środa, 6 kwietnia 2016

ostre cięcie

dziecko A. doczekało się wiekopomnej chwili. Został chłopakiem, już nie jest moim małym synkiem z lokiem, ale ogolonym maszynką chłopakiem. Póki co przyzwyczajam się, oswajam się z nowym " gościem" pod dachem. 

wtorek, 29 marca 2016

złotouści

Antek jak na prawdziwego faceta przystało boi się wszelkiego typu owadów. Dziś też typowo jak na wiosnę przystało w naszym domu pojawił się mol. Antek w ryk i wola: sybko mamo za mną leci koszmar! Zabij ten koszmar! Aaaaaa ( oczywiście miał na myśli komara). Zuzę z kolei wzięło na wspomnienia i mówi : wiesz u Kostka na urodzinach był taki jeden super chłopak . Normalnie brunet , taki dżolero i taki zabawny . Ja : tak?? Zuza: no, opluł mnie.  I odpływa w miłości. To są nowoczesne sposoby na uwodzenie.

niedziela, 27 marca 2016

uwolnić kury

jeżeli jesteście już pełni, czyli czujecie, że przybyło wam ze 2-3 kilo lub ewentualnie nic nie czujecie ( w sensie wagi i siebie też), bo cały dzień biegaliście między kuchnią, a dużym pokojem, a w międzyczasie jeszcze zerkaliście do pisklaków, czy dalej żyją, choć akurat to dało się usłyszeć, to znaczy, że święta są w pełni, a świat dalej gna do przodu I wszystko jest w jak najlepszym porządku. no prawie jak najlepszym, bo używam końcówek rodzaju męskoosbowego, choć mam nieodparte wrażenie, że powinny to być tylko końcówki niemęskoosbowe, bo jakoś tak mi się zdaje, że koguty odpoczywają więcej w święta i na co dzień. Ale chciałam być poprawna "politycznie". Całe to przygotowywanie wyjątkowo"kurzych świąt" ( w sensie konsumpcyjnym) było bardzo odległe  w tym roku ode mnie i bez większego entuzjazmu. Przez cały czas przyświecała mi jedna myśl, że w obliczu sporu o chów kur klatkowych i wolnych, ja zdecydowanie czuję się kurą wolnowybiegową i całe to klatkowe przygotowywanie i zamykanie mnie  w jakiś konwenansach i ramach  bardzo mnie  w tym roku męczyło. I tak jak nie bardzo wyobrażam sobie wyjeżdżanie na święta Bożego Narodzenie, tak kolejne "kurze święta" jestem w stanie spędzić jak najdalej od swojego kurnika. Po prostu mi się nie chciało i uważam, że wszystkie kury powinny być uwolnione. Bo po co sprzątanie, po co gotowanie, jak i tak po pięciu minutach od posprzątania wszystko wygląda tak jak przed nim, a w zupie zawsze jest za mało soli.
Jedyne co ratuje moje posępne przemyślenia to to, że mój kurnik jest zawsze ostatecznie bardzo wesoły i w tym względzie mnie nie zawodzi.Wesołych kurników i Wam życzę i uwolnienia kur na kolejne święta;-))

fotostory

dowód na "nieistnienie" sprzątania


głupawka  w kurniku, czyli jak każdy mam i ja "sesja koszyk + bukszpan"




środa, 9 marca 2016

jajko mądrzejsze od kury

Wracamy do domu. Opowiadam swoje przygody: Dziś pisałam jakieś słowo na tablicy, które zaczynało się od literki "f", napisałam  drukowanymi, na co dzieci zapytały mnie,  jak się pisze "f" pisane, bo one tak muszą pisać. I normalnie nie wiedziałam.
Na co  z tylnego siedzenia wybucha coś na kształt: "Phyyyyy, hahha"( taki odgłos świńskiego prychnięcia ) ale wstyd. Nie wie jak się pisze "f" pisane.Wróć do szkoły podstawowej . hahahahah (głośne i długie)

Tak to była moja własna, rodzona córka, krew z krwi, kość z kości, sarkazm z sarkazmu....i tak dalej.

