wtorek, 20 października 2009

You?Here?funny meeting!



poznał tata mamę i chodzili ze sobą lata całe. To do szkoły, to na dworze, za ręce się nie trzymali o żadnej porze. Mama ściemniała, że z psem biegała, a naprawdę za tatą szalała. Tak mijały lata całe, aż w końcu dnia pewnego październikowego, trzeba było pokroić torta ślubnego. Od dnia tego mama nazwisko swoje zmieniła, choć za swoim bardzo tęskniła. Z miłości jednak do taty szanownego dziś jest żoną Radzimskiego;-)

piątek, 16 października 2009

ziemniaki

tak sobie dzisiaj przypomniałam, jak dopiero co musiałam obierać ziemniaki po przyjściu ze szkoły. Bez większej chęci, ale trzeba to było robić szybko, zanim mama przyjdzie z pracy, żeby nie krzyczała i żeby ogólnie mniej hałasu było. Zawsze przy tym jeszcze trochę krwi się polało;-), bo z siostrą bój był o to, kto dziś obiera, a kto obierał wczoraj, czyli to nie jego kolej. A dziś tak sobie zdałam sprawę, że sama mam takiego pomocnika i ani się obejrzę, a będę wracać z pracy i sprawdzać, czy ziemniaki obrane;-)Nie mogę w to uwierzyć, jakoś to do mnie jeszcze nie bardzo dociera, ale fakt jest taki, że za niedługo ziemniaki będą obierać się same;-) no prawie same. I sama nie wiem czy wolałam jak sama je w pośpiechu obierałam, zawsze przenosząc sobie kosz na śmieci i nożyk przed telewizor, żeby móc oglądać. Mama oczywiście nie wiedziała, tak jak jeszcze paru innych rzeczy, o których dowiedziała się znacznie później albo dopiero się dowie;-))Ciekawe, czego ja się będę dowiadywać i kiedy? W ogóle nie sięgam tak daleko swoją wyobraźnia,a el to może być szybciej niż się mi wydaje;-)



Zuza i próba dostępu do ziemniaków;-)

czwartek, 15 października 2009

ja i mój miś;-)


proszę Państwa oto miś, miś jest dresem trochę dziś.

za czym tęsknią mamy

za płaskim brzuchem, za zakupami bez pospiechu, za niewycieraniem podłogi co pięć minut ( bo komuś coś się ulało), za praniem nie codziennie, za wstawaniem, o tej o której się chce, za wyjściem z domu, które zajmuje dwie minuty, anie 20 minut ( co najmniej przy całkowitym spoceniu i braku niespodzianki w pieluszce), za nocą bez pobudek co dwie godziny ( w ogóle o co chodzi, wcześniej Pączek spał cała noc, a teraz budzi się z zegarkiem w ręku co dwie godziny???)za czytaniem książek 9 bo tera zdarza się przysnąć nie wiadomo kiedy) za swobodnymi spotkaniami z koleżankami, a przede wszystkim za latem, bo wtedy dwie minuty Pączek wylansowany do wózka zapakowany i śmigałyśmy po parkach, lasach i chodnikach. I mamie się nie nudziło i nie stwarzała,a i Pączek był szczęśliwy, bo z ludźmi przebywał, a teraz wariuje, bo ile można patrzeć na mamę, szczególnie jak tak bardzo lubi się nowe twarze;) Tak więc zapraszamy wszystkich do odwiedzin, bo wtedy jest weselej i mniej marudniej!!!( i ze strony mamy i Pączka)
A to letni jeszcze Pączek na ostateczne pożegnanie z latem ( teraz trzeba kupić sanki;-))

poniedziałek, 12 października 2009

z nudy


wsadziła mama Opuncję do chusty i wybrała się na spacer po mieszkaniu. Ku wielkiemu zdziwieniu fakt włożenia Opuncji do chusty wprawił ją w wyśmienity nastrój. Dlaczego?
Przecież ani to pierwszy raz, ani ostatni. widać z nudów dziecko nawet z takiej błahej czynności się śmieje, ale było tak miło, że aż szkoda, że się skończyło;-)

....


Jakoś się tak deszczowo zrobiło i nawet tata, który zawsze jest na tak zaczął się zastanawiać, co to będzie za parę lat. Bo teraz jest super, Pączek się cieszy, jest szczęśliwy i ogólnie niczego mu nie brakuje, tak przynajmniej się mamie i tacie wydaje;-) Ale tak sobie pomyśleliśmy, że za parę lat trzeba będzie Pączkowi powyjaśniać to i tamto, dlaczego jest tak, a nie inaczej. No i tak sie zastanawialiśmy z tatą, kiedy i jak to zrobimy. Kiedy powiemy, że Pączku drogi trochę różnisz się od koleżanek, ale i tak jesteś najlepsza, a może właśnie dlatego tak wyjątkowa. Tak sobie też pomyśleliśmy, że super by było, gdyby pamiętała te wszystkie dni, które są teraz, bo one na pewno by jej pomagały wtedy, gdy będzie padał deszcz. Bo pomimo naszych najlepszych starań, tak sobie myslę, że mogą być dni, kiedy myśli w głowie większego już Pączka będą biegały, goniły się i ciężko będzie je złapać, ale oczywiście my się bardzo postaramy, żeby je wszystkie wychwytać.
A i jeszcze jedno już się przyzwyczailiśmy do mamy i taty i nawet sami do siebie tak mówimy- przełomowe wydarzenie;-)

