niedziela, 18 stycznia 2015

imprezowy sezon

wokół słyszałam o "urodzinkach" dla dzieci to tu to tam. A moje dziecko Zu nigdzie nie było zapraszane. Nie żebym jakoś bardzo rozpaczała, ale nie ukrywam, że przez myśl mi przebiegło- czemuż to moja córka najwspanialsza żadne "party" nie jest zapraszana? Widząc jej dzikość w stosunku do innych dzieci, miałam pewne podejrzenia, czemu tak się może dziać, ale z drugiej strony myślałam sobie, no cóż w tym złego, że jest dynamiczna;-)
Cierpliwi zostaną wynagrodzeni- i tak dostałyśmy swoją szansę, a Zuza swoje zaproszenie na imprezę urodzinową. I to nie do byle kogo, ale do obecnej, to znaczy tegorocznej, miłości przedszkolnej. ( Bo o tym, że Zu jest kochliwa to już pisałam, teraz jeszcze wyszło, że jest dość nie stała w uczuciach, i w tym roku jej potencjalnym mężem jest już ktoś inny niż  w zeszłym sezonie, aczkolwiek stary kandydat nadal ma  pewne względy). Urodziny kolegi odbywały się na kulkach- czyli w sali zabaw- i była to trzygodzinna dzicz dzieci, z której wyszły mokre jak szczury po przebiegnięciu na karuzeli miliarda okrążeń. A co najdziwniejsze Zuza jako jedna z nielicznych nie okazywała zmęczenia, ale dalszą chęć biegania i siłą, ciągnąc za fraki, standard w naszym przypadku, musiałam ją wyszarpywać a kulkowego basenu.
Ale ja nie o tym. Lubię przypatrywać się Zuzie z ukrycia w kontakcie i zestawieniu z innymi dziećmi, bo ciągle jest coś takiego, że Zu jednak się wyróżnia, czy tego chcemy czy nie, częściej chyba nie chcemy, a jednak...
Cała impreza zaczęła się od degustacji tortu. Urodzinowy kolega siedział na złotym tronie. Po jednym boku zasiadła Zuza, po drugim jakaś inna dziewczynka,większa i starsza. Dziewczynka cały czas podchodziła do solenizanta i go głaskała, podawała talerzyk, kubeczek, chwytała za rękę. Zuza spuściła głowę i podparła ją na rękach. Udawała, że płacze i jest bardzo smutna. Przypatrywałam się wszystkiemu z daleka. Widzę, że tata solenizanta uspokaja Zu i ją pociesza. Więc jej daję porozumiewawcze znaki, żeby podeszła i wyjaśniła o co chodzi. Podchodzi. Pytam: Co jest? Zu: Bo ja jestem zazdrosna o ta dziewczyną, że ona tak przytula się do Piotrusia i tak go głaszcze. Czy możemy się kolegować? Szczęka mi opadłą. No jesus , że to już taki problem, że to taka poważna sprawa. Więc mówię, no pewnie możecie się kolegować, podejdź do koleżanki i zapytaj ją o to. Zuza poszła i zaproponowała koleżeństwo konkurentce. Ta po chwili zastanowienie zgodziła się. Po dwóch minutach, olewając dalszą część degustacji i odpakowywania prezentów, nowe koleżanki wybiegły z sali, aby wspólnie w najlepszej już przyjaźni biegać po "kulkach". Po chwili przychodzi mama Piotrusia- solenizanta- i mówi, że Piotruś płacze i nie chce jej powiedzieć dlaczego. Wysłała dwóch kolegów na przeszpiegi. Po chwili przychodzi jeden i mówi: Proszę pani, Piotruś płacze, bo go dziewczyna rzuciła!!!Miałyśmy tylko jedno pytanie : która, a prawdziwy dramat jak dwie naraz, które nawiązały nową znajomość ze sobą nawzajem!!
Potem była jeszcze jedna sytuacja, w której moja Zu błysnłęa. Czas pożegnania, pani animatorka mówi, no musicie już iśc do domu, bo pewnie zgłodnleiście, a w domu czeka kolacja. Po czym jedno dziecko mówi: no może zjemy panią. Pozostałe szesnaście dzieci w śmiech. A jedno dziecko o wdzięcznym imieniu Zu: rzuca się na panią z zębami i zaczyna ją jeść. Siłą ją odciągałam, a próbę podejmowała dwukrotnie.
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś nas zaprosi. Bo przed nami tydzień pełen karnawałowych wyzwań, bale z przedszkolu, żłobku...dzieci się bawią a rodzice szykują tylko stroje i rozwożą dzieci po imprezkach sami z wytęsknieniem oczekując jakiegoś party dla starszych i niekoniecznie w stroju myszki mickey czy cheerledarki, bo takie są plany na ten sezon. Więc zostańcie z nami....