W chwili obecnej siedzimy na pozabiegowym l4 i Zu z nudów chce oglądać bajki, a ja wprowadzam swoje srogie limity czasowe.Jako argumentu używam między innymi uzależnienia od bajek, wyprania umysłu i okularów. Osobiście cierpię na zimowo-przedwiosenną chandrę, więc zamiast czytać, zamiast się rozwijać, zamiast jakkolwiek działać katuję się programami informacyjnymi. Córka przychodzi bierze pilot, wyłącza.
Ja: ej, no co ty.
Zu: no wiesz?
Ja: co wiem?
Zu: no chyba nie chcesz się "użeleźnić" (dotyka się głowę) ani mieć no wiesz- o-ku-la- rów (poprawia swoje na nosie).
 No nie chcę. Więc piszę do was tego posta, żeby nie oglądać newsów i się nie "użeleźnić".

mój stan umysłu, a raczej chęć w nim bycia



piątek, 4 marca 2016

migdałowe ucho

poszłyśmy z ZU na założenie drenów do uszów, a wyszłyśmy z drenem, parantezą czyli nacięciem błony bębenkowej oraz z adenotomią ( jak ja uwielbiam łacinę;-)), czyli z wyciętym trzecim migdałem. Migdała pozbyłyśmy się z zaskoczenia, bo przez półtora roku leczenia u laryngologa jego temat się nie pojawiał. Owszem była cały czas mowa o asymetrycznym migdale lewym, ale okazało się, że lewy duży, ale może jeszcze być, a trzeci się pojawił w trakcie drenażu , więc przy okazji i go wycięli. ZU doświadczyła swojej pierwszej narkozy. Nie powiem, żeby obyło się bez ataków paniki, ale jakoś się udało z jednym tylko uszczerbkiem w postaci zerwanej żyły przy zakładaniu welflonu, z powodu napinania się i wrzeszczenia. Poza tym były łzy, lekkie wyrywanie przy ubieraniu piżamy i czepka na salę ooeracyjną. No i jeszcze po wybudzeniu ma córka darła się tak głośno, że słyszałam ją aż na drugim końcu korytarza za drzwiami bloku operacyjnego. Ja natomiast doświadczyłam uroczego kempingu prawie na ziemi i prawie pod łóżkiem, bo cieżko było nam mamom zmieścić się w sali z naszymi dziećmi, więc spałyśmy prawie pod ich łóżkami, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i miejmy nadzieję, że ewentualna powtórka dopiero za rok. Zostało nam też jakieś wędzidełko do podcięcia, ale narazie pauzuje, jest też plan, aby teraz ojciec dzieci udał się na" biwak". 

niedziela, 21 lutego 2016

7 życzeń

od wczoraj jestem matką 7 letniej córki. A oto jej lista 7 magicznych życzeń z okazji swoich 7 urodzin: 1. Być gwiazdą 2. Występować na scenie 3. Mieć fanów 4. Być dzielną i zrobić sobie dziurki w uszach 5. Być dobra w matematyce 6. Żebym żyła w dobrej Polsce 7. Żebym miała pieska. Życzymy ci ich spełnienia- mama i tata 
7 letnia ZU i jedno marzenie spełnione;-) dlatego brak go na liście, jeszcze wczoraj było. A co to??

