleców, które wieczorem odmówiły już jakiejkolwiek współpracy. Druga rzecz, która sprawiała Pyśce przyjemność, a właściwie dwie rzeczy to - cyce. I może i bym się na to zgodziła, gdyby nie fakt, że do ogarnięcia mam jeszcze dwa pozostałe szkodniki i samą siebie, z ssącym żołądkiem, a chętnych do usługiwała nie widać. Wierzę, bo tylko wiara mi pozostała, że był to jednostkowy incydent, który nie powtórzy się co najmniej przez najbliższe dwa tygodnie. Póki co dziś wszystko narazie wróciło do niemowlęcej sielanki. I tak ma być.
poniedziałek, 20 lutego 2017
starsza
najstarsze dziecko niepostrzeżenie, w mgnieniu oka kończy dziś 8 lat. Kiedy to minęło? Nie wiem. Dopiero przebierałam jej pieluchę, wybierałam sukieneczki, przypinając kolorowe spinki, delektowałam się śpiącą córką, wpatrywałam się jak śpi. A dziś? Codziennie rano prowadzę batalię, żeby wstała do szkoły, żeby jednak ubrała spodnie i że opaska niekoniecznie jej pasuje. Po południu walczę dalej, żeby odrobiła zadanie, żeby wyniosła talerz do zmywarki, żeby nie przezywała brata. A do tego przez cały dzień razem z ojcem krzyczymy, prosimy, żeby przestała już śpiewać lub przynajmniej robiła to ciszej ( myśleliśmy nawet o plastrach na buzię;-))Problemy odparzonej pupy zamieniły się na problemy z miłością do Marcina i podkradaniem reszty z zakupów. Czasy się zmieniają. I wcale nie jest łatwiej. Jedno póki co jest niezmienne miłość do playmobili i to jest nadzieja, że nasza Zu jeszcze jest mała, choć nieuchronnie coraz starsza. Droga Zu- pogody na każdy dzień- mama i tata.
środa, 15 lutego 2017
środa, 8 lutego 2017
tydzień w matrixie
i jak? Teraz to pytanie zastąpiło - już?dzieje się coś? I jedno i drugie tak samo trudne do odpowiedzi. Bo jak jest? Jakby wszystko działo się gdzieś obok, jakby nic nie dało się zrobić, jakby najprostsze czynności wydawały się nie do zrobienia. Tak się czuję. Niby wszystko ogarniamy, niby posuwany się do przodu, ale na jakiejś takiej adrenalinie, że nie potrafię powiedzieć, co działo się przed chwilą. A może to dlatego, że przed chwilą działo się aż tyle. Kiedyś miałam chomika i ten chomik miał karuzelę, w której biegał, a teraz ja siedzę w tej karuzeli. I co chwilę przekładam, zamiatam, nalewam, wycieram, rozlewam, przesuwam i setki innych - am. Do tego wszystkiego obok karuzelki biegają małe chomiki, które uwielbiają robić sobie na złość, a pozytywne uczucia miedzy nimi pojawiają się tak samo szybko i znienacka jak znikają. Poza tym zaczynam się irytować na instytucje państwowe ( które uważam za wybawienie- czasami), do których uczęszczają, bo cały czas utrudniają mi wyjście z matrixu. Codziennie pełno zadania, co chwilę jakieś testy, dyktanda, ćwiczenie nut, zbieranie pustych słoików, szukanie kolorowych włóczek, potrzebne są też " sztuczne oczy" do przyklejania, bale przebierańców, wierszyki na dzień babci... I jako, że sama jestem częścią tego systemu, to rozumiem intencje, rozumiem potrzebę, ale siedząc po drugiej stronie, po prostu mam dość i zdarza mi się przeklnąć koleżanki po fachu za kolejne butelki po actimelu. Tak więc kręcę się w tym swoim matrixie szukając drzwiczek do wyjścia. Z każdym okrążeniem nabieram wprawy i idziemy coraz lepiej. Ba, wydaje mi się, że widzę nawet światełko w tunelu. Wracam do siebie- pomału, ale z nadzieją.
niedziela, 5 lutego 2017
mój wkład w hr
HR w ostatnich latach staje się siłą. W zakładach pracy, jak grzyby po deszczu, rosną działy zajmujące się rekrutacją nowych pracownikow. Podążając tym tropem i ja postanowiłam wnieść swój wkład w tę dziedzinę. I tak oto 1 lutego przed południem zostałam mamą swojej prywatnej HR, która będzie nowym " pracownikiem " w naszym gnieździe. O akcji pisać nie będę, bo było szybko i klasycznie boleśnie, ale warto. To co było inne niż poprzednio to wszystko to, co wydarzyło się po. Bo byłam wyraźnie traktowana jak "weteranka". Omijały mnie wszystkie wykłady lekarzy, położnych, pielęgniarek- bo pani już wszystko wie, a na sali byłam swoistą ekspertką, do której wszyscy zwracali się o poradę. Czułam się dość dziwnie w tej roli, bo nie czuję się chyba dość komfortowo w tej sytuacji. Choć z drugiej strony widząc lęk i strach w oczach koleżanek z sali, czułam ulgę, że przynajmniej ręce nie trzęsą mi się aż tak bardzo, bo drobne dreszcze są zawsze. A oto nasza Halinka- kolejna myślicielka do kolekcji
czwartek, 26 stycznia 2017
centra handlowe- polecam
bardzo prawdziwy, jak dla mnie, obraz macierzyństwa. W większości obrazów widziałam siebie i nie wstydzę się tego powiedzieć. Czy zasługuje na Paszport Pokityki? Tu mam pewne watpliwości, ale na pewno polecam do przeczytania, chyba jednak dla rodziców niż dla kandydatów na rodziców. Tych drugich może przestraszyć, a pierwszych stawia przed lustrem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
prezent
był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...
-
Pamiętam dokładnie, gdy o 1.57 jedenaście lat temu zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Tego akurat ja nie pamiętam, ale tata cały czas mówi, że ...