niedziela, 4 stycznia 2015

kamil stok

Zima to pora roku, która matkom nie sprzyja. Wspominałam już o tym niejednokrotnie, bo to ubieranie, to odśnieżanie, to ciągniecie sanek po chodniku. Ale jeżeli owa matka jest narciarką profesjonalną (no dobra, pół zawodową) to już w ogóle jest koniec zimowego świata. I nie ma się, co oszukiwać, że się da i w ogóle bo jak się nie ma na podorędziu jakiejś ciężarnej, co akurat jeździć nie może tudzież babki albo ciotki to można zapomnieć o jakimkolwiek jeżdżeniu przez kolejne 6 lat do momentu, gdy dziecko tudzież dzieci będą na tyle dobrze śmigać, że nadążą za matką lub ojcem. Choć i tu o Kasprowym raczej zapominamy. To była kolejna próba przekazania narciarskiej pałeczki Zuzie i wyjeżdżenia się w obecności  Antka. Zuza po pierwszym zniechęceniu wykazała nawet w miarę duże zainteresowanie, a i talent nawet jakiś umiarkowany, wiec jest nadzieja, że za rok ogarnie śnieg na potrzeby współtowarzyszenia. Natomiast Antek też ogarnął dwie i pół godziny czekania na siostrę w warunkach mało sprzyjających zamieci śnieżnych i jęczeć zaczął dopiero po rzeczonym czasie, co jest po części usprawiedliwione. Bo ileż można siedzieć na saneczkach, jak śnieg ci wieje prosto w oczy. My z ojcem jednak doszliśmy do wniosku, że to się nie da , bo palce nam zamarzły, zrobiliśmy na szybciora po 5 zjazdów w osobności, bo ktoś musiał pilnować stada. A do tego siku 5 i 2 letniego dziecka (póki co) ubranego w kombinezon, trzy swetry, rękawice, kominiarki i inne ocieplacze w zamieci na środku stoku to jest wyzwanie i niech nikt nie gada, że tak nie jest. I pomimo tego, że na fotkach z face wszystkie szczęśliwe rodziny piszą jak to pięknie jest na nartach z dziećmi to ja mówię, może i na zdjęciach jest, ale w realu to jest hardcore nie dla profesjonalistów "stochów" , a dla mało jeżdżących "stoków". Ale fotki są słodkie:-) nieprawdaż??

czwartek, 1 stycznia 2015

sobota, 27 grudnia 2014

saga poświąteczna


Święta u Carringtonów przebiegły bez większych zakłóceń . Na początku było elegancko, potem raczej ...po polsku;-) głośna było za sprawą małych niesubordynowanych carringtoniatek, ale pewien zaprzyjaźniony lekarz psychiatra powiedział mi, że raczej powinnam się cieszyć, bo to znaczy, że dzieci nie są autystyczne. A że padło to z ust lekarza to brzmi jakoś tak poważnie. Początek 
I koniec ;-) 

wtorek, 16 grudnia 2014

siata


zapowiadana wcześniej "siata" Antka, z którą podróżuje do wszystkich miejsc do jakich się udaje, wkładając do niej rożne skarby. Ważne, aby "siata" była plastikowa i najlepiej duża. To "siata" na dziś:-)



piątek, 12 grudnia 2014

rzecz o sztuce




Ryza papieru na tydzień, ołówek ewentualnie swiecówki. I setki historii i detali, na których się koncentruje. Umysł otwarty i inspirowany głównie bajkami, książkami lub rzeczywistością wokół. Przedstawiam twórczość dziecka Z. Niebywale artystki, a z jej kreski jesteśmy niezmiernie dumni, więc czekam na opinie. Zu też, bo codziennie rano daje mi jedną własnoręcznie wykonaną" kolorowankę" i prosi, abym pokazała koleżankom w pracy i przekazała jej recenzje. 