wtorek, 6 października 2009

genetyczna opuncja

seriale to fikcja i nikogo chyba nie trzeba przekonywać do tej tezy, a już zwłaszcza, kiedy ma się kontakt ze służbą zdrowia i porówna się ja do serialowych przychodni, cudownych, zawsze uprzejmych lekarzy, którzy żyją problemami pacjenta i są mu całkowicie oddani. Oczywiście wyjątki się zdarzają, choćby endokrynolog, która leczy Zuzę, ale ogólny obraz raczej odbiega od tego stworzonego prze świat, w którym wielu Polaków niestety żyje. I może dlatego tak boleśnie przeżywają każdą wizytę u lekarza. No bo gdyby szli z innym nastawieniem, że będą siedzieć, że będą czekać, że pani doktor w ogóle ich nie pozna chociaż przyszli już na wizytę po raz setny, no i że godziny przyjęć są godzinami orientacyjnymi. Tak żeby się pacjent orientował, że masz przyjść na 2 po południu, a nie na drugą w nocy. A to, że został przyjęty o 17 to przecież żadne przestępstwo, ogólna orientacja była.
Nasza szczęśliwa trójka też miała kolejną okazję spędzić uroczy dzień u lekarza. Przy czym my zawsze jesteśmy pozytywni, no mama może trochę mniej, ale tata zawsze, bo generalnie neguje wszystko, co mówi mama, więc skoro mama narzeka to tata mówi, że wszystko jest super. Opuncji też się podobało, bo wokół byli ludzie, więc ciągle coś nowego,a i na rękach mogła być noszona bezkarnie, bo przy ludziach oduczania od rąk nie ćwiczymy. Za głośno po prostu. Tak więc zaliczyliśmy dziś naszą panią endokrynolog, która powiedziała, że oprócz tego, że Pączek jej się bardzo podoba, to wszystko w porządku. Kontrola za pół roku. A potem mieliśmy wizytę, po raz pierwszy, u pani genetyk, która była zakonnicą w przebraniu. Dość oziębła, a że my wyedukowani jesteśmy na tematy kariotypów i chromosomów to mówić nam nie miała co. Pączkowi powtórzą badania genetyczne i tyle. no ale u pani genetyk byli studenci, którzy mieli okazję pobadać naszego dzidziusia, który miał dziś wyjątkowo dobry humor i nawet oziębła pani genetyk powiedziała studentom, że mają korzystać, bo rzadko się zdarza, że pacjent jest tak chętny do badania i wręcz śmieje się na głos, bo dziś Zuza miłą dzień "SSSSSSS" to znaczy, że śmiała się do łez, autentycznie, na dźwięk litery "ssssss". Do teraz nie wiemy, co w niej jest śmiesznego, no ale coś na pewno. Dzień przeminął cały i pomimo moich nadziei, ze w międzyczasie pójdziemy na spacer do parku koło szpitala, niestety cały dzień minął nam w poczekalni, ale nie było najgorzej, a dowodem może być fakt, że Zuza cały dzień nie spała tak się jej podobało ( widać czekanie do lekarza na orientacyjną godzinę może być przyjemne), że jest godzina 21,30, a Pączek nie ma najmniejszej ochoty spać, a wręcz przeciwnie rozwija swoje informatyczne talenty. Szkoda tylko, że na komputerze mamy, bo tata jej swojego nie daje. Ciekawe?

piątek, 2 października 2009

sobota, 26 września 2009

rybowodnik






poszła dzisiaj Zuza na basen. Pierwszy raz. Trochę płaczu było, ale nie najgorzej, tak że polecenia zdyscyplinowany tata wykonywał, a pan instruktor powiedział, że Zuzy to są fajne dziewczyny. no i oczywiście miał rację. Wokół same chłopaki były, więc Zuza jako jedyna syrenka spisała się wyśmienicie i mama z tata mają nadzieję, że następnym razem będziemy już ćwiczyć kraula albo przynajmniej żabkę, a nie jakieś tam podskoki tylko;-)W końcu ma się te ambicje...

szkocja przyjechała na pawliczka


a mama tak sobie pomyślała, że fajny Zuz z tej jej Zuzki i może fajnie byłoby mieć też chłopaka;-)

prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...