środa, 17 lutego 2016

z życia matki pacjentki

jako matka pacjenta i pacjentki jestem raczej spokojna i cierpliwa. Cechuje się też dużą ufnością i wyrozumiałością. Tłumacząc sobie braki tu i tam czynnikiem ludzkim, złą pogodą i innymi tego typu powodami. Ale wraz ze wzrastającą ilością wizyt u lekarzy specjalistów moje przekonanie o tym, że jest się kolejnym numerkiem, nazwiskiem, kartoteką czy kartą chipową -narasta. I powoli zaczyna mi to przeszkadzać. Być może dlatego, że sama wobec siebie stawiam wysokie wymagania, w pracy i w życiu, i od innych oczekuję tego samego. Może to błąd, ale trudno mi czasami zaakceptować brak wysokich standardów wobec siebie, których niektórzy sobie nie stawiają i stąd chyba narastająca irytacja we mnie. Tak jak wspomniałam narazie proces jest powolny, ale sam fakt, że zaczęło mi to przeszkadzać jest niepokojący.
Do myśli szpitalno-filozoficznych skłoniła mnie dzisiejsza wizyta u laryngologa. Wizyta kolejna, już nawet nie pamiętam która. Wizyta miała być kolejną ostatnią przed zabiegiem planowanym na grudzień, a przeniesionym na marzec. Zabiegiem u dziecka Z. dla jasności. Wchodzę do poczekalni, a tam pusto, głucho, ani jednego człowieka, co wzbudziło mój niepokój. Pojawia się kartka: Pani doktor przebywa na urlopie. Dobrze urlop każdemu się należy, ale dlaczego nie zadzwonili. Przecież wszędzie, zawsze przy każdym okienku, w każdej rejestracji pytają o numer telefonu i człowiek krzyczy ten numer, że wszyscy wokół słyszą i znają już jeden z twoich sekretnych numerów do zapamiętania. No nic nie zadzwonili, trudno. Pytam: i co teraz, bo córka ma mieć zabieg, miałyśmy przyjść na wizytę do pani doktor, która leczy nas od 1, 5 roku!! Jest zastępstwo. No dobra niech będzie. Co prawda wolałabym być prowadzona przez jednego lekarza od początku do końca, aby była jakaś chronologia, konsekwencja i ścieżka leczenia, bo jak się zaraz okaże, każdy ma swoje sposoby. Ale trudno, nie po to zrywałam siebie i kurczaki o 7.30, żeby teraz odejść z niczym. Idziemy z zastępstwem . Pani nas przyjmuje, robi badanie, płucze uszy i mówi proszę zaczekać 15 minut i badanie powtórzymy. Aha- zdziwiłam się. Bo ta "inna" pani dokotor, nas lecząca, za każdym razem kiedy przychodziłyśmy i czyściła uszy mówiła, że niestety teraz badania nie zrobi, bo nie można bo to prąd, a to woda i że musimy przyjść za tydzień. Więc brałam te l4 dwa tygodnie pod rząd, bo niby się nie da. A tu proszę, można po piętnastu minutach. I kto ma rację? Początkowo się wystraszyłam , bo tamta przez tyle czasu wyryła mi  w głowie, że prąd i woda. I już widziałam Zuzę płonącą albo co najmniej strzelającą piorunami. No ale przecież zastępstwo też lekarz, więc czekamy i robimy badanie jeszcze raz. Przypomnę w poczekalni nie było nikogo oprócz mnie i dziecka Z. i dziecka A. Po 13 minutach idzie lekarz zastępstwo i pyta: A Pani czeka do laryngologa?? Rozglądam się, może jest tam jeszcze ktoś, kogo ja nie widzę. Upewniam się, nie nie ma. Odpowiadam: Tak ja do Pani, byłam u Pani w gabinecie 10 minut temu!!czyściła pani ucho, robiła badanie!!!Zastępstwo: o widzi Pani ja całkiem zapomniałam. I w tym momencie pomyślałam, że jednak coś tu nie działa, że to ignorancja, że to brak profesjonalizmu. Bo ja rozumiem, gdyby tam były tłumy, ja rozumiem gdyby badanie było 5 godzin wcześniej, ale upłynęło 10 minut i nie było tam żywego ducha, wiec to chyba jest przegięcie. I nawet ja spokojna matka pacjentki muszę sobie trochę żółci popuścić. Nie wspomnę już o tym, że terminy są z co najmniej miesięcznym okresem oczekiwania, a tam nie ma ani jednego pacjenta. Więc coś tu chyba jednak nie gra!
Dobra ulżyłam sobie. Badanie wyszło tak jak poprzednio, czyli zabieg jednak potrzebny, a moje przygody jako matki pajentki tylko nabierają rozpędu.