środa, 10 grudnia 2014

zrównoważone macierzyństwo

W przyrodzie musi być zachowana równowaga. Bilans strat i zysków musi wychodzić na zero. Ilośc zjedzonych robali musi odpowiadać tym nowonarodzonym. Dni deszczowe muszą się zbilansować z dniami słonecznymi według nikomu nieznanego planu. A że macierzyństwo to zew natury- i jeżeli jest ktoś, kto jeszcze w to wątpi- to ja naprawdę nie wiem na jakiej planecie on żyje- więc w owym stanie matkowania równowaga wydaje się być kluczem do wszystkich drzwi i zakamarków rożnych wrzasków. Jeżeli jest się w posiadaniu więcej niż jednej sztuki to tym dobitniej wiadomo o czym mowię. Przy jednej bowiem sztuce owa równowaga może nie rzucać się tak ostentacyjnie w oczy, ale na pewno jest zachowana. Wracamy jednak do sztuk dwóch. Jednego dnia walczysz od godziny 6.40 do 7.30 o to, że ta bluzka ( z długim rękawem) jest tak samo fajna jak tamta ( z krótkim rękawem) i jest -6  stopni i na pewno jest to lepszy wybór. Używasz wszystkich argumentów łącznie z wystawieniem dziecka na korytarz w swetrze. I nic zupełnie nic nie działa. Po godzinie i zimnym korytarzu przychodzi chwila ukojenia, ale niedługa bo już o 7.59 jest kolejny problem- ze w przedszkolu rozbiorę się do podkoszulka. A to dopiero poranek- do wieczora problemy pojawiają się średnio co pół godziny od czekoladki, przez bajkę, a na papierze kolorowym kończąc . Kolejny dzień kolejna szansa. Budzisz dziecko Z. Przygotowując już kompromisowy strój- krótki rękaw na długi. Jest dobrze- problemiki małe- że trzy razy trzeba wrzasnąć- chodź uczesać włosy- tłumaczyć, ze dziś jest dopiero środa i zabawka za dwa dni, ale to są błahostki. Może być pięknie, ale nie jest. Bo dla zarzeczonej równowagi problemy ma dziecko A. Że chce mleczko, więc się drze, że nie wypije mleczka, też się drze, że do przedszkola weźmie trzy motory, samolotu traktor. Tłumaczysz, że to za dużo, że nie ma jak nieść, no to się drze, że chce siatkę. Potem chce soczek, czekoladkę, pączka, zdjąć kurtkę na dworze i umyć ręce już natychmiast, bo się potknął . I nie ma zmiłuj, nie ma zlituj. Bo macierzyństwo to jest stała rownowaga pomiędzy stanem umyslow twoich dzieci. Nie ma chwili na oddech- zrównoważony rozwój. Nikt tu sie nie troszczy, żeby matki nie wyprowadzić z równowagi, bo kogo to tak naprawdę obchodzi;-)

niedziela, 7 grudnia 2014

starsi o Mikołaja

przyszedł przez komin, narobił hałasu i zniknął. Jak zwykle wrażenie było. ZU bez strachu wyznała miłość w celu szybkiego przechwycenia prezentów. Kosti ze strachem w oczach, ale odważniej niż rok wcześniej wyrecytował piosenkę. Antek raczej uciekał, ale zdobył  się na tyle, aby odebrać prezent. To chyba znak, że można po mału zaczynać, choć narazie bez większej ekscytacji.

sobota, 29 listopada 2014

prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...