poniedziałek, 15 lutego 2016

***

moje wyrzuty sumienia kiedyś wprowadzą mnie do zakładu dla nerwowo chorych. Wszystkie wolne dni związane z wykonywanym zawodem spędzam z dziećmi. Nie zapisuje ich na dyżury, bo moje wyrzuty sumienia właśnie zaczynają krzyczeć - bądź matką Polką, ciesz się kurnikiem, pielęgnuj stado. A że opieka nad dziećmi to cud miód i nic nie robienie, to stado zazwyczaj się powiększa, bo wszyscy wokół wyrzucają, że masz tyle wolnego, że wypas, że marnotrawstwo czasu, więc jeden pisklak w tą jeden w tamtą nie robi różnicy. I tak wolne dla mnie zaczyna się o 7!! Tak o 7 rano, bo jak jest wolne to zegar biologiczny kurczaków się przełącza na tryb: wstań wcześnie, walcz głośniej i mocniej niż zwykle. Czyli 7! Zaczynamy i jest ryk non stop, albo się drą z powodu kanapki nie z tym, a tamtym, że klocek zabrał on, a przecież był jej, że nadepnął na nogę, gdzie jest piłka, nie ubiorę kapci. Albo drą się bez powodu, dla samego uwielbienia swojego głosu. W międzyczasie jeszcze są śpiewy, tańce, gry sportowe. Jest 20 i oni się pytają, kiedy będzie pidżama party. Ja się pytam jakie party? A oni tłumaczą: no takie, że będziemy mogli krzyczeć i skakać. To wy jeszcze dziś nie krzyczeliście i nie skakaliście? Oni: no nie w pidżamach!! No fakt, byli w jeansach;-)pozdrawiam wszystkie matki rodzeństw spełniających urocze wolne chwile w zaciszu domowego ogniska. Pamiętajcie one - dzieci- już niedługo dorosną i wtedy wy zorganizujecie sobie pidżama party- w samotności.

piątek, 12 lutego 2016

bohater

na szybko i bez słowa. Maruder i tyle, nadal z filozoficznym zacięciem. Wstydliwy Ronaldo, sepleniące dziecko A. 

czwartek, 11 lutego 2016

szafiarka

Moja córka w szafach grzebie od kiedy tylko pamiętam. Zawsze z nich wszystko wyrzucała, nakładała na siebie wszystko, co się dało. Problemy były z chęcią chodzenia w piżamie, jechania zimą do domu w krótkich gaciach, awanturami o chodzenie cały czas w stroju Śnieżki i tak dalej i tak dalej. Niestety szafiarka ma to w genach. Przebieranie nie ustało, a wręcz przeciwnie narosło. Bo po pierwsze Zuza sięga do coraz wyższych półek, a po drugie spryt pozwala jej na wykorzystywanie mebli do wyższego wspinania się. I tak przebiera się cały czas: kompozycje są rożne- raz hip-hop, raz poważnie marynarka, raz spódnica, raz getry, raz księżniczka. Intensywnie. Ilośc przebrań jeszcze by uszła, ale problem pojawia się z wyborem i to zwłaszcza rano. Codziennie rano rozgrywa się dramat pod tytułem- mam dziecinne ubrania, nic mi się nie podoba, to jest koszmar. I nie - nie ja jestem ich autorką( przynajmniej nie codziennie;-))za to moja córka nas nie oszczędza. Problem szafiarki pojawia się codziennie bo wyjątku. Bluzka nie ta, spodnie niemodne, ohydna kurtka zimowa, a czemu nie skóra? Ja chce futerko, ubierz mi sukienkę z cekinami i tak przez gidzinę na podniesienie ciśnienia. Dziewczyny to są jednak z innej planety, a ich szafy w ogóle z obcej galaktyki;-)

poniedziałek, 8 lutego 2016

córki

Ich widok napawa mnie egzystencjalną myślą: boszzz, starość stoi u moich stóp! Wiem, być może to przedwczesne wpadanie w panikę, ale nie mogę opędzić się od tej myśli, że czas wciąż biegnie do przodu, ale co ciekawe zataczając koło. Dziewczyny są córkami swoich ojców, a ich ojcowie byli przyjaciółmi. Teraz córki kontynuują tę tradycję. Dzieli je 4 lata różnicy. ZU jest zapatrzona w starszą koleżankę , starsza czasami ją olewa, jak to starszyzna ma w zwyczaju. Z i J na koncercie Meli 

prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...